Trzy mecze w ciągu tygodnia. Czy powinniśmy się bać?

A czego?

Niewiele wiemy o drużynie i trenerze...

Ja tak nie uważam. Reprezentacja się nie zmieniła. Są w niej ci sami zawodnicy, którzy grali dotychczas, oraz kilku nowych, na których trener zwrócił uwagę.

Lub jemu zwrócono, bo on sam chyba jeszcze dużo nie widział.

Paulo Sousa pracuje w zespole, dokonuje wyborów, jego zdaniem optymalnych. Nie mam wątpliwości, że reprezentacja znalazła się we właściwych rękach. Nim podjąłem decyzję o zatrudnieniu Sousy, dobrze mu się przyjrzałem, przeanalizowałem jego filozofię i sposób pracy. Jestem spokojny, że podoła zadaniu.

I nic pana przed rozpoczęciem eliminacji nie niepokoi?

Jedynie to, na co nie mam wpływu. To, co można było zrobić, już zrobiliśmy. Teraz trzeba tylko dobrze zagrać.

Trener pierwszy raz zobaczył wszystkich w poniedziałek, a na czwartek musi mieć gotową jedenastkę. To nie jest łatwe.

Niech pan spojrzy na kadrę. To zawodnicy w różnym wieku, bardziej lub mniej doświadczeni, ale to zawodowcy. Grają po całej Europie, z niejednego pieca chleb jedli. W większości wiedzą co to są eliminacje, znają ich presję, mają świadomość swoich wartości i braków. Jedni grają w klubach regularnie, inni rzadziej, a Kamil Grosicki wcale. Przyjechał więc wcześniej do Polski, żeby trenować indywidualnie. A pamięta pan, żeby Grosicki kiedyś zawiódł?

Zdarzało mu się, kiedy nie grywał regularnie w klubie. Ale jesienią nawet Robert Lewandowski zawodził.

Lewandowski jest liderem, autorytetem, punktem odniesienia, ale ma prawo do słabszego dnia, bo nie jest maszyną. Pan lubi historię więc proszę sobie przypomnieć, że Polska odnosiła sukcesy zawsze wtedy, gdy miała lidera.

Lubańskiego, Deynę, Bońka, Latę...

Brawo. Robert osiągnął już bardzo wiele, czasami więcej niż niejeden z nas, jednak jako zawodnik ambitny chciałby mieć też jakieś medale za sukcesy reprezentacji. My je mamy, a on jeszcze nie. Ale żadnego z nas prezydent nie przyjmował indywidualnie w pałacu, żeby wręczyć odznaczenie państwowe. Dostawaliśmy je po turniejach, kiedy na spotkania przychodziła cała kadra. Kiedy ktoś nas docenia w taki sposób jak prezydent Roberta, to dodatkowo mobilizuje i uświadamia odpowiedzialność.

Lewandowski nie strzelił jeszcze bramki w Budapeszcie i na Wembley i na pewno będzie się bardzo starał. Ale czy on i jego koledzy polecą na te mecze bez żadnych obaw?

Sportowych mieć nie powinni. Natomiast w związku z sytuacją jest dużo znaków zapytania. Proszę zwrócić uwagę, że dokładnie rok temu zawiesiliśmy rozgrywki ligowe, a teraz rozpoczynamy eliminacje do mundialu. Zrobiliśmy wszystko, żeby wyeliminować zagrożenia związane z pandemią i przypadki, jesteśmy czujni.

Co oznacza zwrot „jesteśmy czujni"?

To system bezpieczeństwa wprowadzony przez FIFA, UEFA i związki krajowe. Każdy zawodnik nim spotka się z kolegami, zostaje poddany testom. Na dwa dni przed meczem przeprowadzany jest test wymazowy, na podstawie którego kwalifikuje się zawodnika do tzw. grupy A. Są w niej wyłącznie zawodnicy, trenerzy, lekarze i masażyści.

Zdarzyło się, że ktoś po pierwszym teście został odizolowany?

Jesienią Maciej Rybus miał wynik pozytywny i musiał przejść kwarantannę. Jak jest teraz, jeszcze nie wiem. Badania były przewidziane na poniedziałek. Jeśli czegoś się boję, to tylko takich zagrożeń.

Czy piłkarze zostali już zaszczepieni?

Nie ma takiej podstawy. Sportowcy nie są grupą uprzywilejowaną jak pracownicy służby zdrowia czy oświaty. Wszyscy powinniśmy jak najszybciej się zaszczepić, to oczywiste. Ale to nie PZPN o tym decyduje. Jak można to zrobić, żeby zmniejszyć zagrożenie, pokazuje przykład Wielkiej Brytanii.

Jak będzie wyglądała podróż do Budapesztu i Londynu?

Jak zwykle. Czarterujemy samolot LOT, co każdorazowo kosztuje związek kilkadziesiąt tysięcy euro. A PZPN na pandemii też traci, choćby w wyniku nieobecności kibiców na trybunach. Różnica w podróży polega na tym, że w samolocie znajdą się jedynie ci, którzy muszą tam być. Nie zabieramy, jak to było w zwyczaju, przedstawicieli sponsorów czy dziennikarzy.

Ma pan stres?

Proszę pana, stres to ja mam od 45 lat, od kiedy zacząłem zawodowo grać w piłkę. Tylko że na boisku to ja decydowałem. A jako prezes związku odpowiadam za wszystko, nie mając na wszystko wpływu.