Okładka wtorkowego „L'Equipe" nie pozostawia wątpliwości, czym w ostatnich dniach żyje Francja.

„Dżentelmeni włamywacze" – bije po oczach tytuł z pierwszej strony największego sportowego dziennika w Europie. Ilustrację rabusiów wspinających się po rynnie w stronę uchylonego okna uzupełniają zdjęcia Argentyńczyka Angela Di Marii i Brazylijczyka Marquinhosa, ofiar niedzielnych napadów.

Zdarzeniu, do którego doszło w trakcie przegranego przez Paris Saint-Germain spotkania z Nantes, „L'Equipe" poświęca pięć stron. I choć okładka nie wszystkim przypadła do gustu, a dziennikarzom dostało się za nawiązania do Arsene'a Lupina, bohatera powieści kryminalnej zekranizowanej ostatnio przez Netflixa, trudno zarzucić gazecie, że nie podeszła do tematu z należytą powagą.

Piłkarze, zwłaszcza tak bogatego klubu jak sponsorowane przez katarskich szejków PSG, chwalący się często swoim wystawnym życiem w mediach społecznościowych, są dla złodziei wdzięcznym łupem. Zarabiają krocie, wiadomo, kiedy grają mecz i jak długo nie będzie ich w domu. Ich majątki rozpalają wyobraźnię i budzą zazdrość, szczególnie w krajach takich jak Francja: pełnych społecznych nierówności i nieradzących sobie z kryzysem imigracyjnym.

W przypadku Di Marii i Marquinhosa włamywaczom nie przeszkadzał nawet fakt, że w domach pozostali bliscy zawodników. „L'Equipe" pisała początkowo, że rodziny piłkarzy porwano lub wzięto za zakładników. Na szczęście ani żonie i córkom Di Marii, ani rodzicom Marquinhosa nic się nie stało. Strach i trauma jednak pozostały.

Argentyńczyk o tym, że coś złego dzieje się w jego posiadłości, dowiedział się jeszcze w trakcie meczu z Nantes. Kamery uchwyciły, jak dyrektor klubu Leonardo podchodzi do trenera Mauricio Pochettino, by przekazać mu złą wiadomość i poprosić o zmianę gwiazdora. Chwilę później, w 62. minucie, Pochettino zdjął Di Marię z boiska i w drodze do szatni polecił, by od razu pojechał do rodziny.

W jego domu obrabowano sejf, w którym znajdowały się zegarki i biżuteria o wartości pół miliona euro. Ofiarą napadu padł nie pierwszy raz. Gdy w 2015 roku został okradziony w Anglii, poprosił władze Manchesteru United o transfer.

Wpadł z deszczu pod rynnę, bo do włamań w rezydencjach piłkarzy PSG (m.in. Mauro Icardiego, Thiago Silvy, Daniego Alvesa, złodzieje odwiedzili także trenera Unaia Emery'ego) dochodziło już wcześniej. Zawsze podczas meczów, jednak dotąd nigdy w obecności innych domowników.

Niektóre gwiazdy, jak Neymar i Kylian Mbappe, same zatrudniają ochroniarzy, ale po niedzielnych wydarzeniach PSG podjęło decyzję o opłaceniu całodobowej ochrony każdemu zawodnikowi.