Rz: Polonia została zdegradowana do czwartej ligi, a pan zdecydował się wyłożyć na nią pieniądze. Z sentymentu czy dla biznesu?

Mariusz Gazda:

Ani jedno, ani drugie. Nie jestem warszawiakiem i nie kibicowałem Polonii od przedszkola. Sentyment nie gra tu kluczowej roli.

Czyli biznes?

Też nie, tym bardziej że nie angażujemy się w bieżące zarządzanie klubem. W przypadku Polonii ujęło mnie to, że w momencie kiedy klub spadł do czwartej ligi, kibice zebrali pieniądze, by przetrwał.

Jaka to była kwota?

Nie znam szczegółów, ale mówiło się o ok. 250 tys. zł.

Ale chyba nie po to wyciąga pan pieniądze, by nic z tego nie mieć?

Podoba mi się, gdy ludzie starają się budować coś sami. Staramy się wspierać takie inicjatywy. Ale oczywiście jest tu także myślenie biznesowe. Zostaliśmy głównym sponsorem legendarnego klubu za stosunkowo niewielkie pieniądze. Moment też był szczególny. Polonia miała kłopoty i gdy znalazł się sponsor, było pewne, że odnotują to liczne media. Tak też się stało. O naszej decyzji pisały chyba wszystkie dzienniki ogólnokrajowe. Ale są też minusy.

Jakie?

Grupa kibiców z Wołomina była mocno niezadowolona. To była reakcja na sponsorowanie znienawidzonej przez legionistów Polonii.

Ale większość waszych placówek działa w województwie mazowieckim. Czyli chyba ma znaczenie, że sponsorujecie klub z Warszawy.

Nie jest to reklama produktowa, bardziej wizerunkowa. Na pewno jednak nas widać. Czyli za stosunkowo niewielkie pieniądze mamy możliwość pokazywania naszego logo i prezentowania siebie jako poważnego partnera piłkarskiej drużyny.

Czy dalej zamierzacie sponsorować Polonię?

Jeżeli awansuje do trzeciej ligi i stowarzyszenia mające wpływ na zarządzanie klubem dogadają się co do jego przyszłości – to tak. Co będzie dalej – czas pokaże.

Jeśli klub awansuje wyżej, trzeba będzie wyłożyć o wiele większe pieniądze, by być głównym sponsorem, a bycie jednym z wielu, z jednym banerem na stadionie, raczej nas nie interesuje.

Zanim podjął pan decyzję, by sponsorować klub, rozmawiał pan z innymi biznesmenami, którzy to robili lub robią?

Nie.

Ich doświadczenia nie są zbyt budujące.

Tak, ale zaangażowanie – zarówno finansowe, jak i w zarządzanie klubem – w porównaniu z naszym jest nieporównywalnie większe.

Chodzi pan na mecze Polonii?

Byłem kilka razy. Jest tam bardzo fajna atmosfera. Nigdzie, chyba poza meczami naszej reprezentacji, takiej nie widziałem. Przychodzą rodziny z dziećmi, nawet z wózkami, jest bardzo przyzwoicie i na poziomie.

Nasz redakcyjny kolega Stefan Szczepłek pisał w „Rz", po degradacji klubu, wręcz o snobizmie na Polonię...

Dokładnie tak to wygląda. Na mecze przychodzą politycy, działacze piłkarscy, wieloletni kibice. Naprawdę jest przyjemnie.