Jak pan ocenia występ Polaków w Brukseli?

Macie jednego z najlepszych napastników w Europie, ale w Bayernie i w kadrze to nie jest ten sam zawodnik. Jeśli chcecie go wykorzystać, to musicie grać ofensywny futbol, z dużą liczbą zawodników w okolicach pola karnego, akcjami kombinacyjnymi. Tego brakowało. Belgia nie zaczęła dobrze, miała kłopoty z rozbiciem muru polskich zawodników, stojących przed własnym polem karnym. Jeśli chcesz zburzyć mur, to musisz to zrobić cegła po cegle. Im mocniej zmusisz rywala do biegania, tym większa jest szansa, że któraś cegła się obluzuje.

Jesteśmy dobrzy w budowaniu murów, ale jak sprawić, by polska reprezentacja grała ofensywnie, kombinacyjnie?

Nie da się powiedzieć: pierwsza reprezentacja będzie grała tak a nie inaczej, nie stanie się to na pstryknięcie palcami. W klubie jest o to łatwiej, ale w reprezentacji mamy mniej czasu, więc filozofię gry trzeba budować już u 14- i 15-latków.

Na podstawie belgijskich doświadczeń można sądzić, że aby to zrobić, najważniejsza jest edukacja trenerów pracujących z młodzieżą?

Tak, ale najpierw trzeba ustalić, jak chcemy grać. Z tego wynika, jakiego typu piłkarzy potrzebujemy i jak ich mamy wychować. I dopiero kiedy już wiemy, dokąd chcemy dojść, to wiemy również, jakich przewodników potrzebujemy w tej podróży. Trzeba pamiętać, że dzieci w wieku sześciu–ośmiu lat mają inne potrzeby niż ich starsi o dwa lata koledzy, a jeszcze inne – nastolatkowie. W szkole trenerów stworzyliśmy specjalne licencje, żeby uformować trenerów, potrzebnych do pracy w danych kategoriach wiekowych. Sport profesjonalny to tylko szczyt piramidy, a najważniejsze są jej fundamenty. Zainwestowaliśmy wiele w szkoleniowców pracujących u podstaw.

Jak trzeba pracować z małymi dziećmi?

Dla najmłodszych najlepsze, najbardziej naturalne jest granie 1 na 1, 2 na 2 lub 3 na 3. To jest futbol dla siedmiolatków. Nie można im kazać grać po siedmiu lub jedenastu. Pierwsze mecze rozgrywają dzieci w wieku sześciu lat. Wtedy grają jeden na jednego z bramkarzami. Nazywamy to „dribbling football”. W ten sposób zaczynamy, następnie przechodzimy do gry trzech na trzech i pięciu na pięciu. Złożoność gry rośnie razem z wiekiem dzieci i ich dojrzewaniem. Sześcioletnie dziecko nie chce podawać piłki, pragnie okiwać rywala i strzelić gola. Powiedzieliśmy sobie, że jeśli dzieci mają takie potrzeby, to stworzymy im przestrzeń, w której się tego nauczą. Patrzymy na futbol dziecięcy przez „dorosłe” okulary i z tej perspektywy wydaje nam się, że piłka nożna polega na graniu w 11 osób. Tak się gra w seniorach, ale dla dzieci to nie jest prawdziwy mecz, bo nigdy nie dotkną piłki. Nie chodzi o wygrywanie, ale o rozwijanie indywidualnych umiejętności, trener musi się skupiać na jednostkach, a nie drużynie. Na tym polegała nasza wizja, stworzona 20 lat temu.

Ale trenerzy chcą dzięki wynikom jak najszybciej przebić się do piłki seniorskiej…

I myślą o tym, żeby mieć jak najlepsze rezultaty z dzieciakami i jak najszybciej dostać się do piłki seniorskiej. Ale wynik w piłce młodzieżowej nie jest w ogóle wyznacznikiem klasy trenera. Patrzę na to, jak młodzi ludzie się rozwijają i po tym poznaję dobrego szkoleniowca. To jest kompletnie odwrotny sposób myślenia. Chęć pokazania, jak dobrym jestem trenerem, jest niszcząca dla rozwoju zawodników.

Dlatego ważniejsze są podstawowe kursy niż UEFA Pro?

Kurs UEFA C, gdzie uczą się trenerzy dzieci, jest tak samo ważny jak ten dla trenerskiej elity, która stanowi szczyt piramidy. Tylko że w sporcie profesjonalnym liczy się wynik, a u podstawy – rozwój piłkarzy.

Wciągnęliście do współpracy klubowe akademie?

Zaprosiliśmy wszystkich. Moim zadaniem było opracowanie systemu edukacji trenerów. Wcześniej przez 22 lata uczyłem języków obcych, więc wiedziałem, na czym polega proces nauczania. Muszę się zastanowić, kto mnie słucha? Czego się może nauczyć? Jak mogę mu pomóc? To są pytania, które trzeba wpisać do strategii. Po tym jak Euro 2000 było dla nas katastrofą, pracowaliśmy niemal dwa lata razem z dyrektorami akademii. Nie chcieliśmy wprowadzać niczego na siłę, bo to kluby mają piłkarzy, a nie my. Na początku było sporo wahania, niepewności. Ówczesny dyrektor techniczny Michel Sablon powiedział, że musimy być cierpliwi i poczekać dziesięć lat. Jeśli właściciel klubu jest miliarderem, to może wszystko „rozwiązać” na pstryknięcie palcami. My musimy zbudować kulturę i filozofię futbolową.

Fundamenty tworzą małe kluby. W Polsce trenerzy są tam słabo opłacani...

W Belgii jest tak samo, wszyscy trenerzy na tym poziomie mają też inną pracę. Wielu jest nauczycielami. Na początku przez dwa lata organizowaliśmy w całej Belgii darmowe kursy, żeby jak najwięcej ludzi zarazić ideą. Pokazaliśmy im, jak pracować, daliśmy dyplomy UEFA C i wysłaliśmy do klubów.

Ile teraz kosztuje kurs UEFA C?

Około 300 euro za cały kurs.

To niewiele.

Dostajemy dofinansowanie rządowe. Nie chcemy w federacji zarabiać na szkoleniach, ale ułatwiać dostęp, dlatego robimy kursy w klubach. W Belgii odległości są małe, więc nikt nie ma wymówki.

Trzeba grać jak najwięcej?

Nauczyć się grania w piłkę, można tylko kiedy się to właśnie robi. Oczywiście, ćwiczenia mogą pomóc w nauczeniu techniki, ale potem trzeba wrócić do grania. Powtórzenia, odbijanie piłki, są dobre przy trenowaniu tenisa. W futbolu trzeba się ustawiać względem piłki, kolegów z drużyny, przeciwników. Tej złożoności trzeba się nauczyć w treningu. Każemy grać dwóch na jednego, żeby dziecko samo rozstrzygnęło, czy ma podać, czy okiwać rywala. Kopanie według schematu, np. podanie, wycofanie, strzał sprawdzi się na treningu, ale nie w meczu, gdzie będzie jeszcze obrońca. Trenerzy muszą to zrozumieć i dlatego ich edukacja jest tak ważna. W Belgii mecze dzieci są podzielone na kwarty. Po każdej części jest czas na rozmowę, pytania, odpowiedzi, prowokowanie do myślenia. Pytajcie dzieci, a nie mówcie, co mają robić. Dzieci są znacznie mądrzejsze, niż myślimy. Po każdej kwarcie na boisko muszą wejść wszyscy rezerwowi. Trzeba było to nakazać, bo prośby nie działały. Dzieci trenują po to, by grać, a jeśli siedzą na ławce rezerwowych, to się zniechęcą. Nastolatki nie lubią słuchać, więc trzeba dać im wolność. Docenią to.

Zrezygnowaliście z tabel?

Do wieku 14 lat nie ma tabel z wyjątkiem ligi, w której występują drużyny juniorskie klubów z ekstraklasy. Duże kluby nie chcą zmian, a my nie chcemy niczego wymuszać. Jeśli się zgodzą, zmienimy to. To tylko jedna liga i wolimy ustąpić tutaj, a w pozostałych wprowadzić swoje zasady. Tabela ligowa ma negatywny wpływ na rozwój młodych piłkarzy. Nakłada presję na trenerów i wyzwala emocje w rodzicach. W rozgrywkach starszej młodzieży już są tabele, ale nie ma spadków. Przez pierwszych kilka lat dzieci grają bez presji, dla przyjemności i rozwoju. Dziesięć lat temu musieliśmy to tłumaczyć.

Każdy kraj może pójść waszą drogą?

Tak. Do tego nie trzeba wielkich pieniędzy, tylko odwagi, by zmienić złe nawyki z przeszłości.