– Trudno skupić się na piłce, gdy w Ukrainie trwa wojna. Nie wiemy, co czeka nasz klub, ale dopóki mamy wystarczającą liczbę koszulek i zapas paliwa w autokarze, będziemy jeździć na mecze i walczyć – zapowiada trener Thomas Tuchel.

Architekt ostatnich sukcesów Chelsea nie spodziewał się, że kilka miesięcy po wygraniu Ligi Mistrzów i parę tygodni po zdobyciu klubowego mistrzostwa świata – ostatniego brakującego na Stamford Bridge trofeum – będzie musiał się martwić o przyszłość swoją i swoich zawodników.

Abramowicz stał się jednak na Wyspach persona non grata po tym, jak brytyjski rząd udowodnił jego powiązania z Kremlem. Oligarcha wielokrotnie zaprzeczał, że kupił Chelsea na polecenie Władimira Putina, by ocieplać wizerunek Rosji na Zachodzie. Lista zarzutów jest jednak poważna. Firma Evraz, w której miliarder posiadał udziały, zajmowała się produkcją stali do czołgów, które napadły na Ukrainę. Miał się ich pozbyć przed rozpoczęciem wojny. Pierwszy poinformował o tym „Daily Mail”.

Rosyjski oligarcha, od ponad tygodnia szukający chętnych na odkupienie klubu, nie może dokonać żadnej transakcji bez zgody rządu.

Brytyjski rząd zamroził wszystkie aktywa Abramowicza, a władze Premier League pozbawiły go funkcji dyrektora Chelsea. Rosyjski oligarcha, od ponad tygodnia szukający chętnych na odkupienie klubu, nie może dokonać żadnej transakcji bez zgody rządu.

Abramowicz, który przejął Chelsea w 2003 roku za 140 mln funtów i zainwestował w nią 1,5 mld, dostał już kilka ofert, m.in. od biznesmenów z USA, Szwajcarii i Turcji. Oczekiwał 2–3 mld funtów i obiecał, że całą kwotę przeznaczy na rzecz ofiar wojny w Ukrainie. Później, po dziennikarskim śledztwie na Wyspach, okazało się jednak, że pieniądze mogłyby trafić również do rodzin rosyjskich żołnierzy.

Czytaj więcej

Rabin pomógł Abramowiczowi uzyskać obywatelstwo. Ma zakaz opuszczania kraju

Rząd dał Abramowiczowi zielone światło na kontynuowanie negocjacji do końca tygodnia. W jego imieniu prowadzi je amerykański bank Raine Group. Według portalu The Athletic jest jeden warunek – Rosjanin będzie musiał wykazać, że nie odniósł z tej sprzedaży żadnych korzyści. Abramowicz nie raz podkreślał, że kieruje się wyłącznie dobrem klubu. Teraz będzie miał okazję to udowodnić.

Zaciskanie pasa

Chelsea nie zostanie zdyskwalifikowana, może trenować i rozgrywać mecze, ale do końca maja będzie funkcjonować dzięki specjalnej licencji. Co to oznacza w praktyce? Szereg obostrzeń, które mogą doprowadzić klub do ogromnych kłopotów finansowych.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

O ile zakaz transferowy na razie odczuwalny nie będzie, bo jesteśmy w trakcie sezonu, o tyle już brak możliwości sprzedaży biletów, koszulek, pamiątek czy gadżetów uderzy klub mocno po kieszeni. Na trybuny wejdą tylko posiadacze karnetów, a ustalony na 20 tys. funtów limit kosztów na mecze wyjazdowe może być trudny do wypełnienia. Zwłaszcza jeśli chodzi o podróże po Europie.

W ostatnich dniach internet żył tym, jak piłkarze dotrą na zaplanowane na środę rewanżowe spotkanie Ligi Mistrzów z Lille. Na szczęście dla Chelsea formalności dotyczące wyjazdu zostały załatwione jeszcze przed ogłoszeniem sankcji. Problemy mogą zacząć się później.

Utrzymanie klubu pochłania rocznie 500 mln funtów. Tylko na pensje potrzeba miesięcznie 28 mln, a z raportów finansowych wynika, że klub ma rezerwę w wysokości około 17 mln. Piłkarze podobno szykują się na najgorsze, a ich agenci kontaktują się z prawnikami, by poznać podstawy do rozwiązania kontraktu. Jeśli zamrożone zostaną też pieniądze z tytułu praw telewizyjnych i premii za sukcesy, Chelsea znajdzie się w poważnych tarapatach.

Zespół jest jedną nogą w ćwierćfinale Champions League (pierwszy mecz z Lille wygrał 2:0) i wciąż walczy o Puchar Anglii (w sobotę zmierzy się w ćwierćfinale z Middlesbrough na wyjeździe). W Premier League zajmuje trzecie miejsce.

Klopp współczuje

Pierwsze efekty nałożonych sankcji już widać. Współpracę z klubem zawiesiła brytyjska sieć komórkowa Three (rocznie płaciła Chelsea 40 mln funtów). Reklamujący się na koszulkach sponsor nie chce być kojarzony z rosyjskim agresorem i poprosił o usunięcie swojego logotypu ze strojów i stadionu (podczas niedzielnego, wygranego 1:0 meczu z Newcastle był on jeszcze widoczny). Podobną decyzję podjął Hyundai, a następny w kolejce może być Nike, który w 2016 roku podpisał z klubem 15-letnią umowę wartą 900 mln funtów.

– Współczuję piłkarzom i wszystkim pracownikom Chelsea. Nie są odpowiedzialni za to, co się wokół nich dzieje. Jedynym winnym jest Putin. Ale uważam, że rząd podjął słuszną decyzję – mówi Juergen Klopp, trener Liverpoolu. – Nie wiem nic o roli Abramowicza, ale można było się domyślić, że jest całkiem blisko tego wszystkiego. Sądzę, że powinniśmy zacząć rozmawiać o tym, skąd pochodzą pieniądze w klubach – dodaje Klopp.

Zwraca też uwagę, że kibicom Newcastle nie przeszkadzało, gdy jesienią ubiegłego roku ich klub był przejmowany za 300 mln funtów przez arabski fundusz. Wizja, że drużyna może w przyszłości osiągać sukcesy na miarę Manchesteru City, zarządzanego przez rodzinę królewską Zjednoczonych Emiratów Arabskich, okazała się silniejsza niż względy moralne. Niektórych kibiców ta perspektywa uwiodła tak bardzo, że na pierwszy mecz po zmianie właściciela przyszli w samodzielnie zrobionych arabskich szatach i nakryciach głowy.

Daleko do cywilizacji

Formalnie właścicielem Newcastle został Saudyjski Fundusz Inwestycyjny (PIF), ale faktycznym kupcem był następca tronu Mohammad bin Salman, podobno jak Abramowicz przyjaźniący się z Putinem. Nie udało mu się przejąć Manchesteru United, więc sięgnął po klub z niższej półki.

Arabia Saudyjska chce, byśmy uwierzyli, że dołącza do cywilizowanego świata. Ale wpuszczanie kobiet na stadiony i za kierownice samochodów nie powinno sprawić, byśmy zapomnieli o łamaniu praw człowieka, torturowaniu więźniów politycznych, zabójstwie dziennikarza „Washington Post” w konsulacie w Stambule czy prowadzonej wciąż wojnie w Jemenie. Tam też, jak w Ukrainie, giną ludzie, ale szef Światowej Federacji Piłkarskiej (FIFA) Gianni Infantino nie widział nic niestosownego w tym, by kilka dni temu odwiedzić księcia bin Salmana.

Niedzielny mecz Chelsea z Newcastle miał symboliczny wymiar. To mógłby być dobry moment na rozpoczęcie dyskusji, w czyich rękach są nie tylko angielskie kluby, ale niech nikt nie łudzi się, że z futbolu znikną oligarchowie, arabscy szejkowie, różnego rodzaju fundusze i tajemniczy inwestorzy. Piłka to zbyt duży biznes, w ich miejsce przyjdą inni, wcale nie lepsi.