Pewnie mało kto się spodziewał, że to Portugalczycy będą naszym kolejnym rywalem. W najłatwiejszej grupie zremisowali wszystkie trzy mecze (z Islandią, Austrią i Węgrami), a Chorwacja kilka dni temu pokonała Hiszpanię i zaczęła być wymieniana w gronie kandydatów do medalu.

W sobotę oglądaliśmy klasyczną partię szachów. Przez 90 minut żadna z drużyn nie oddała ani jednego celnego strzału. Kiedy wszyscy czekali na rzuty karne, awans Portugalii dał gol Ricardo Quaresmy, poprzedzony szybkim kontratakiem Renato Sanchesa.

Niespełna 19-letni pomocnik, porównywany do Clarence'a Seedorfa i Edgara Davidsa, został wybrany przez UEFA na najlepszego zawodnika meczu. Turniej we Francji zaczął na ławce, w sobotę wszedł na boisko po przerwie. Portal goal.com napisał, że w niczym nie ustępował gwieździe rywali Luce Modriciowi. Kto wie, czy z Polską nie wyjdzie już w podstawowym składzie.

Piękno nie popłaca

Rok temu występował jeszcze w rezerwach Benfiki, ale wystarczył jeden sezon w pierwszej drużynie, by ustawiła się po niego kolejka chętnych. Wyścig wygrał Bayern, oferując 35 mln euro, klub z Monachium zgodził się też dopłacić 45 mln w przypadku spełnienia kilku warunków.

Sanches uznawany jest za największy talent portugalskiego futbolu od czasów Cristiano Ronaldo, nawet agenta mają tego samego – wszechwładnego Jorge Mendesa. Pod jednym względem starszego kolegę już przebił: wcześniej zadebiutował w wielkim turnieju.

Ronaldo w 2004 roku od razu został wicemistrzem Europy, potem był półfinał mundialu w Niemczech i ćwierćfinał Euro 2008, po którym za pracę podziękowano Luizowi Felipe Scolariemu. W roli selekcjonera nie sprawdził się Carlos Queiroz (1/8 finału mistrzostw świata w RPA), przez cztery lata zespół prowadził Paulo Bento, a jego kadencja miała smak słodko-gorzki.

Po półfinale polsko-ukraińskiego Euro przyszło rozczarowanie na mundialu w Brazylii. Portugalia nie wyszła z grupy, ale czarę goryczy przelał początek eliminacji do turnieju we Francji. Domowa porażka z Albanią zmusiła federację do poszukiwań nowego trenera. Wybór padł na 60-letniego wówczas Fernando Santosa. Portugalczycy wygrali pozostałe spotkania, ale przypominali w nich bardziej trenowaną wcześniej przez Santosa reprezentację Grecji niż drużynę uważaną za Brazylijczyków Europy. Poza Ronaldo (pięć goli) do bramki trafiali tylko Joao Moutinho (dwukrotnie) oraz Nani, Miguel Veloso, Fabio Coentrao i Ricardo Carvalho.

– Chcielibyśmy grać pięknie, ale ta droga nie zawsze prowadzi do zwycięstwa. Czasem trzeba być pragmatycznym – tłumaczył po meczu z Chorwacją Santos, z wykształcenia inżynier telekomunikacji. Do Grecji wyjechał już w 2001 roku. Prowadził – z przerwami na pracę w ojczyźnie – AEK Ateny, Panathinaikos i PAOK Saloniki. Kadrę Grecji przejął w 2010 roku. Zadanie nie było łatwe. Zastępował Niemca Otto Rehhagela, człowieka, który pod Akropol przybył na emeryturę, a zdobył mistrzostwo Europy (2004). Santos tak wiele nie osiągnął, ale pierwszy raz wprowadził Greków do fazy pucharowej mundialu (2014), a wcześniej zepsuł święto Polakom, kiedy jego piłkarze podczas Euro 2012 naszym kosztem wyszli z grupy.

Robert kontra Pepe

Santos przywiązuje dużą wagę do obrony, nic dziwnego, że po meczu z Węgrami, w którym Portugalia straciła trzy bramki, wymienił prawie całą defensywę. Na ławce posadził 38-letniego Ricardo Carvalho oraz Eliseu i Vieirinhę, miejsce zachował tylko stoper Pepe. Jego partnerem w spotkaniu z Chorwacją został Jose Fonte, a na bokach zagrali Cedric i nowy kolega Łukasza Piszczka z Borussii Dortmund Raphael Guerreiro. Być może ta sama czwórka wyjdzie w czwartek na boisko w Marsylii.

Ciężkie życie czeka znów Roberta Lewandowskiego. Pepe to lider obrony, ale przede wszystkim mistrz prowokacji, w walce o piłkę nieprzebierający w środkach. Trener Islandczyków Lars Lagerbaeck twierdzi, że z takimi umiejętnościami aktorskimi z powodzeniem znalazłby pracę w Hollywood, a sędzia Mark Clattenburg – ten sam, który prowadził mecz Polski ze Szwajcarią – każdą próbę wymuszenia przez Pepe faulu w finale Ligi Mistrzów kwitował z niedowierzaniem, kiwając głową.

– Znam dobrze reprezentację Polski. Prawie wszyscy jej zawodnicy grają w Niemczech – mówi Santos. Widać, że musi uzupełnić spore braki w wiedzy. Z Bundesligi na Euro przyjechali tylko Lewandowski i Piszczek.

Piszczek to jeden z sześciu naszych piłkarzy – obok Wojciecha Szczęsnego, Jakuba Wawrzyniaka, Jakuba Błaszczykowskiego, Kamila Grosickiego i Sławomira Peszki, którzy wystąpili w poprzednim meczu z Portugalczykami. Było to w lutym 2012 roku, na otwarcie Stadionu Narodowego. Lewandowski leczył wtedy kontuzję, kibice bramek się nie doczekali.

Z dziesięciu spotkań z Portugalią wygraliśmy trzy (cztery zwycięstwa rywali). Historia najnowsza jest budująca. W październiku 2006 roku, za Leo Beenhakkera, Polska rozegrała jeden z najlepszych meczów w XXI wieku. Dwa gole w Chorzowie strzelił Ebi Smolarek, na wyżyny wzniósł się Grzegorz Bronowicki, skutecznie pilnujący Ronaldo. Rewanż w Lizbonie, zakończony wynikiem 2:2 po bramce Jacka Krzynówka w samej końcówce, zapewnił nam pierwsze miejsce w grupie i awans do Euro 2008.