Półfinały to już etap, gdzie drużyny rzadko pozwalają sobie na otwartą ofensywną grę. Wielu boi się odkryć, dominuje futbol wyrachowany i oszczędny. Tym bardziej to, co pokazali w Manchesterze zawodnicy Pepa Guardioli i Carlo Ancelottiego, zasługuje na słowa uznania.

Siedem bramek (dopiero po raz trzeci w historii meczów półfinałowych), szybkie tempo, porywające akcje, a całość zwieńczona pięknym trafieniem Karima Benzemy z rzutu karnego. Francuz znów udowodnił, że graczem jest nietuzinkowym.

Parę dni wcześniej w spotkaniu ligowym z Osasuną Pampeluna zmarnował dwie jedenastki w odstępie kilku minut (od początku roku już w sumie cztery), ale nie zawahał się podejść do piłki i choć kibice próbowali go zdekoncentrować, świecąc w twarz laserami, z zimną krwią strzelił w stylu Panenki.

To był jego 14. gol w tym sezonie, wyprzedził w klasyfikacji Roberta Lewandowskiego, praktycznie zagwarantował sobie tytuł króla strzelców i ustawił na pole position w gronie faworytów do Złotej Piłki „France Football”.

– Tak blisko zdobycia tej nagrody jeszcze nie byłem – przyznał niedawno w rozmowie z ESPN. – Nie ma słów, by opisać, co on wyprawia na boisku – mówi jego partner z ataku Brazylijczyk Vinicius Junior.

Wino Karim

Francuz nigdy wcześniej nie zdobył w Champions League więcej niż siedmiu bramek, a teraz tylko w fazie pucharowej uzbierał już dziewięć i skompletował dwa hat tricki (przeciw Paris Saint-Germain i Chelsea). Jedno trafienie dzieli go od wyrównania rekordu Cristiano Ronaldo (sezon 2016/2017).

Czytaj więcej

Karim Benzema: artysta i wojownik

Trener Ancelotti powtarza, że 34-letni Benzema jest jak wino i z każdym dniem staje się coraz lepszy. Twierdzi też, że Francuz z wiekiem spokorniał i nie musi mieć nad sobą bata, by grać na miarę nieprzeciętnych umiejętności. Sam jest dla siebie najlepszym trenerem.

To Benzemie Real zawdzięcza, że wciąż liczy się w grze o trofeum. Kto wie, czy jego efektowny karny nie okaże się punktem zwrotnym walki o finał.

– Nie poddaliśmy się. Przetrwaliśmy burzę – podsumował mecz w Manchesterze Benzema. Królewscy, choć przegrali 3:4, powinni się cieszyć. Gdyby City byli skuteczniejsi, Real miałby duże kłopoty z powrotem do gry. A tak potrzebuje tylko jednobramkowego zwycięstwa, by doprowadzić do dogrywki.

– Czasem nie dostajesz tego, na co zapracowałeś. Prawdopodobnie potrzebujemy lepszego meczu niż przed tygodniem, by awansować – uważa Guardiola, który rywalizację w Europie musi łączyć z walką o obronę tytułu w Anglii.

Real w weekend świętował odzyskanie mistrzostwa Hiszpanii, ale na finał Champions League czeka już cztery lata. Dla takiego klubu to szmat czasu.

– Zdajemy sobie sprawę, że najważniejsze spotkanie dopiero przed nami. By znaleźć się w finale, musimy wspiąć się na wyżyny umiejętności – przekonuje reżyser gry zespołu Luka Modrić.

Rosja wciąż na marginesie

Dla Benzemy dodatkową motywacją powinien być fakt, że finał (28 maja) odbędzie się w jego ojczyźnie.

Zwycięstwo Realu na podparyskim Stade de France byłoby symboliczną koronacją nowego króla futbolu.

Gospodarzem finału miał być Sankt Petersburg, ale po agresji Rosji na Ukrainę europejska federacja (UEFA) odebrała miastu prawo jego organizacji. W poniedziałek podtrzymała też decyzję o wykluczeniu do odwołania rosyjskich klubów ze wszystkich pucharów. To oznacza, że w przyszłym sezonie Champions League w fazie grupowej bez konieczności gry w eliminacjach wystąpi mistrz Szkocji (prawdopodobnie Celtic).

Mistrz Polski będzie musiał się przebijać od pierwszej rundy kwalifikacji, ale już zdobywca Pucharu Polski lub wicemistrz (jeśli Raków do pucharu dołoży tytuł) grę w eliminacjach Ligi Konferencji zacznie od drugiej rundy.

Męska reprezentacja Rosji nie weźmie udziału w Lidze Narodów, a kobieca w finałach mistrzostw Europy (zastąpi ją Portugalia, pokonana w barażach) oraz kwalifikacjach do mundialu 2023. Nie przyjęto też wniosku Rosjan o organizację Euro 2028 lub 2032.

PÓŁFINAŁ – REWANŻ

Środa

Real Madryt - Manchester City (21.00, TVP 1, Polsat Sport Premium 1)

Pierwszy mecz 3:4

Finał 28 maja w Paryżu