W stolicy Francji przez dwa tygodnie główną sportową atrakcją jest tenis, ale w ten jeden wieczór to futbol znajdzie się w centrum uwagi. Tym bardziej że finału najważniejszych europejskich rozgrywek nie było tu od 2006 roku.

Nie byłoby i teraz, gdyby Rosja nie napadła na Ukrainę. Najlepsze drużyny gościć miał Sankt Petersburg, rodzinne miasto Władimira Putina, ale rozpętanie wojny pozbawiło agresora prawa organizacji piłkarskiego święta.

Na zastępczego gospodarza europejska federacja (UEFA) wyznaczyła Paryż, a mecz na Stade de France przykułby jeszcze większą uwagę miejscowych kibiców, gdyby o trofeum walczyli gwiazdorzy Paris-Saint Germain. Ale oni już dawno z Ligą Mistrzów się pożegnali.

Gra o Złotą Piłkę

PSG nie wystarczył błysk chłopaka z przedmieść stolicy – Kyliana Mbappe – bo swój geniusz pokazał urodzony w Lyonie potomek algierskich imigrantów – Karim Benzema. I to on będzie w sobotę przyciągał spojrzenia widzów i ekspertów.

As Realu uwielbia takie wieczory, tylko w fazie pucharowej zdobył dziesięć bramek, wyprzedził w klasyfikacji Roberta Lewandowskiego i nikt już nie odbierze mu tytułu króla strzelców (ma 15 goli).

Wbił hat tricka PSG i Chelsea, trafił w dogrywkach z Chelsea i Manchesterem City. Jest w niesamowitej formie – w ostatnich 16 meczach uzbierał 20 bramek. Rekord Cristiano Ronaldo (17 goli w jednym sezonie LM) może być zagrożony.

– Kiedyś miałem obsesję na punkcie piłki. Chciałem grać bez przerwy. Potem zdałem sobie sprawę, że bycie na boisku to nie wszystko. Ważne jest odpowiednie odżywianie, odpoczynek, sen, praca na siłowni. Rzeczy, do których wcześniej nie przywiązywałem wagi. Teraz bardziej dbam o siebie – przyznaje 34-letni Benzema.

Czy w sobotę kolejny raz tej wiosny skradnie przedstawienie i wyśle ostateczny sygnał, że zasługuje na Złotą Piłkę? A może plany pokrzyżują mu Mohamed Salah i Sadio Mane?

Salah zostaje, Mane wciąż myśli

Liderzy Liverpoolu nie ukrywają, że mają z Realem rachunki do wyrównania. Zwłaszcza Salah, który cztery lata temu w finale rozgrywanym w Kijowie został powalony na ziemię przez Sergio Ramosa, uszkodził bark i już po pół godziny gry ze łzami w oczach musiał zejść z boiska.

– Byłem bardzo przygnębiony. Nigdy nie czułem się tak fatalnie. To był najgorszy moment w mojej karierze – wspomina. I choć rok później Liverpool sięgnął po trofeum, pokonując Tottenham, w sercach Salaha i jego kolegów pozostała zadra. Wszyscy pragną rewanżu. – Chcę zobaczyć, jak Jordan Henderson znów wznosi puchar – mówi Egipcjanin.

Niezależnie od tego, co się wydarzy, najlepszy gracz Premier League zapowiedział, że pozostanie na Anfield przynajmniej do przyszłego sezonu. Mane, któremu umowa kończy się również w czerwcu 2023 roku, z deklaracjami na razie się wstrzymuje. Decyzję ma ogłosić po spotkaniu z Realem.

Już wiadomo, że Liverpool nie zgarnie całej puli, wyścig o mistrzostwo Anglii przegrał z Manchesterem City po pasjonującej walce do ostatnich minut finałowej kolejki. Ale to wciąż może być wspaniały sezon, jeśli do Pucharu Anglii i Pucharu Ligi zawodnicy Juergena Kloppa dołożą najcenniejsze trofeum.

– Pamiętamy, co stało się w 2018 roku, ale nie możemy kierować się zemstą. To tak nie działa – przekonuje Klopp. – Dziś jesteśmy bardziej doświadczeni. Nauczyliśmy się wygrywać finały.

Piłki dla Ukrainy

Żaden zespół nie dorównuje w tym jednak Realowi. W czasach Ligi Mistrzów, czyli od 1992 roku, Królewscy siedmiokrotnie walczyli o trofeum i nie ponieśli porażki. Są też jedyną drużyną, która zdołała obronić tytuł – i to dwukrotnie.

Trzeci z rzędu triumf w Kijowie okazał się jednak także kresem madryckiej dynastii. Wypalenie poczuł trener Zinedine Zidane, nowych wyzwań zdecydował się poszukać Cristiano Ronaldo, a Gareth Bale, który w tamtym finale, wchodząc z ławki, strzelił dwa gole, wykorzystując niedyspozycję bramkarza rywali Lorisa Kariusa, nad futbol zaczął przedkładać grę w golfa i poważnie traktuje przede wszystkim występy w reprezentacji Walii.

Real musiał się wymyślić na nowo, ale nikt nie przypuszczał, że potrwa to tak długo, że w dwóch kolejnych sezonach nie uda się mu wejść nawet do ćwierćfinału. Trzeba było powrotu Carlo Ancelottiego, dojrzałości Benzemy i magicznych podań Luki Modricia, by zespół znów zameldował się w grze o trofeum.

Liverpool dał się kiedyś mocno we znaki Ancelottiemu, wygrywając z jego Milanem – wydawało się – przegrany już finał. W tym roku to jednak Ancelotti z Realem pisze najbardziej zaskakujące scenariusze, jakby chciał pokazać, że jego drużyny też potrafią tworzyć dramaturgię.

– Są zdolni do wszystkiego, pewni siebie, wiedzą, jak zachować się w każdej sytuacji. Ale to my odnieśliśmy komplet zwycięstw w grupie śmierci (Atletico, Porto, Milan – przyp. red.) – przypomina Klopp. Swoim piłkarzom zamierza przekazać, by nie zwlekali ze strzeleniem gola. – W ostatnich dziesięciu minutach Real jest nie do pokonania – twierdzi niemiecki trener.

W Paryżu będą piłki z napisem „pokój” w językach angielskim i ukraińskim. Po finale trafią na aukcje, a dochód z ich licytacji zostanie przeznaczony na wsparcie ukraińskich uchodźców.

Transmisja finału Liverpool – Real w sobotę o 21.00 w TVP 1 i Polsacie Sport Premium 1

Dziesięć ostatnich finałów

2021

Chelsea – Manchester City 1:0

2020

Bayern Monachium – Paris Saint-Germain 1:0

2019

Liverpool – Tottenham 2:0

2018

Real Madryt – Liverpool 3:1

2017

Real Madryt – Juventus Turyn 4:1

2016

Real Madryt – Atletico Madryt 1:1, karne 5-3

2015

Barcelona – Juventus Turyn 3:1

2014

Real Madryt – Atletico Madryt 1:1, dogrywka 4:1

2013

Bayern Monachium – Borussia Dortmund 2:1

2012

Chelsea – Bayern Monachium 1:1, karne 4-3