To był spektakl, który zadowolił najbardziej wymagających kibiców. Oby nie ostatni na tym Euro.

Emocjami, jakich dostarczyli nam w piątkowy wieczór piłkarze Włoch i Belgii, można by obdzielić kilka spotkań. Zawrotne tempo, akcja za akcję, nieuznane - po interwencji VAR - trafienie Leonardo Bonucciego, zatrzymane przez Gianluigiego Donnarummę strzały Kevina De Bruyne i Romelu Lukaku, wreszcie gol Nicolo Barelli, który przedarł się między obrońcami i uderzył w kierunku dalszego słupka.

Po pół godzinie gry Włosi objęli prowadzenie, a pod koniec pierwszej połowy na 2:0 - po indywidualnym rajdzie i efektownym strzale zza pola karnego - podwyższył Lorenzo Insigne.

Koło ratunkowe Belgii rzucił jeszcze przed przerwą Romelu Lukaku. To on podszedł do rzutu karnego - podyktowanego po faulu Giovanniego Di Lorenzo na Jeremy'm Doku, zastępującym kontuzjowanego Edena Hazarda - i się nie pomylił. To Lukaku mógł też doprowadzić do wyrównania, ale jego strzał z bliska zablokował Leonardo Spinazzola. Obrońca Romy był jednym z bohaterów Italii, ale nie dokończył meczu, doznał kontuzji i opuścił boisko na noszach.

Włosi umieją grać ładnie, ale umieją również cierpieć. Obronili się przed atakami grającego na co dzień w Serie A Lukaku, nie dali się zaskoczyć także pokazującemu próbkę swojego talentu 19-letniemu Doku. To ich 32. spotkanie z rzędu bez porażki. Teraz wracają do Londynu, gdzie w 1/8 finału pokonali Austriaków. Na Wembley dostaną okazję do rewanżu na Hiszpanach, którzy w finale Euro 2012 rozbili ich 4:0.

Mistrzostwa Europy - ćwierćfinał

Belgia - Włochy 1:2
(Lukaku 45+2-z karnego - Barella 31, Insigne 44)