Siódma minuta to starcie dwóch Szwedów, faul legionisty Mattiasa Johanssona na Jesperze Karlstroemie, a w efekcie rzut wolny zza linii pola karnego. Piłka po strzale Joao Amarala odbiła się od poprzeczki bramki Legii.

95. minuta to duże zamieszanie w polu karnym Legii, strzał Joela, piłka odbija się od ręki obrońcy Lindsaya Rose’a i kiedy lechici spodziewają się, że sędzia odgwiżdże rzut karny, on kończy mecz, nie podchodząc nawet do monitora.

Damian Sylwestrzak ma 29 lat, cieszy się zasłużoną opinią najzdolniejszego sędziego ekstraklasy w kraju. Nie wiem jakie miał argumenty, ale uznał, że nie doszło do naruszenia przepisów.

Ciekawe, że dzień wcześniej, w jeszcze bardziej klarownej sytuacji, również w doliczonym czasie, sędzia nie przyznał jedenastki Pogoni w meczu z Wisłą Płock. Lech i Pogoń walczą o tytuł mistrza, więc takie decyzje sędziów muszą wzbudzać emocje i pytania.

W Poznaniu nie brakowało ich od kilku dni, a 90 minut to tylko kulminacja nastrojów. Dla Lecha i Legii mecze te są najważniejsze w sezonie (na stadion przyszło prawie 40 tysięcy ludzi!), niezależnie od pozycji zajmowanych w tabeli. Jesienią Lech wygrał w Warszawie 1:0, co było o tyle łatwiejsze, że Legię prowadził Czesław Michniewicz.

Aleksandar Vuković przywrócił drużynę do żywych i wiosną spisuje się ona bardzo dobrze. Do gry przystępowała jednak w sytuacji gorszej niż przeciwnik. Lech we wtorek spotkał się w Pucharze Polski z Olimpią Grudziądz i wygrał 3:0. Legia następnego dnia musiała się męczyć ze znacznie trudniejszym rywalem - Rakowem i przegrała. Miała o dzień mniej na regenerację.

Kiedy patrzyło się na obydwie drużyny, widać było, że obydwaj trenerzy: Maciej Skorża i Aleksandar Vuković doskonale wiedzą jak chcą grać, czym dysponuje przeciwnik i co zrobić, aby wytrącić mu atuty z rąk. W dodatku piłkarze zazwyczaj realizowali to, czego trenerzy od nich wymagali.

Między innymi z tego powodu, najwięcej walki mogliśmy oglądać w środku pola, a obydwie bramki padły nie z akcji, a po rzutach wolnych.

Prowadzenie zdobył Lech. W 30. minucie, po faulu Bartosza Slisza poznaniacy mieli rzut wolny niemal spod linii środkowej. Piłkę w polu karnym odbił głową Bartosz Kownacki, a Lubomir Satka skutecznie i szczęśliwie skierował piłkę do bramki. Gdyby Bartosz Salamon nie leczył kontuzji, Satka prawdopodobnie oglądałby mecz z ławki rezerwowych.

Autopromocja
TYLKO U NAS

Ambasador Chin w Polsce Sun Linjiang o nowej ofercie współpracy Pekinu z Warszawą

CZYTAJ

Lech miał przewagę, więcej szans na kolejne bramki, tyle, że przez cały czas bardzo dobrze, pewnie i nie nerwowo grała obrońca Legii. Artur Jędrzejczyk na prawej stronie rozegrał jeden z najlepszych meczów w karierze.

Środkowych napastników - Mikaela Ishaka w Lechu i Rafaela Lopesa w Legii nie było widać, bo zostali odcięci od podań. Radosław Murawski i Karlstroem dobrze wiedzieli, że głównego rozgrywającego Legii - Portugalczyka Josue trzeba nie tylko wyprzedzać, ale też faulować i prowokować, bo on się bardzo szybko denerwuje, dyskutuje z sędziami, przeciwnikami, a przez to traci skuteczność.

Lechitom udawało się to, ale byli bezradni, kiedy Josue wykonywał rzut wolny. W 40. minucie Portugalczyk kopnął piłkę spod linii autowej kilkadziesiąt metrów pod bramkę, prosto na głowę rodaka Rafy Lopesa. Ten strzelił głową raz, a dobrze. Nawet bardzo dobrze, bo piłka odbiła się od poprzeczki i zatrzymała w siatce. To był pierwszy strzał Legii na bramkę, jeden z niewielu i od razu skuteczny.

W dodatku to nie Josue nie wytrzymał, a Ishak, który go sfaulował w niegroźnej sytuacji na środku pola. Żółta kartka dla Szweda eliminuje go z następnego spotkania, z Wisłą Płock.

Druga połowa to już walka na całego, ostra, ale nie brutalna, z jednym wyjątkiem. Po zderzeniu głowami Patryk Sokołowski grał z obandażowaną głową, ale po ponownym zderzeniu, kiedy już krew się lała, musiał opuścić boisko.

Maciej Skorża długo nie przeprowadzał zmian, bo wciąż miał dużą nadzieję na drugą bramkę. Nowi zawodnicy weszli dopiero w ostatnim kwadransie. Był wśród nich Adriel Ba Loua z Wybrzeża Kości Słoniowej, wybitny technik i jeden z najszybszych zawodników w lidze.

Dla Ihora Charatina za szybki. Kiedy Iworyjczyk zbliżał się z piłką do bramki Legii, a Ukrainiec widział, że nie nadąża, musiał go sfaulować. Sędzia najpierw ukarał go żółtą kartką, ale po obejrzeniu sytuacji na ekranie VAR zamienił ją na czerwoną. Z rzutu wolnego po tej sytuacji strzelał Gruzin Nika Kwekweskiri - tuż obok słupka. To działo się już w doliczonym czasie. Potem była wspomniana sytuacja z ręką Lindsaya Rose’a i koniec.

Dla Lecha jeden punkt to strata. Legia, która w tym sezonie walczy już tylko o zachowanie twarzy to też nie jest sukces. Ale przynajmniej otarcie łez. Kiedy patrzy się jak ładnie grają młodzi piłkarze: Jakub Kamiński w Lechu i Maciej Rosołek w Legii to jeszcze można wierzyć, że z polską piłką nie będzie źle.