To miał być pokaz bezkompromisowego, ofensywnego futbolu. I był. Nikt, kto przyszedł na stadion Etihad lub przynajmniej usiadł przed telewizorem, nie miał prawa narzekać. Było szybkie tempo, efektowne akcje, były błędy obrońców, sporo bramek i piękny rzut karny.

City już po kilkudziesięciu sekundach wyszli na prowadzenie. Riyad Mahrez dośrodkował w pole karne, a pozostawiony bez opieki Kevin De Bruyne pokonał z bliska strzałem głową Thibauta Courtoisa.

Belgijski bramkarz mógł mieć pretensje do swoich kolegów z obrony, którzy zostawiali rywalom mnóstwo wolnego miejsca. Jeszcze większe, gdy niespełna dziesięć minut później David Alaba dał się ograć Gabrielowi Jesusowi, a Brazylijczyk po podaniu De Bruyne odwrócił się z piłką i trafił na 2:0.

Czytaj więcej

Unai Emery i jego obsesja futbolu. Czy Villarreal dojdzie do finału Ligi Mistrzów?

Defensywa Realu nie radziła sobie z wysokim pressingiem gospodarzy i ich szybkimi atakami. Prawie każde wejście w pole karne wzbudzało alarm. Już po pół godzinie gry City mogli prowadzić nawet czterema golami.

Real znalazł się pod ścianą, ale już w meczach z Paris Saint-Germain i Chelsea udowodnił, że potrafi wyjść nawet z największych tarapatów. Sygnał do ataku dał nie kto inny jak Karim Benzema. Francuz jeszcze przed przerwą zdobył 13. bramkę w tym sezonie i dogonił w klasyfikacji strzelców Roberta Lewandowskiego.

Obie drużyny grały tak, jakby rewanżu miało nie być. I w drugiej połowie, ku zadowoleniu kibiców, nic się nie zmieniło. Fernandinho dośrodkował na głowę Phila Fodena i City znów prowadzili dwoma golami. Tylko przez chwilę, bo w odpowiedzi z akcją przez pół boiska pospieszył Vinicius Junior i ponownie zmniejszył straty.

Czytaj więcej

Ekstraklasa. Wisła Kraków wciąż tonie

Ale gospodarze nie dawali za wygraną. Bernardo Silva przejął piłkę, wbiegł w pole karne i zdecydował się na uderzenie, gdy chyba nikt się tego nie spodziewał. Zaskoczony był Courtois, na zdziwionego wyglądał nawet trener Pep Guardiola.

Ostatnie słowo należało jednak do Realu. Królewscy dostali rzut karny za zagranie ręką Aymerica Laporte, do piłki podszedł Benzema, który w ostatnim meczu ligowym zmarnował dwie jedenastki, i strzelił tak, jakby chciał pokazać, że nie stracił nic z pewności siebie. Jak Panenka. Lekko, technicznie, w sam środek bramki. 14. gol przybliża go do tytułu króla strzelców.

Real przegrał 3:4, ale i tak powinien się cieszyć, bo nadal jest w grze. Rewanż na Santiago Bernabeu zapowiada się pasjonująco.

Liga Mistrzów
Półfinał

Manchester City - Real Madryt 4:3 (K. De Bruyne 2, G. Jesus 11, P. Foden 53, B. Silva 74 - K. Benzema 33 i 82-z karnego, Vinicius Junior 55). Rewanż 4 maja