Są jak dwa żywioły. Klopp nie ustoi spokojnie przy linii bocznej, przez niemal cały mecz krzyczy i gestykuluje. Można powiedzieć, że gra razem z piłkarzami.

Ancelotti rzadko daje się ponieść szaleństwu. Analizuje wszystko na chłodno. Kiedyś, by rozładować stres, palił jak smok, dziś opanować nerwy pomaga mu żucie gumy.

Paradoksalnie takie zachowanie kłóci się z ich pochodzeniem. To przecież w żyłach Ancelottiego płynie gorąca włoska krew, tymczasem to Klopp – jak mawia o sobie, zwykły facet ze Schwarzwaldu – jest wulkanem emocji.

Gdyby zapytać piłkarzy, z jakim trenerem chcieliby pracować, obaj znaleźliby się z pewnością w czołówce zestawienia. Może nawet na samym jego szczycie.

Robert Lewandowski był jednym z tych szczęśliwców, którzy mieli przyjemność współpracować z obydwoma. Poproszony kiedyś o porównanie stwierdził, że Klopp stara się być jak ojciec motywujący, abyś na boisku dawał z siebie wszystko, Ancelotti to bardziej wujek – zawsze otwarty na dialog i chętny do pomocy.

Czytaj więcej

Ligi zagraniczne: Dekada smutku poszła w niepamięć

Pierwszy sprowadził go do Borussii Dortmund, drugiego spotkał już, gdy był gwiazdą Bayernu Monachium, i choć w Bawarii nie był to czas bogaty w trofea – mówiło się nawet o tym, że do zwolnienia Włocha przyczyniło się kilku liderów drużyny – po Ancelottim pozostały Lewandowskiemu dobre wspomnienia.

– Dodał mi pewności siebie. Wie, co jest ważne dla zawodnika i co może zrobić różnicę w jego grze. U Kloppa natomiast nauczyłem się pressingu i przejmowania piłki. To pomagało mi potem dostać się pod bramkę rywala z pełną prędkością – mówił kapitan reprezentacji Polski dziennikowi „El País”.

Koncert rocka

Obydwu piłkarze uwielbiają, bo czują, że przy nich mogą się rozwijać i porozmawiać także o codziennych problemach. Ancelotti w garniturze i pod krawatem wygląda jak starszy dystyngowany pan, choć gdy po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii robił sobie z zawodnikami zdjęcia – w ciemnych okularach i z cygarem w ustach – przypominał raczej ojca włoskiej familii.

Klopp garnitur zakłada tylko od święta. Woli niekrępujący ruchów dres. Może to dlatego wydaje się, że są z różnych pokoleń, choć w metryce dzieli ich tylko osiem lat. Wyznają też zupełnie inne szkoły.

U Kloppa mecz to koncert rockowy. Nawet jedną ze swoich biografii zatytułował „Robimy hałas”. Otoczył się gronem specjalistów, korzysta m.in. z pomocy matematyka, fizyka i astrofizyka.

Ancelotti stawia na „dyskretne przywództwo” (to z kolei tytuł jego książki). Nie żyje piłką 24 godziny na dobę, nie ma obsesji na punkcie taktyki, jak Thomas Tuchel czy Pep Guardiola. Twierdzi, że zarządzania zespołem nie da się sprowadzić do tabelki w Excelu, równie ważne, a może nawet istotniejsze, są relacje międzyludzkie.

– Ci trenerzy zaprowadzili piłkę w inne miejsce. Wnieśli wiele nowych rzeczy: intensywność, pressing, lepszą organizację w defensywie. Ale nie sądzę, bym był ze starej generacji. Myślę, że nadążam za zmianami. Najważniejsi pozostają zawodnicy, każdy trener musi się dostosować do tego, co ma – podkreśla Ancelotti, który w czerwcu będzie obchodził 63. urodziny.

Szczwany lis

Włoch pokazuje, że jego pomysł na futbol może być nie mniej interesujący i skuteczny. W tym sezonie pokonał już i Tuchela, i Guardiolę (w ćwierćfinale i półfinale Ligi Mistrzów). Teraz spotka się z Kloppem, którego ogrywał nawet, kiedy prowadził słabsze Napoli i Everton. – To szczwany lis. Wie, jak przygotować drużynę pod sposób gry przeciwnika – chwali konkurenta Niemiec.

Trenerem Liverpoolu Klopp jest od 2015 r., co ciekawe, szefowie klubu z Anfield brali też pod uwagę zatrudnienie Ancelottiego, ale postawili na Niemca. Raczej nie żałują, bo po 30 latach dał im upragnione mistrzostwo Anglii, wygrał także Ligę Mistrzów (2019).

To będzie jego trzeci finał z Liverpoolem w ciągu pięciu ostatnich sezonów. Wcześniej, w 2013 r., doprowadził tam również Borussię. Gdyby nie został trenerem, takie wieczory jak ten w Paryżu oglądałby jedynie w roli widza. Nigdy nie był wielkim zawodnikiem. Grał głównie w Mainz.

Ancelotti – wręcz przeciwnie. Tworzył wielki Milan przełomu lat 80. i 90., dla niego praca szkoleniowa była przedłużeniem wspaniałej kariery, okraszonej dwoma Pucharami Europy. Jest jednym z niewielu, którym udało się wywalczyć to klubowe trofeum zarówno jako piłkarzowi, jak i trenerowi.

Jako jedyny poprowadził zespoły w pięciu finałach. Trzy z nich wygrał (dwukrotnie z Milanem – 2003 i 2007, raz z Realem – 2014), jeśli wygra też czwarty, stanie się samodzielnym rekordzistą.