Nie będzie mu to dane, jeśli zostanie na kolejny sezon w Manchesterze United. Drużyna z Old Trafford zajęła dopiero szóste miejsce w Premier League, a to oznacza, że jesienią będzie występować tylko w fazie grupowej Ligi Europy.

Trudno się dziwić, że Cristiano szuka sposobu, by wydostać się z Manchesteru. To nie jest wymarzone miejsce do życia. Zwłaszcza dla kogoś z południa Europy. Partnerka hiszpańskiego bramkarza Davida de Gei nie protestowała, gdy pewien dziennikarz ironizował, że miasto urodą przypomina tył lodówki. Do tego dochodzi kapryśna pogoda.

Guardiola go nie chciał

Przez lata to wszystko było jednak mniej istotne, bo United rozdawali karty nie tylko w Anglii, ale i w Europie. Każdy chciał grać u sir Aleksa Fergusona – w drużynie budzącej podziw i ekscytację, a u rywali także strach. Ale epoka szkockiego trenera dobiegła końca, a na scenę zaczęli wchodzić głośni sąsiedzi, jak nazywał ich szkocki trener, czyli sponsorowane przez szejków z Emiratów City.

Czytaj więcej

Ekstraklasa. Leczenie kaca po pucharach

United nie są już tym samym klubem, do którego w 2003 r. przychodził ze Sportingu Lizbona 18-letni Ronaldo. Stracili dawny czar i blask. Mimo to przed rokiem Portugalczyk postanowił wrócić na Wyspy. Znudziło mu się życie w Turynie, irytował fakt, że Juventus nie jest w stanie walczyć o trofea w Europie.

Wydawało się, że trafi do City, naciskać na to miał właściciel klubu szejk Mansour – zazdrosny, że Katarczykom z Paris Saint-Germain udało się sprowadzić Leo Messiego. Na przeszkodzie stanął podobno Pep Guardiola. „Jeśli tu przyjdziesz, spróbujemy jakoś razem żyć, ale nie mogę ci niczego zagwarantować” – tak zdaniem włoskiego dziennika „Repubblica” wyglądała rozmowa telefoniczna trenera City z Ronaldo.

Portugalczyk ujął się honorem i może trochę na złość niedoszłemu pracodawcy wybrał United, licząc, że zrewanżuje się na boisku. Zgodzić się miał nawet na obniżkę pensji, choć z tygodniówką wynoszącą ponad 400 tys. funtów (w Turynie pobierał równowartość 500 tys.) i tak został najlepiej opłacanym graczem na Old Trafford.

Czytaj więcej

Luis Suarez wraca do Urugwaju. Zagra w Nacionalu Montevideo

Pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki w 30 meczach Premier League strzelił 18 goli, do tego dołożył sześć bramek w Lidze Mistrzów. United wyszli z grupy, ale pożegnali się z rozgrywkami już w 1/8 finału. Wyeliminowało ich Atletico Madryt.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Nie pasuje do filozofii

Ronaldo przez lata był katem Atletico (25 bramek w 37 spotkaniach), największe sukcesy święcił z Realem, dlatego tym bardziej zaskakujące jest, że łączono go teraz z drugim z madryckich klubów. – Nie wiem, kto wymyślił tę historię, ale to praktycznie niemożliwe, by do nas trafił – stwierdził prezes Atletico Enrique Cerezo.

Odpór medialnym plotkom dali też kibice, pisząc w oświadczeniu, że Portugalczyk „jest przeciwieństwem wartości, które cenimy w Atleti, czyli poświęcenia, hojności, prostoty i pokory. Nigdy nie zdobyłby naszej sympatii ani uznania. Nie zaakceptowalibyśmy tego transferu”.

Pokory rzeczywiście mu brak, ma wielkie ego i jest indywidualistą, ale pracowitości i profesjonalnego podejścia do futbolu mogliby się od niego uczyć nawet skłonni do boiskowej harówki zawodnicy Diego Simeone.

Jeśli wierzyć przeciekom, agent gwiazdora Jorge Mendes, człowiek o niezwykłych wpływach w środowisku, szukał szczęścia już w Bayernie, Chelsea i PSG. Wszystkie kluby nie były jednak zainteresowane pozyskaniem Ronaldo. – Przy całym szacunku dla jego dokonań i umiejętności, uznaliśmy, że nie pasowałby do naszej filozofii – zaznaczył szef Bayernu Oliver Kahn, a trener Chelsea Thomas Tuchel przekonuje, że potrzeba mu zawodników na inne pozycje.

Czytaj więcej

Okno transferowe z widokiem na Katar. Którzy Polacy zmieniają klub, poza Lewandowskim?

Mendes miał więc zejść półkę niżej i zaoferować swojego klienta Napoli. To nie jest klub, który wzbudza takie emocje jak europejscy giganci, ale spełnia kluczowy warunek – zagra w Lidze Mistrzów. Problem w tym, że pensja Ronaldo byłaby dla Napoli ogromnym obciążeniem, nawet gdyby obniżył oczekiwania finansowe.

Czy w takim razie Portugalczykowi grozi sezon poza prestiżowymi rozgrywkami, w których występuje nieprzerwanie od 2003 roku i których stał się królem (187 meczów i 141 bramek)? Jego przykład pokazuje najlepiej, że doświadczenie i status gwiazdora bywa przeszkodą. Kiedy wygrałeś już wszystko, poszukiwanie klubu może być udręką. Lista potencjalnych pracodawców wyraźnie się kurczy, bo nie wszyscy czekają na ciebie z otwartymi ramionami i nie każdego stać, by ci zapłacić.

Pomocną dłoń mógłby wyciągnąć Real, liderem zespołu jest były kompan Ronaldo – Karim Benzema, magii nie traci inny weteran Luka Modrić. Tyle że Królewscy szykują się do pokoleniowej zmiany. Poza tym nie wiadomo, jak powrót Portugalczyka wpłynąłby na Benzemę.

W tle nadal przewija się sentymentalny powrót do Sportingu, z którego młody Cristiano wyruszył w świat.

Zaproszenie z Arabii

Ronaldo nie poleciał z kolegami z United na letnie tournée po Tajlandii i Australii, tłumacząc się względami rodzinnymi, ale wznowił już treningi. Nie znaczy to wcale, że za tydzień wyjdzie na boisko, kiedy Manchester podejmie Brighton w pierwszej kolejce ligi angielskiej.

Kilka dni temu spotkał się z nowym trenerem Czerwonych Diabłów Erikiem ten Hagiem. – Odbyliśmy naprawdę dobrą rozmowę – przyznał Holender, który już wcześniej podkreślał, że Portugalczyk znajduje się w jego planach na przyszły sezon. „Daily Mail” twierdzi jednak, że Ronaldo poprosił władze United o rozwiązanie umowy obowiązującej do czerwca 2023 r.

Jeden z klubów z Arabii Saudyjskiej miał mu oferować za dwa lata gry 250 mln euro. Odmówił. To dobre miejsce na emeryturę. A Cristiano emerytem jeszcze się nie czuje. Wciąż jest nienasycony, chce nie tylko bić strzeleckie rekordy, ale też sięgać po trofea.

Przyszłość ma zabezpieczoną, nie musi przyjmować propozycji z egzotycznych kierunków, by kupować kolejne luksusowe wille, superszybkie samochody i szpanerskie gadżety.

Według „Forbesa” tylko w ubiegłym roku zarobił na murawie i z kontraktów reklamowych 115 mln dolarów. Znalazł się na podium najlepiej opłacanych sportowców (za Messim i gwiazdorem koszykówki LeBronem Jamesem). Za jeden post na Instagramie, na którym ma już 470 mln obserwujących, może liczyć na grubo ponad milion funtów. Ale trofeów za liczbę fanów (dla porównania Messiego śledzi 353 mln ludzi) nie przyznają.