Kiedy ostatni raz zasiadali na tronie, premierem Włoch był jeszcze właściciel klubu Silvio Berlusconi, a w Giro d'Italia triumfował zdyskwalifikowany później za doping Hiszpan Alberto Contador.

Potem nadszedł czas mroku, podczas którego wyzwaniem było miejsce na podium i uzyskanie przepustki do Ligi Mistrzów. W pewnym momencie spadli nawet na dziesiątą pozycję w Serie A, a w fazie pucharowej LM nie grali od 2014 r. Dla klubu, który liczbą Pucharów Europy (siedem) ustępuje tylko Realowi, to był policzek.

Nic dziwnego, że po gwarantującym tytuł zwycięstwie nad Sassuolo wybuchło szaleństwo. Na murawę wbiegł tłum kibiców, ktoś zerwał trenerowi medal z szyi.

– Byłbym wdzięczny, gdyby mi go zwrócono, bo to jedyny, jaki zdobyłem – mówi Stefano Pioli.

Dziś triumfuje, ale gdy w 2019 r. przychodził do Mediolanu, nasłuchał się drwin i szyderstw. Nie wierzono, że zespół o wielkich tradycjach zdoła naprawić człowiek, który w roli trenera nie osiągnął żadnego sukcesu. Przecież wcześniej nie wyszło mu w Interze.

Nastroje były minorowe, bo Milan dopiero co został wykluczony z europejskich pucharów za złamanie zasad Finansowego Fair Play.

Kluczem okazała się cierpliwość i konsekwencja. Szefowie Milanu nie ulegli pokusie, by zwolnić Pioliego już latem 2020 r., gdy drużyna zakończyła sezon Serie A na szóstej pozycji, i zatrudnić Ralfa Rangnicka.

Dali mu czas, więc poukładał klocki i poradził sobie z przeciwnościami losu. Tracił gwiazdy (m.in. bramkarza Gianluigiego Donnarummę), a mimo to zbudował ekipę na miarę mistrzostwa.

Trafił z transferami. Francuz Mike Maignan zachował więcej czystych kont (17) niż Donnarumma sezon wcześniej. A jego rodak Olivier Giroud w wieku 35 lat został najlepszym strzelcem Milanu – do spółki z Portugalczykiem Rafaelem Leao, który u Pioliego stał się gwiazdą pierwszego formatu.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Sprowadzony z Chelsea Anglik Fikayo Tomori stworzył z Francuzem Pierre’em Kalulu duet stoperów trudnych do przejścia (Milan bronił najlepiej w lidze). A przed nimi środkiem pola rządził wykupiony z Brescii Sandro Tonali oraz Iworyjczyk Franck Kessie. Ten ostatni szykuje się do odejścia do Barcelony, ale trener ma już pewnie plan, jak go zastąpić.

Pioli świetnie zarządza zasobami ludzkimi. Rozwija młodzież, korzysta z doświadczenia Giroud i potrafi zapanować nad wybujałym ego Zlatana Ibrahimovicia. 40-letni Szwed stał się jego prawą ręką. Dręczony kontuzjami nie grał tyle, ile chciał, ale czuł się ważną postacią, a jego charyzma udzielała się mniej doświadczonym kolegom wpatrzonym w gwiazdora jak w obrazek.

– Kiedy tu wróciłem, obiecałem, że wprowadzę Milan na szczyt. Niektórzy się ze mnie śmiali, a ja dotrzymałem słowa – wspomina Ibrahimović, który jeszcze nie zdecydował, czy będzie w stanie kontynuować karierę.

Sportowo klub wyszedł już na prostą, finansowo też idą lepsze czasy. Bałagan po chińskich właścicielach uporządkowali Amerykanie, a niebawem na San Siro może się pojawić nowy inwestor z Bahrajnu. Spółka Investcorp, która uratowała kiedyś markę Gucci, byłaby gotowa przeznaczyć na klub nawet ponad miliard dolarów.

To kusząca propozycja. Tym bardziej że Milan nie chce być hegemonem tylko na krajowym podwórku. By znów walczyć o trofea w Europie, potrzebuje więcej pieniędzy na wzmocnienia i pensje (w minionym sezonie miał czwarty budżet płacowy w lidze).

Czy będzie kolejnym klubem, który sprzeda duszę za petrodolary – dowiemy się wkrótce. Na razie w Mediolanie nikt nie zawraca sobie tym głowy. Trwa bal.