Jeden z najważniejszych procesów na szczytach światowej piłki dobiegł końca. Sąd Karny w Bellinzonie (Szwajcaria) analizował historię przelewu 2 mln franków, które w lutym 2011 roku – dziewięć lat po zakończeniu pracy w roli doradcy Blattera, ale tuż przed kolejnymi wyborami na szefa Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) – dostał Platini.

Rozprawa to finał siedmioletniego śledztwa. Akt oskarżenia dotyczył ludzi, którzy przez lata rządzili futbolem, a podejrzani są o oszustwa, nieuczciwe zarządzanie, nadużycia zaufania i fałszerstwa. Grozi im do 20 miesięcy więzienia w zawieszeniu.

To kara symboliczna, a stawką wydaje się być przede wszystkim honor. – Boli mnie, że zostałem nazwany złodziejem, oszustem i fałszerzem – mówi Blatter, który w latach 1998–2015 szefował FIFA.

Platini podkreśla, że nigdy nie dostał w karierze czerwonej kartki, dając powody do dumy ojcu, ale ma na myśli chyba tylko boisko. Francuz był w latach 80. mistrzem Europy, brązowym medalistą mistrzostw świata i trzykrotnym zdobywcą „Złotej Piłki”.

Kariera trenerska nie przyniosła mu sukcesu, sprawdził się za to jako działacz. Piął się po szczeblach władzy, także dzięki Blatterowi. Wielki futbol wypluł ich obu w 2015 roku, kiedy zostali zawieszeni przez Komisję Etyki FIFA.

Trup wypadł z szafy

Rośli, trwali i upadli razem. O ile Szwajcar w roku 2015 był już ostro krytykowany, o tyle Francuz dopiero szykował skok na szczyt. Kierował Europejską Federacją Piłkarską (UEFA) przez osiem lat, kolejnym przystankiem miał być fotel prezesa FIFA.

Platini planował pokojowe przejęcie władzy, wcześniej długo uczył się zakulisowych reguł gry. Wydawało się, że tworzą z Blatterem nierozerwalny alians. Blatter, kiedy objął władzę w światowej federacji, zatrudnił Platiniego w roli doradcy. Pierwszy zyskał sojusznika, drugi mógł zacząć polityczną edukację pod okiem mentora. Uczył się więc i rósł. Już w 2002 roku trafił do Komitetu Wykonawczego, czyli najwyższej władzy FIFA, a pięć lat później – także dzięki wsparciu Szwajcara – został szefem UEFA i posmakował prawdziwej władzy.

Czytaj więcej

Michel Platini przegrał w Europejskim Trybunale Praw Człowieka

Wasal, który miał być ledwie administratorem rozgrywek, dojrzał do roli suwerena. Kiedy FIFA wybierała gospodarza mundialu 2022, Blatter wspierał Amerykanów, a motywowany przez prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego Platini – Katarczyków. Dziś wiemy, że nie były to wybory, tylko zakupy, które zrodziły dziesiątki wyroków.

Platini, choć pomógł Katarowi, podczas kolejnych wyborów w roku 2011 na szefa FIFA wsparł Blattera przeciwko Mohamedowi bin Hammamowi. To miała być ostatnia kadencja Szwajcara, ale zmienił zdanie, co Francuz uznał za zdradę. Wcześniej chwalił mentora za charyzmę oraz nazywał go „Machiavellim piłkarskiej polityki”. Później oznajmił, że miał jedną wadę: nie wiedział, kiedy odejść.

Blatter w 2015 roku znów wygrał, choć szalało już wówczas korupcyjne tornado wywołane przez amerykańskich śledczych. Za kratki trafili członkowie najwyższych władz FIFA, ale nie ich szef. – Nigdy nic się do niego nie przykleja. Zawsze między Blatterem i łapówkami ktoś stoi – ironizował szwajcarski parlamentarzysta Roland Buechel. Do ustąpienia zmusili Blattera dopiero sponsorzy FIFA.

Szwajcar podobno lubił zbierać „kwity”, aby kontrolować ludzi. To w jego szafie policja znalazła kopię faktury, która doprowadziła do procesu w Bellinzonie. Były sekretarz generalny FIFA Jerome Valcke wyjaśniał, że Blatter chciał nią szantażować Platiniego, aby ten zrezygnował ze startu w wyborach. Dziś obaj mogą zapłacić za trupa, który wypadł z tej szafy.

Platini lubi okrągłe sumy. 43 lata temu poprosił AS Saint-Etienne o milion franków rocznie. Władze klubu część pensji przekazywały piłkarzom pod stołem, co zakończyło się procesem. Posypały się grzywny i kary więzienia w zawieszeniu. Także dla Platiniego. Nikt nie wierzył w jego rzekomą ignorancję, skoro ojciec piłkarza wykładał matematykę, a on sam studiował rachunkowość.

Nieważne jaka waluta

Najwyraźniej jednak nigdy nie miał duszy księgowego, skoro w 2011 roku wystawił FIFA zaniżoną fakturę. Kiedy Blatter zaproponował mu pracę w roli doradcy i zapytał o wynagrodzenie, Francuz odpowiedział: – Milion rocznie, w jakiejkolwiek walucie zechcesz. Mogą to być peso, liry, ruble, marki… Sam zdecyduj.

Przelew dostał tuż przed wyborami szefa FIFA. Platini i Blatter zgodnie powtarzają, że to zaległe wynagrodzenie, bo choć umówili się na okrągły milion rocznie za pracę w roli doradcy, to na papierze zapisali tylko 300 tys. Resztę Blatter miał uregulować później, gdy FIFA upora się z przejściowymi problemami finansowymi po bankructwie agencji ISL.

Francuz o zaległości upomniał się późno – zgodnie ze szwajcarskim prawem takiej odłożonej płatności na podstawie umowy ustnej można dokonać w ciągu pięciu lat. Wystawił też zaniżoną fakturę, bo był przekonany, że dostawał od FIFA nie 300, tylko 500 tys. rocznie. Przelew zatwierdził dyrektor finansowy Markus Kattner. Dziś FIFA domaga się zwrotu środków wraz z odsetkami.

Nie wiadomo, w jaki sposób śledczy dowiedzieli się o fakturze, Platini uważa, że stoi za tym były zastępca sekretarza generalnego FIFA Marco Villiger, czyli człowiek Blattera. Były prokurator Olivier Thormann przekonuje, że niepokojący dokument wskazał mu sam Kattner, czemu ten ostatni zaprzecza. Człowiekiem, który na aferze zyskał najwięcej, był natomiast bez wątpienia Gianni Infantino.

Trzy spotkania

Niewykluczone, że to on przyspieszył upadek Platiniego i Blattera. Obecnego szefa FIFA ze szwajcarskim wymiarem sprawiedliwości łączą wyjątkowe relacje, na co podczas procesu wskazywali adwokaci. Infantino jest dziś bowiem także bohaterem innego procesu, w którym odpowiada za podżeganie do nadużycia władzy, naruszenie tajemnicy służbowej i utrudnianie postępowania karnego.

Chodzi o trzy spotkania, do których doszło w latach 2016–2017 między nim i byłym szwajcarskim prokuratorem generalnym Michaelem Lauberem, który odpowiadał za dochodzenia związane z FIFA i podał się w lipcu 2020 roku do dymisji, bo sąd uznał, że celowo zataił spotkania z Infantino. Proces trwa.

Sam szef światowej federacji zasłania się niewiedzą, ale adwokat Platiniego podczas procesu zwrócił uwagę, że nakaz zbadania akt z szafy Blattera zbiegł się ze spotkaniem sędziego Rinaldo Arnolda – przyjaciela Infantino z dzieciństwa – z Lauberem. Szwajcar mógł w ten sposób pogrążyć rywala w walce o władzę.

Platini nazywa FIFA „mafią”, gdzie „grupa kumpli robi, co chce”. Musi tak mówić, bo reputację już przegrał i do władzy nie wróci.

On stracił przyszłość, bo miał rządzić FIFA, a Blatter – przeszłość. Szwajcar był już bohaterem wielu śledztw, ale żadne nie zakończyło się aktem oskarżenia. Wydawał się niezatapialny, a procesu wypatrywał jako szansy na oczyszczenie własnego imienia. Chyba bezpodstawnie. Sąd wyrok ogłosi 8 lipca.