Tyle doświadczeń i funkcji powinno panu pomóc odpowiedzieć na pytanie, dlaczego reprezentacja Polski gra słabo?

Gra kadrowiczów jest pochodną ich wcześniejszej nauki w szkółkach i występów w klubach. Polskie akademie wprawdzie czerpią najlepsze wzory z zagranicznych, ale to się nie może od razu przekładać na wyniki. A jaka jest siła polskich klubów, widzimy latem, kiedy spotykają się z zagranicznymi przeciwnikami. Skoro tak się dzieje, to reprezentacja też nie może grać tak dobrze, jak byśmy chcieli.

Ale przecież prawie 100 procent piłkarzy powołanych do kadry reprezentuje kluby zagraniczne. Oni z polską szkołą gry, jeśli w ogóle taka istnieje, nie mają nic wspólnego...

Ale mieli. Wyjechali z tym kapitałem umiejętności, jaki zdobyli w polskich akademiach i klubach. I nie chodzi mi tylko o wyszkolenie indywidualne, przede wszystkim techniczne. Każdy świadomy piłkarz zawodowy wie, a przynajmniej wiedzieć powinien, że narzędziem jego pracy jest piłka. Musi umieć poskromić ją w każdej sytuacji – w pełnym biegu, jedną lub drugą nogą i innymi częściami ciała, mając na plecach lub przed sobą przeciwnika. To jest elementarz. Ale na wyższym poziomie co innego jest równie ważne – schematy gry. A my tego nie mamy.

Jest nad czym pracować, bo w piłkę gra się też głową.

Jak pan to zdefiniuje, żeby przeciętny kibic zrozumiał?

Chodzi o umiejętność poruszania się po boisku w określonych sytuacjach, zwłaszcza kiedy się bronimy. Mamy wtedy zazwyczaj przewagę liczebną nad atakującymi, a mimo to nie potrafimy tego wykorzystać. Nie mamy wypracowanych schematów w grze obronnej. Belgowie pokazali nam w Brukseli i w Warszawie, jak się wykorzystuje wolne przestrzenie, i dlatego wypracowali sobie wiele sytuacji strzeleckich.

Może to wynika z faktu, że skład drużyny w każdym meczu jest inny, a trener nie może się zdecydować, ilu nominalnych obrońców wystawić – trzech czy czterech.

Na pewno to są jedne z przyczyn. W sześciu meczach Czesław Michniewicz wystawił 33 zawodników, a powołał na zgrupowania jeszcze więcej. Uważam, że to za dużo. Trzeba się na kogoś zdecydować.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Zgoda, ale kiedy trener jeździ po klubach całej Europy, ogląda kandydatów do gry i z każdym rozmawia, to buduje swój autorytet i umacnia wiarę ewentualnych reprezentantów, że są potrzebni. Tworzy zespół ludzi, których może nazwać swoimi...

To wszystko prawda, ale Paulo Sousa robił tak samo i to nie przyniosło rezultatu. Michniewicz ma na pewno większą wiedzę o polskiej piłce niż Portugalczyk i nie powinien tracić czasu na robienie castingów. Poza tym, jeśli powołuje tak liczną grupę ludzi, to zakładam, że każdy jest przygotowany do gry pod względem fizycznym. Powinni mieć siłę. Dlaczego więc ruszają do ataku dopiero w końcówce meczów, kiedy bywa już za późno? Może należy popracować nad mentalnością graczy.

Co więc powinien robić Czesław Michniewicz?

On jest selekcjonerem, nie ja.

Ale to dzięki panu Michniewicz został trenerem...

Tak mogę powiedzieć. Kiedy prowadziłem Amicę Wronki, on był rezerwowym bramkarzem, bez większych szans na wygranie rywalizacji z Jarosławem Stróżyńskim. Zresztą w żadnym innym klubie kariery nie zrobił. Widziałem jednak, że ma pasję, zasugerowałem więc, żeby zainteresował się szkoleniem piłkarzy. Bardzo szybko się okazało, że ma w tym kierunku talent. Wszystko notował, analizował mecze, ćwiczenia na treningach. A potem poszedł swoją drogą.

Myśli pan, że coś przejął od pierwszego nauczyciela?

Nie wiem. Ale może pamięta, że na przełomie wieków Amica była pierwszą drużyną w ekstraklasie, która stosowała ustawienie z trzema obrońcami. Dziś to normalne, wtedy niektórzy mnie krytykowali.

Bo to ryzykowny system.

Nie, tylko trzeba mieć do niego odpowiednich wykonawców. Trzech dobrych stoperów i dwóch wahadłowych. Dwóch stoperów mamy. Kamil Glik jeszcze może grać. Jan Bednarek uczył się od niego, teraz ktoś powinien uczyć się od Bednarka. A ostatnie mecze pokazały, że wahadłowymi mogą być Matty Cash i Nicola Zalewski.

Wahadłowymi czy obrońcami?

 W ustawieniu z czterema mogą być obrońcami. Różnica polega na tym, że zawodnik wahadłowy jest bocznym obrońcą i bocznym pomocnikiem – w zależności od potrzeb. Jego umiejętności powinny być większe niż gracza koncentrującego się głównie na obronie.

50 procent obrońcy i 50 ofensywnego pomocnika.

Ja bym nawet powiedział, że 70 procent  umiejętności gry w ataku i 30 w defensywie. Cash ma więcej cech obrońcy, a Zalewski pomocnika.

No tak, ale ich zdolności na nic się nie zdadzą, jeśli w środku pomocy będzie grał Szymon Żurkowski, który bardzo dużo biega, ma zdrowie, ale czasami powinien się zatrzymać, żeby pomyśleć. W dalszym ciągu Polska zdobywa więcej bramek z kontry i po stałych fragmentach niż po ataku pozycyjnym.

Osoby, które to krytykują, patrzą chyba zbyt surowo. Reprezentacja, w której ja grałem na mundialu w Hiszpanii, również zdobywała bramki z kontry. Przed nami i po nas też tak było. System catenaccio, który przynosił sukcesy włoskim klubom i reprezentacji, także opierał się w znacznym stopniu na grze z kontry.

Tyle że reprezentacja z roku 1974 miała w pomocy Kazimierza Deynę, Henryka Kasperczaka i Zygmunta Maszczyka. Pańska, z roku 1982 – najpierw Zbigniewa Bońka, potem Janusza Kupcewicza, cały czas Grzegorza Latę, Andrzeja Buncola i Waldemara Matysika od czarnej roboty. Wiem, że futbol się zmienił, ale organizator gry potrzebny jest w każdym systemie. Musi być to bardzo dobry technik, a u nas nawet liderzy przewracają się na piłce.

My graliśmy na podwórkach i odbijaliśmy piłkę o ścianę. Tak się wyrabiało drybling, orientację i technikę strzału. Niech mi pan dziś pokaże taką ścianę. A na podwórkach zawieszono tabliczki z napisem „Zakaz gry w piłkę nożną”. To gdzie mogą się uczyć ci, którzy mają na to ochotę?

W prywatnych lub klubowych akademiach.

Tak się dzieje, ale doszło do paradoksalnej sytuacji. Polska znana jest w Europie z tego, że powstaje w naszym kraju dużo nowoczesnych stadionów. To fantastycznie. Nie mówi się tylko, że mamy stadiony na mecze, ale zaniedbaliśmy budowanie boisk na treningi. Mają z tym problem nawet kluby ligowe. Zdarza się, że na jednym boisku ćwiczą w tym samym czasie dwie, a nawet trzy drużyny. Jak w takich warunkach można się czegokolwiek nauczyć?

Wśród warunków licencyjnych, stawianych klubom ligowym powinna znaleźć się konieczność posiadania kilku boisk. Dlaczego tego nie ma?

Proponowałem to, kiedy pracowałem w PZPN. Niestety, wniosek nie przeszedł. W tej chwili tylko kilka klubów w ekstraklasie ma swoją bazę treningową, godną nazwy tych rozgrywek. Zagłębie Lubin, Legia, Jagiellonia, Cracovia. Kluby muszą iść w stronę budowy takich ośrodków, i to robią. Innej drogi nie ma.

A jaka jest przyszłość reprezentacji?

Do mundialu nie ma dużo czasu. Dwa mecze w Lidze Narodów, pewnie jakieś dwa towarzyskie i to wszystko. Przypuszczam, że po wakacjach drużyna będzie stabilna pod względem personalnym, a selekcjoner zdecyduje się na ustawienie. Bo to wszystko trzeba przećwiczyć. Doskonalić to, co mamy najlepsze, i pracować nad usunięciem wad. Także takich niewidocznych gołym okiem, bo dobra drużyna, a przed laty takie mieliśmy, kiedy pierwsza strzelała bramkę, to na ogół wygrywała. Teraz reprezentacja Polski prowadzi i daje sobie wbić sześć goli, a kiedy prowadzi dwoma bramkami, to traci i tę przewagę. Jest nad czym pracować, bo w piłkę gra się też głową.