Maj 2019 roku, mundial do lat 20. organizowany przez Polskę. Nieco ponad pięć tysięcy kibiców, jakie pojawiło się na stadionie w Lublinie, nie spodziewa się, że ma okazję oglądać przyszłą gwiazdę futbolu. Chłopak z Norwegii, któremu wzrostem bliżej do koszykarza, strzela Hondurasowi dziewięć goli.

Norwegia nie wyszła z grupy, ale Erling Haaland tym jednym występem zagwarantował sobie tytuł króla strzelców mistrzostw. Już kilka tygodni później wskoczył do podstawowego składu Red Bull Salzburg, a jesienią zadebiutował w pierwszej reprezentacji i zdobywał bramkę za bramką w Lidze Mistrzów.

Miał wówczas 19 lat. Zawsze robił wszystko wcześniej niż rówieśnicy. Pierwszy mecz z seniorami rozegrał jeszcze przed 16. urodzinami – w Bryne FK.

To 12-tysięczne miasteczko na południowo-zachodnim wybrzeżu Norwegii stało się dla niego drugim domem. Pierwszym było Leeds. Tam się urodził i spędził wczesne dzieciństwo, zanim jego rodzice postanowili wrócić do ojczyzny.

Skakał w dal

Erling zawsze chciał być lepszy niż ojciec. Alf-Inge był obrońcą Nottingham Forest, Leeds United i Manchesteru City, przez prawie dziesięć lat rozegrał blisko 200 meczów w Premier League. Być może zostałby dłużej, gdyby nie kontuzja kolana, której doznał w wyniku brutalnego faulu Roya Keane’a podczas derbów Manchesteru, kilka miesięcy po narodzinach Erlinga.

Irlandczyk urządził sobie polowanie na nogi rywala i nie ukrywał, że to odwet za jego zachowanie sprzed kilku sezonów. W 1997 roku Keane, po starciu z Haalandem, zerwał więzadła. Gdy zwijał się z bólu, Norweg podszedł do niego i zarzucił mu symulowanie. Keane zaplanował zemstę, która zakończyła karierę przeciwnika.

Haaland jeszcze przez dwa lata próbował wrócić na boisko, ale zrozumiał, że jest to pozbawione sensu. Miłość do futbolu zaczął przelewać na syna. Posłał go nawet do tej samej akademii.

Erling grał w piłkę ręczną i golfa, trenował lekkoatletykę. Legenda głosi, że jako pięciolatek pobił nawet rekord świata w swojej kategorii wiekowej, skacząc w dal z miejsca 1,63 m. Ale postanowił kontynuować rodzinne tradycje. Jego mentorem został kolega ojca z kadry, Ole Gunnar Solskjaer. – Miał bardzo duży wpływ na moje życie, wiele mnie nauczył - przyznaje. Pracowali ze sobą w Molde, to Solskjaer wprowadzał go do dorosłego futbolu, a potem chciał ściągnąć do Manchesteru United.

Podziwiał Zlatana

Kiedy Solskjaer świętował swój największy sukces, strzelając zwycięskiego gola w doliczonym czasie finału Ligi Mistrzów z Bayernem, Erlinga nie było jeszcze na świecie. Może dlatego wzoruje się na biegającym wciąż po murawie i przypominającym go warunkami fizycznymi Zlatanie Ibrahimoviciu. – Podziwiałem wielu piłkarzy, ale największym z nich jest Zlatan. Sposób, w jaki gra i doszedł na szczyt… Też jest Skandynawem, więc ktoś musi go zastąpić – mówi Haaland.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Mieli nawet tego samego menedżera. O ich kariery dbał zmarły niedawno Mino Raiola. Do ostatniej chwili. Podobno nie przerywał negocjacji, nawet gdy leżał już w szpitalu. Choć nie zdążył zobaczyć Haalanda w koszulce nowego klubu, można chyba powiedzieć, że ten transfer to jego ostatnie dzieło.

Raiola długo starał się mylić tropy. Opowiadał, że jego klient kocha Hiszpanię i lubi się wygrzewać w tamtejszym słońcu. Ale to nie Barcelona ani Real Madryt, lecz Manchester City okazał się królem polowania.

Ma coś wyjątkowego

Moment ogłoszenia transferu jest nieprzypadkowy. Drużyna Pepa Guardioli dopiero co przegrała z Realem walkę o finał Ligi Mistrzów i niepowodzenie trzeba było sobie jakoś powetować, więc arabscy właściciele otworzyli skarbiec.

Biorąc pod uwagę, że jeszcze rok temu Borussia Dortmund zarzekała się, że nie sprzeda Haalanda za mniej niż 180 mln euro, można uznać, że City kupili go w promocji. Wszystko dzięki aktywowaniu klauzuli odstępnego, która wynosi między 60 a 75 mln euro (wartość rynkową Haalanda portal Transfermarkt szacuje na 150 mln).

To jednak tylko początek kosztów, które w sumie zdaniem „Telegraph” mogą sięgnąć nawet 250 mln. Złoży się na nie m.in. wysoka pensja piłkarza. Podobno Norweg może liczyć na tygodniówkę zbliżoną do tej, jaką pobiera Kevin De Buyne (400 tys. funtów), a może nawet wyższą. Pewne jest, że będzie jednym z najlepiej zarabiających piłkarzy Premier League.

Być może to cena, jaką warto zapłacić, by dogonić marzenie i wygrać wreszcie Ligę Mistrzów. Haalandowi motywacji nie zabraknie, bo Borussia ostatnio nie wyszła nawet z grupy. Nie mógł jej pomóc, bo leczył kontuzję. Sezon wcześniej, gdy był zdrowy, poprowadził ją do ćwierćfinału, a sam został królem strzelców.

Przeszedł do historii, bo żaden inny zawodnik z Dortmundu nie dostąpił nigdy tego zaszczytu. Nawet kiedy w 1997 roku Borussia wywalczyła trofeum. Nikt też nie miał w Champions League takiego wejścia. Rozegrał w niej dopiero 19 meczów, a już zdobył 23 bramki.

Rekordy bił także w Bundeslidze. Został pierwszym piłkarzem, który strzelił 50 goli w ledwie 50 występach. – Ma w sobie coś wyjątkowego – przekonywał ówczesny trener BVB Lucien Favre. A Haaland, jakby na potwierdzenie tych słów, przywitał się z kibicami hat trickiem, wchodząc z ławki rezerwowych i odwracając losy spotkania z Augsburgiem.

Przez dwa i pół roku nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Nie wyszło mu tylko jedno – ani razu nie poznał smaku zwycięstwa nad Bayernem. Choć strzelał bawarskiemu gigantowi gole, to zawsze był w cieniu Roberta Lewandowskiego, nie rozstrzygając wątpliwości kibiców i ekspertów, czy byłby już gotowy zastąpić polskiego asa w Monachium.

Zasypia z piłkami

Ten dylemat pozostanie nierozwiązany. Dziś pytanie brzmi, czy w Anglii, gdzie konkurencja jest o wiele mocniejsza, Haaland będzie równie skuteczny jak w Niemczech.

Wydaje się, że powinien sobie poradzić. Jest dobrze zbudowany, nie boi się starć, potrafi przepchnąć przeciwnika i – jak na swoje warunki – ma nienaganną technikę. Kiedyś jedna z gazet napisała, że jest szybki jak koń i silny jak niedźwiedź. Obrońcy w Premier League mogą mieć z nim spore kłopoty.

Guardiola od dawna szukał klasycznego napastnika, który da drużynie 20–30 bramek w sezonie. Po odejściu Sergio Aguero za strzelanie zabrać się musieli pomocnicy i skrzydłowi: De Bruyne, Riyad Mahrez, Raheem Sterling czy Ilkay Guendogan. Czy Haaland będzie dla City tym, który pozwoli w końcu na triumf w Europie?

– On jest stworzony do gry w Anglii – przekonuje od dawna jego ojciec. Jest też bardzo oddany futbolowi. Stosuje dietę Cristiano Ronaldo, wieczorami nosi specjalne okulary filtrujące szkodliwe niebieskie światło z telefonu i telewizora. Zasypia z piłkami, a od podbijających listy przebojów hitów woli hymn Ligi Mistrzów.

W Dortmundzie pozostało mu już tylko pożegnanie z kibicami. W najbliższą sobotę Borussia podejmie w ostatniej kolejce Bundesligi Herthę Berlin. Będą podziękowania, pamiątkowe upominki i zapewne owacja na stojąco. A potem Haaland spakuje walizki i ruszy na podbój Wysp.