PZPN wybrał na przeciwnika właśnie Chile, bo to jedna z najsilniejszych reprezentacji z tych, które nie zakwalifikowały się na mistrzostwa świata. W strefie CONMEBOL Chile zajęło niespodziewanie dopiero siódme miejsce na dziesięć zespołów.

Powód drugi to założenie, że Chilijczycy będą grali w takim mniej więcej stylu jak Meksykanie, nasz pierwszy mundialowy przeciwnik. Można przyjąć, że pewne cechy, charakteryzujące piłkarzy od Meksyku na północy po przylądek Horn na południu, są wspólne dla wszystkich piłkarzy Ameryki Łacińskiej. To bardzo dobre wyszkolenie techniczne, szybkość przeprowadzanych akcji, umiejętność zorganizowania ataku pozycyjnego, agresywność niepozwalająca przeciwnikowi na chwilę oddechu. Nikt nie lubi grać pod presją, a słabsi technicznie Polacy zwłaszcza.

Taki sprawdzian może więc być ważny, tym bardziej że ostatni raz z przeciwnikiem z Ameryki Łacińskiej reprezentacja Polski zmierzyła się cztery lata temu, na mundialu w Rosji. Przegraliśmy wtedy z Kolumbią gładko 0:3.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Mieszanka rutyniarzy z aspirantami na mundial

Znowu Chile

Dwa tygodnie przed tamtym meczem kadra Adama Nawałki, wychodzącego wówczas z podobnego założenia jak dziś Czesław Michniewicz, zmierzyła się w Poznaniu także z Chile.

Trener wystawił najsilniejszy skład. Polacy do przerwy prowadzili 2:0, a po przerwie nie potrafili wyjść z piłką ze swojej połowy. Stracili dwa gole i mecz zakończył się remisem 2:2. Czy wyciągnęli z tego jakieś wnioski przed mundialowym pojedynkiem z Kolumbią? Zapewne, ale trudno powiedzieć jakie. Przy porażce 0:3 nikt się nad tym nie zastanawiał.

Kadra od poniedziałku trenuje w Warszawie, nic złego już się nie dzieje. Na pechowej kontuzji Bartłomieja Drągowskiego w ostatnim meczu ligowym skorzystał bramkarz FC Kopenhaga Kamil Grabara, który awansował do kadry. To jedyna i oby ostatnia zmiana.

Trudno powiedzieć, na co zdecyduje się Michniewicz. Może na taki skład, jaki zamierza wystawić na mecz z Meksykiem. Powinien tak zrobić, bo nie ma za dużo możliwości sprawdzenia optymalnej jedenastki. Ale może też wysłać na boisko kilku rezerwowych, licząc na to, że pomiesza w ten sposób w głowach meksykańskim obserwatorom. Na to jednak specjalnie bym nie liczył.

Jakkolwiek by było, nie należy się spodziewać emocji, a na podstawie wyniku lepiej nie budować prognoz dotyczących występu w Katarze. W takim meczu nikt z Polaków nie będzie ryzykował kontuzji, a dla Chilijczyków to jedynie mecz towarzyski. Cztery lata temu po spotkaniu z Chile wygraliśmy 4:0 z Litwą, nadmuchując jeszcze bardziej balon. Pękł już kilka dni później.

Kiedy w ostatnich sparingach przed wyjazdem na mistrzostwa w roku 1974 kadra wygrała ledwie 1:0 z kombinowaną jedenastką Ligi Węgierskiej, byli tacy, którzy uważali, że Polacy do Niemiec nie mają po co jechać. A jak się ten mundial dla nas skończył, do dziś wspominamy z nostalgią.

Czytaj więcej

Szef FIFA chce zawieszenia broni na Ukrainie na czas mundialu

Są Vidal i Sanchez

Chile przyjeżdża do Warszawy w silnym składzie, z największymi gwiazdami: pomocnikiem Arturo Vidalem (Flamengo Rio de Janeiro), niegdysiejszym partnerem Roberta Lewandowskiego w Bayernie, oraz napastnikiem Alexisem Sanchezem (Olympique Marsylia). W eliminacjach do mundialu Sanchez strzelił dla Chile pięć bramek, a Vidal cztery.

Dziś to oni, mimo upływającego czasu (Vidal jest o rok starszy od Lewandowskiego, Sanchez o cztery miesiące młodszy), są twarzami futbolu chilijskiego. Zajęli miejsca Marcelo Salasa i Ivana Zamorano, którzy też grali w najlepszych europejskich klubach, a na mundialu we Francji doprowadzili Chile do 1/8 finału.

Do tej grupy liderów trzeba koniecznie dodać bramkarza Claudio Bravo, którego też pewnie zobaczymy w Warszawie. Dziś broni barw Betisu Sewilla, ale w przeszłości był bramkarzem Realu Sociedad, Barcelony i Manchesteru City.

Wszyscy oni wchodzili w skład reprezentacji Chile, która w latach 2015 i 2016 zdobyła Copa America. Po trzecim miejscu na mundialu w Chile (1962, Leonel Sanchez został wtedy królem strzelców, a obrońca Luis Eyzaguirre trafił do reprezentacji FIFA na mecz z Anglią) to były największe sukcesy chilijskiej kadry.

Odważny Caszely

Zwłaszcza zwycięstwo w roku 2015 miało szczególny smak. Chile pokonało w finale Argentynę z Leo Messim na Stadionie Narodowym w Santiago, który 40 lat wcześniej Augusto Pinochet zamienił na obóz dla więźniów politycznych.

Przypomniały się więc czasy legendarnego chilijskiego piłkarza Carlosa Caszely, który miał odwagę przeciwstawić się generałowi. Na uroczystym pożegnaniu piłkarzy odlatujących na mistrzostwa świata do Niemiec (1974) Caszely nie podał ręki Pinochetowi.

Piłkarzem był jednak zbyt dobrym, aby go ukarać, więc policja polityczna torturowała jego matkę. Nietrudno zgadnąć, co sobie w roku 2015 myślał 65-letni wówczas Caszely, siedząc na stadionie, który stał się częścią nie tylko sportowej historii Chile.

Transmisja meczu Polska – Chile o 18.00 w TVP 1, TVP Sport i Polsacie Sport Premium 1