Stefan Szczepłek: Kto po Michniewiczu

Mundial w Katarze pokazał, że z takim trenerem, jak Czesław Michniewicz świata nie zawojujemy. Ale czy z innym mielibyśmy na to szanse?

Publikacja: 11.12.2022 12:30

Stefan Szczepłek: Kto po Michniewiczu

Foto: AFP

Michniewicz jeszcze nie został zwolniony i nie wiadomo czy tak się stanie. Mimo to kibice i dziennikarze już podają nazwiska jego ewentualnego następcy. Jedni widzą w tej roli Marka Papszuna, inni myślą o powrocie Adama Nawałki. Jest też grupa uważająca, że lekarstwem będzie trener z zagranicy.

W XXI wieku reprezentację Polski trenowało dwóch zagranicznych trenerów: Leo Beenhakker i Portugalczyk Paulo Sousa. Holender przyjął ofertę PZPN, widząc się w roli misjonarza, krzewiącego piłkę nożną na rubieżach Europy wschodniej. Ale szybko zorientował się, że to nie jest praca w dzikim kraju, nabrał do niej serca i w Brukseli, po wygranym meczu Polaków powiedział dziennikarzom: „Gdyby brać pod uwagę tylko talenty, Polska powinna znajdować się zawsze wśród ośmiu najlepszych reprezentacji Europy”.

Awansował do Euro 2008, przegrał, spotkał się z przejawami polskiej ksenofobii, ale i zwykłej dla środowiska piłkarskiego zawiści. Kopali pod nim dołki starsi trenerzy, dokuczali dziennikarze. Nie miał łatwej pracy. Nim nastąpił jej kres, już nieco zgorzkniały, odjechał, a polscy konserwatyści z ulgą go pożegnali.

Portugalczyk Paulo Sousa to inny przypadek. Jego nie interesowało nic poza pieniędzmi. O żadnym sercu nie było mowy. Dostał dobrą robotę bez większej odpowiedzialności. Cytował Jana Pawła II, dziękował dziennikarzom za pytania, na które odpowiadał na okrągło, sprawiał wrażenie dżentelmena, a okazał się prostakiem, który przy pierwszej okazji uciekł tam, gdzie płacili mu więcej.

Czytaj więcej

Sondaż: Więcej Polaków chce odejścia Michniewicza niż jego pozostania

Przyszedł na gotowe, nie osiągnął żadnego sukcesu. Prowadził reprezentację zdalnie. Rzadko bywał w Warszawie, meczów w Polsce nie oglądał. Wykorzystał Polaków, ile się dało. Jest w świecie cała grupa takich trenerów, na których piękną mowę nabierają się działacze.

Reprezentację Niemiec zawsze prowadził Niemiec, Francji - niemal zawsze Francuz, Hiszpanii - Hiszpan, Włoch - Włoch, Brazylii - Brazylijczyk a Argentyny - Argentyńczyk. Wyjątków jest niewiele. Reprezentacja Polski osiągała największe sukcesy kiedy jej trenerami byli Polacy: Kazimierz Górski, Jacek Gmoch, Antoni Piechniczek.

Konserwatywna Anglia do roku 1946 w ogóle nie miała trenera reprezentacji. Kadrę powoływał związek, a o grze na boisku decydowali piłkarze. Ale pół wieku później tam też uznano, że cudzoziemiec będzie remedium na brak sukcesów i w roku 2001 zatrudniono Szweda Svena-Gorana Erikssona, a w 2007 Włocha Fabio Capello. Pracowali w sumie dziesięć lat i niewiele, jak na angielski potencjał, osiągnęli.

Gareth Southgate prowadzi reprezentację od roku 2016 i już zajął z nią czwarte miejsce na mundialu w Rosji i drugie w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy. W Katarze Anglia znalazła się w ósemce najlepszych, bo Southgate wie, zna, nie musi się uczyć.

Chociaż Anglia to specyficzne miejsce. Tam ostatnim trenerem Anglikiem, który zdobył mistrzostwo kraju był Howard Wilkinson, który wygrał z Leeds w roku 1992. Rok później to już była Premier League i nigdy pierwszego miejsca nie zajął angielski trener! Wygrywali Szkoci, Francuzi, Włosi, Hiszpanie, Niemcy, tylko nie Anglicy.

Nigdy w historii mistrzostw świata zwycięskiej reprezentacji nie trenował trener z kraju innego niż zawodnicy. W historii mistrzostw Europy był jeden taki przypadek. W roku 2004 reprezentację Grecji do tytułu mistrza poprowadził Niemiec Otto Rehhagel. Grecy wygrali dzięki żelaznej dyscyplinie taktycznej. Nie było tam wielkich piłkarzy, myśli i niczego, co zostałoby w pamięci. Greckiego futbolu ten sukces nie pchnął do przodu, ale wygrali turniej, w którym startowali teoretycznie lepsi od nich. Ale dwa lata później jako mistrzowie Europy nie zakwalifikowali się do mistrzostw świata. Rehhagel był dobry tylko raz.

Stanowisko selekcjonera drużyny narodowej jest jednym z najbardziej eksponowanych w kraju. To on jest twarzą nie tylko PZPN, ale całej piłki. Od niego w znacznym stopniu zależy wizerunek futbolu. Ta praca to nie tylko przywilej, ale obowiązki i odpowiedzialność, wykraczające daleko poza boisko.

Selekcjonera ocenia się nie tylko na podstawie wyników prowadzonej przez niego reprezentacji, ale też jak się zachowuje, jaki ma stosunek do kibiców i dziennikarzy. Jedni dziennikarze są z nim w relacjach zażyłych, inni na niego napadają - trzeba umieć dać sobie z tym radę. Kazimierza Górskiego też krytykowano, a on na nikogo się nie obrażał. Z klasą odpowiadał na zarzuty, zazwyczaj przekonując do swoich racji.

Wolałbym, żeby reprezentację Polski trenował Polak, w wieku 40 - 50 lat. Nie musi być byłym wybitnym piłkarzem. Ma mieć wiedzę, wizję, pomysły, otwartą głowę. Musi znać środowisko, cieszyć się autorytetem u zawodników ze względu na umiejętności, uczciwość i rzetelność. Nie mogą się za nim ciągnąć ciemne sprawy. Nie może tworzyć konfliktów przynosić wstydu.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek o Czesławie Michniewiczu: Grabarz futbolu

Tacy trenerzy są, np. Marek Papszun, który zapracował w Rakowie na pozycję najlepszego trenera w Polsce, choć nie kończył uczelni sportowej. Nie poznali się na nim w stolicy, więc wyjechał do Częstochowy. Nie wykluczam, że wiele decyzji, jakie podejmuje kłóci się z teoriami podręcznikowymi. I dlatego osiąga sukcesy.

Taki polski trener musiałby mieć czas i spokój. Nie mógłby myśleć o tym, że jeśli reprezentacja nie zakwalifikuje się na mundial czy Euro, to on straci pracę. Niech dobierze sobie współpracowników nie dlatego, że są jego kolegami, tylko ze względu na ich fachowość. W kilkunastoosobowym sztabie Czesława Michniewicza jest tylko jedna osoba (trener bramkarzy Andrzej Dawidziuk, analityk Hubert Małowiejski to inna kategoria), która coś osiągnęła w swoim zawodzie i z tego powodu jest znana. Pozostali są pracownikami anonimowymi, ale za to lojalnymi wobec selekcjonera.

Wybór polskiego trenera nie oznacza, że rezygnujemy z pomysłów przychodzących z zagranicy, ale staże trenerów nie powinny wyglądać tak, jak teraz. Ktoś wyjeżdża na tydzień do zagranicznego klubu tylko dlatego, że akurat gra tam Polak, który taki staż może pomóc załatwić. To ma być normalną, oficjalną współpracą. Od tego jest PZPN. I warto na taką naukę wydawać pieniądze, których w związku nie brakuje.

Mamy też atut innego rodzaju. W kilku europejskich krajach pracują Polacy, którzy z różnych powodów (między innymi dlatego, że nie mogli znaleźć u nas pracy, bo wszystkie miejsca w klubach były obsadzone „swoimi”) wyjechali za granicę. Tam pracowali na stacjach benzynowych i w pizzeriach, uzupełniali wykształcenie, wywalczyli sobie miejsca w klubach, gdzie kilku przyjęto z otwartymi ramionami. Są tacy młodzi trenerzy lub analitycy w ligowych klubach Anglii i Niemiec. Pracują w Irlandii, Hiszpanii, Francji. I awansują, przechodząc do coraz lepszych klubów. Poznali tamtejsze metody treningowe, spotykają się na co dzień z wybitnymi piłkarzami i szkoleniowcami. Mogliby stworzyć z polskim selekcjonerem grupę, której praca przyniosłaby wszystkim satysfakcję. Mam nadzieję. A jeśli potrwa to kilka lat i stracimy przez to najbliższe Euro lub mundial, to korona nam z głowy nie spadnie, bo jej nie mamy.

Michniewicz jeszcze nie został zwolniony i nie wiadomo czy tak się stanie. Mimo to kibice i dziennikarze już podają nazwiska jego ewentualnego następcy. Jedni widzą w tej roli Marka Papszuna, inni myślą o powrocie Adama Nawałki. Jest też grupa uważająca, że lekarstwem będzie trener z zagranicy.

W XXI wieku reprezentację Polski trenowało dwóch zagranicznych trenerów: Leo Beenhakker i Portugalczyk Paulo Sousa. Holender przyjął ofertę PZPN, widząc się w roli misjonarza, krzewiącego piłkę nożną na rubieżach Europy wschodniej. Ale szybko zorientował się, że to nie jest praca w dzikim kraju, nabrał do niej serca i w Brukseli, po wygranym meczu Polaków powiedział dziennikarzom: „Gdyby brać pod uwagę tylko talenty, Polska powinna znajdować się zawsze wśród ośmiu najlepszych reprezentacji Europy”.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Piłka nożna
Cesc Fabregas, były mistrz świata i Europy, spełnia się na trenerskiej ławce
Piłka nożna
Kim jest Bryan Zaragoza? Przyszły gwiazdor Bayernu
Piłka nożna
Arsenal Londyn. Skromni żołnierze Mikela Artety
Piłka nożna
Czy Xabi Alonso i Bayer Leverkusen zrzucą Bayern z niemieckiego tronu
Piłka nożna
Kim jest Vitor Roque? Rywal Roberta Lewandowskiego do miejsca w składzie
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja zmienia łańcuchy dostaw w okresach wysokiego popytu