Pierwszy mecz faworytów turnieju wypełnił 88-tysięczny stadion Lusail – wizytówkę katarskiego mundialu. Posądzany o lewicowe sympatie strzelec dwóch goli Richarlison świętował zwycięstwo nad Serbami z Neymarem, który wspiera Jaira Bolsonaro.

Trybuny wystroiły się na żółto, ale brazylijskiemu hymnowi towarzyszyła cisza. – Naszych kibiców jest tu około 10 tysięcy – wyjaśniali nam dziennikarze „O Globo”. Reszta to fani lokalni, głównie imigranci. Od wielu dni paradowali oni po Dausze w strojach, które nie wszyscy Brazylijczycy chcą nosić.

Koszulka drużyny narodowej to dziś w Brazylii deklaracja plemienna, bo podczas wyborów przywłaszczył ją sobie Jair Bolsonaro. Były już prezydent oraz jego zwolennicy nakładali żółty trykot na wiece, zamieniając barwy reprezentacji w oręż prawicy. W tej sytuacji nie brakowało Brazylijczyków, którzy ikoniczną koszulkę odrzucili. Niektórzy zaczęli nosić niebieską, z kompletu przeznaczonego na mecze wyjazdowe.

Czytaj więcej

Czy to koniec mundialu dla Neymara? Kontuzja gwiazdora PSG w meczu Brazylia-Serbia

– Koszulka polaryzuje od lat. Ludzie nie chcą jej nakładać, aby ktoś nie posądził ich, że wspierają Bolsonaro. Obie strony sporu demonizują swoich przeciwników. Sam straciłem wielu przyjaciół, którzy stanęli w przeciwnym obozie. Boże Narodzenie, przez politykę, od kilku lat jest w naszym kraju koszmarem – mówi „Rz” lider brazylijskich kibiców na mundialu w Katarze, influencer Tomer Savoia.

Nie było sprzeciwu

Proces aneksji koszulki rozpoczął się tak naprawdę już podczas protestów w 2013 roku, których zarzewiem była podwyżka cen biletów komunikacji miejskiej w São Paulo. Rok przed organizowanymi przez Brazylijczyków mistrzostwami świata społeczeństwo pokazało rządzącym czerwoną kartkę. Manifestanci ścierali się z policją, były ofiary oraz ranni.

Brazylia chciała szkół i szpitali, a nie mundialu. Protestujący byli przekonani, że krajem rządzi nepotyzm, a klasa polityczna uwłaszcza się na mundialowych inwestycjach.

– Widzimy rozbój, jakiego w historii naszego kraju nie było – grzmiał Romario, późniejszy poplecznik Bolsonaro. Protestujący wkładali piłkarskie koszulki i mówili, że ich kolorem jest żółty, a ich partią – Brazylia. Wiał wiatr zmian.

– Linia podziału stała się jasna. Czerwony kolor należał do lewicy, a żółty do prawicy – przyznaje rozmowie z „Rz” Carlos Mota z „O Globo”. Sondaże wskazywały, że co piąty Brazylijczyk nie chce wkładać koszulki reprezentacji z powodów politycznych. Jeden z browarów nawoływał niedawno w reklamie głosem legendarnego komentatora Galvao Bueno: – Niezależnie od naszych różnic przypomnijmy sobie, co oznacza ten trykot dla ciebie i dla mnie.

– Ponieśliśmy porażkę, pozwalając porwać koszulkę prawicy – mówił portalowi The Athletic uczestnik mundialu z 1986 roku Walter Casagrande. – Nie było sprzeciwu, nikt nie zajął stanowiska. Nie ma dziś mowy o tym, aby wyjść na ulicę w żółtej koszulce, bo ten absurdalny podział faktycznie istnieje. Nie widzę w ogóle możliwości, aby ją włożyć.

Futbol zawsze był dla Bolsonaro narzędziem polityki. Policzono mu, że podczas 1300 dni urzędowania wkładał 86 różnych koszulek piłkarskich – czasem podrabianych, jakby w geście solidarności z tymi, których nie stać na oryginalne stroje. Półtora roku temu zgodził się przyjąć w trybie awaryjnym mistrzostwa Ameryki Południowej (Copa America), choć pandemia koronawirusa od wielu miesięcy zbierała w kraju tragiczne żniwo. Miał już wówczas żółtą koszulkę w garści.

Reprezentacja zaczęła się z nią oswajać w latach 50., ale kultowa stała się dopiero dwie dekady później. Mundial w 1970 roku był pierwszym transmitowanym w kolorze, kanarkowe barwy Pelego, Tostao i Rivelino stały się w oczach futbolowego świata synonimem radości gry oraz pięknych zwycięstw.

Władze już wtedy wykorzystywały piłkarzy. Prezydent Emilio Medici nie szczędził środków, żeby sukcesy reprezentacji przyćmiewały jego brutalną, wojskową dyktaturę. Popisy zawodników miały odzwierciedlać gospodarczy rozkwit kraju. Zdjęcia z Pelem opatrzone hasłem „Nikt nie zatrzyma Brazylijczyków” mówiły same za siebie.

Kilkanaście lat później to futbol podgryzł dyktaturę. Wprowadzenie demokracji do zarządzania klubem Corinthians São Paulo było ziarnem rzuconym na społeczne pole. Charyzmatyczny gracz z tamtych lat Sokrates z kolegami stworzyli przyczółek walki o zmianę systemu. Dali twarz prodemokratycznym ruchom. I tak jest do dziś. Corinthians jako jedyny klub brazylijskiej ekstraklasy pogratulował Luli wyborczego zwycięstwa.

Dzieli ich Neymar

Lula chce dziś odzyskać koszulkę tak samo, jak odzyskał władzę. – Zieleń i żółć nie są kandydatami ani żadną partią. To kolory 213 milionów mieszkańców, którzy kochają nasz kraj – przekonywał przed mundialem, a na mecz nałożył koszulkę z numerem „13”, czyli symbolem Partii Pracujących. Swoich zwolenników zachęcał do podobnego gestu. Niektórzy wciąż mają jednak nadzieję, że sukces zjednoczy Brazylię.

Richarlison, który strzelił Serbom bajkowego gola, jest posądzany przez brytyjskie media o sympatię wobec Luli. Neymar, Thiago Silva i Dani Alves stoją za Bolsonaro. Ten pierwszy bujał się nawet w rytmie kampanijnego dżingla w 13-sekundowym klipie na TikToku. Prawdopodobnie miał w tym swój interes.

Czytaj więcej

Brazylia podzielona, ale roztańczona

Gwiazdor podobno zawarł sojusz taktyczny, aby wyplątać się z kolejnego postępowania w sprawie przekrętów podatkowych. Taki trop podrzucił podczas kampanii wyborczej sam Lula. Inni uważają, że piłkarz spłacił dług za wsparcie, jakie dostał od Bolsonaro, gdy został w 2019 roku oskarżony przez brazylijską modelkę o gwałt. Sprawę umorzono z braku dowodów.

– Neymar poparł Bolsonaro dwa dni po spotkaniu reprezentacji, podczas którego drużyna ustaliła, że zawodnicy nie będą mieszać się do polityki. On zawsze dzielił Brazylijczyków. Teraz kontrowersje tylko wzrosły – zauważa Carlos Mota. – Jesteśmy tak bardzo podzieleni, że niektórzy cieszyli się, kiedy w pierwszym meczu mundialu doznał kontuzji – dodaje Tomer Savoia.

W politycznej rozgrywce wyborów dokonywali także gwiazdorzy sprzed lat. Bolsonaro wsparli Romario, Rivaldo czy Robinho, a za Lulą opowiedzieli się Juninho i Vanderlei Luxemburgo.

– Podziałów w samej kadrze raczej nie ma, większość piłkarzy od lat gra w Europie, są oderwani od problemów brazylijskiego społeczeństwa. Polityka ich nie interesuje – uważa Carlos Mota.

Reprezentację podzielonego kraju od 2016 roku prowadzi Tite, który zapowiedział już, że po mundialu zakończy pracę jako selekcjoner. 61-latek rozmów o polityce w drużynie surowo zakazał. Sam unika jakichkolwiek deklaracji, choć niektórzy w jego słowach o „społecznej odpowiedzialności” oraz potrzebie „większej równości” wyczuwają sympatię dla Luli.

Trener zapowiedział już, że po mundialu żadnej audiencji u prezydenta nie planuje, choć w przeszłości brazylijscy mistrzowie świata byli przez głowę państwa zapraszani, kiedy sięgali po trofeum. To oczywiście deklaracja neutralności, a nie braku wiary.

Samo spojrzenie na brazylijską kadrę zespołu wywołuje zawroty głowy, nikt na mundialu nie ma takiego stężenia wirtuozów na metr kwadratowy.

Brazylijczycy przegrali za kadencji Tite tylko pięć meczów, ale ważnych. Rok temu w finale Copa America zatrzymała ich Argentyna, a na poprzednim mundialu w ćwierćfinale – Belgia. Wywalczyli jedno trofeum – w 2019 roku zdobyli Copa America. To sukces, którego wypatrywali od 12 lat.

Futbol mniej ważny

W Katarze radość po zwycięstwie nad Serbami, które strzałem przewrotką ozdobił Richarlison, zgasła przykryta troską o zdrowie Neymara. Był faulowany aż dziewięć razy, opuścił boisko z urazem. – Jesteśmy pewni, że jeszcze w tym mundialu zagra – przekonuje Tite, ale wątpliwe, żeby zdążył na mecze fazy grupowej. Niewykluczone oczywiście, że Brazylia będzie błyszczeć także bez niego.

Pytanie, czy jednoczące mogą być popisy drużyny, która przez lata oddaliła się od kibica. – Kiedy byłem mały, mecze reprezentacji oglądały całe rodziny. Ludzie grillowali wystrojeni w koszulki, w oknach wisiały flagi. Dziś nie jest to już takie ważne – wspominał niedawno Neymar. Rzeczywiście, dzieciakom kopiącym piłkę w fawelach z mieszkającymi w Europie milionerami takimi jak on utożsamiać się coraz trudniej.

Dziś wielu Brazylijczyków oddaje serce raczej drużynom klubowym niż reprezentacji. Wciąż mówimy jednak o kraju, gdzie piłka ma moc sprawczą. Może więc żółta koszulka znów zacznie jednoczyć. Mecz z Serbami pokazał, że ponownie bywa synonimem pięknej gry.