Mundial to soczewka, przez którą oglądamy, jak Katarczycy budują dobrobyt rękami imigrantów. Przyjęli ich już ponad 2 miliony.

Kraj znad Zatoki Perskiej, nieskażony tradycją piłkarską, prawa do organizacji mistrzostw świata dostał w 2020 roku. Katarczyków jest tylko 300 tys., więc potrzebowali taniej siły roboczej, bo mundial to nie tylko siedem nowych stadionów, ale także drogi, hotele, lotnisko i wznoszone od zera miasto Lusail.

Raport przygotowany przez „Guardiana" i Humanity United pokazuje, że podczas 10-letnich przygotowań zginęło 6,5 tys. pracowników z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Sri Lanki.

Oficjalnie tylko 37 zgonów było związanych z budową stadionów. – Dane nie są podzielone według miejsc pracy, ale wielu, którzy w tym czasie zmarli, trafiło do Kataru dlatego, że kraj dostał prawo organizacji mistrzostw – wyjaśnia Nick McGeehan z FairSquare Projects.

Przyczyny zgonów katarskie władze często klasyfikowały jako „naturalne", co w praktyce oznaczało zazwyczaj niewydolność oddechową lub zawał. Wiele z nich mógł spowodować upał – nawet 45 stopni przy olbrzymiej wilgotności powietrza – w jakim pracują imigranci.

Władze Kataru obiecują wszystkim dostęp do opieki medycznej, a Światowa Federacja Piłkarska (FIFA) przekonuje, że liczba śmiertelnych wypadków przy wznoszeniu stadionów jest niska w porównaniu z innymi projektami budowlanymi na świecie. Tych słów federacja nie poparła żadnymi danymi.

Presja opinii publicznej sprawiła, że dziś nie ma już systemu „kafala" (przerzucał opiekę nad pracownikiem z państwa na „sponsora"), a warunki pracy są regularnie audytowane. Ale nie brakuje głosów, że kontrolerzy oglądają często potiomkinowskie wioski.