To powołanie nastolatka ze Szczecina wzbudziło największe emocje. Pomocnik Pogoni w Ekstraklasie zadebiutował jeszcze przed 16. urodzinami, a teraz może zostać drugim najmłodszym reprezentantem Polski po Włodzimierzu Lubańskim. W październiku skończył 17 lat.

Kacper Kozłowski

Wychowanek Bałtyku Koszalin uważany jest za największy talent polskiego futbolu. Dynamiczny, przebojowy, nie obawiający się dryblingów i rywalizacji ze starszymi. Cichy i skromny poza boiskiem, po wejściu na murawę zmienia się w dojrzałego mężczyznę. Patrząc na jego grę, można zapomnieć, że to wciąż piłkarz niepełnoletni. 

Choć nie rozegrał nawet jednego spotkania w młodzieżówce, zdaniem Paulo Sousy nie ma powodu zwlekać z wprowadzaniem go do seniorskiej kadry. Wręcz przeciwnie - powinien zdobywać doświadczenie. Nowy selekcjoner twierdzi, że w jego drużynie może odegrać ważną rolę. Pod warunkiem, że wzmocni się mentalnie, bo w lidze zdarzają mu się nerwowe mecze. 

Rozegrał ich dotąd 17. Miałby pewnie więcej, gdyby nie ubiegłoroczny wypadek. Auto, którym jechał na trening wraz z kolegami z zespołu, zderzyło się z innym samochodem. Kozłowski, który siedział obok kierowcy, ucierpiał najbardziej. Uszkodził kręgosłup i stracił całą rundę wiosenną poprzedniego sezonu. 

Od dawna znajduje się w notesach skautów z Europy. Coraz śmielej mówi się o tym, że w niedługim czasie pobije transferowy rekord Ekstraklasy, ustanowiony niedawno przez Jakuba Modera sprzedanego przez Lecha Poznań do Brighton za 11 mln euro. A jeszcze w styczniu 2020 roku branżowy portal Transfermarkt wyceniał wartość Kozłowskiego na 50 tys.

Sebastian Kowalczyk

Drugi z zawodników Pogoni, dla których Ekstraklasa może się okazać wkrótce za ciasna. Nie tak młody (22 lata) jak Kozłowski, ale o równie nieprzeciętnej technice, o czym można było się przekonać, oglądając jeden z programów ligowych w telewizji Canal+.

- Z mojego punktu widzenia to jedyny z powołanych piłkarzy, który w krótkim czasie i na małej przestrzeni może odmienić grę. W trakcie meczów będą momenty, w których jego umiejętności się przydadzą. Zwłaszcza przeciw Andorze - tłumaczył w rozmowie z TVP Sport Paulo Sousa.

Warto go sprawdzić, bo skrzydła, które zawsze były mocną stroną reprezentacji, ostatnio zostały podcięte. Kamil Grosicki nie gra w West Bromwich, Przemysław Płacheta stracił miejsce w składzie Norwich, a Damian Kądzior i Przemysław Frankowski w ogóle nie otrzymali zaproszeń od selekcjonera.

Kowalczykowi doświadczenia nie brakuje, w Ekstraklasie rozegrał już prawie 100 spotkań. Słabe warunki fizyczne (169 cm wzrostu) nadrabia charakterem i walecznością.

Od początku kariery związany jest ze Szczecinem, ale jak tak dalej pójdzie, wkrótce wyfrunie z rodzinnego gniazda, a Pogoń zarobi na nim duże pieniądze. Może nawet większe niż za Adama Buksę, który przed rokiem pobił klubowy rekord, przechodząc do amerykańskiej MLS (New England Revolution) za 4,2 mln euro.

Bartosz Slisz

Jedyny piłkarz Legii powołany przez Paulo Sousę. Wydawało się, że bliżej kadry jest jego starszy kolega z drużyny Bartosz Kapustka. Ale wyczekiwanego powrotu do reprezentacji na razie nie będzie.

Slisz to człowiek od czarnej roboty. Przechwytów, odbiorów, przerywania akcji. Ale nie ogranicza się tylko do destrukcji. Gdy wymaga tego sytuacja, pomaga w ofensywie.

- Lubię czasami wykonywać tę czarną robotę i nie przeszkadza mi występowanie na boisku właśnie w takiej roli. Mam jednak więcej do zaoferowania, jestem zawodnikiem defensywnym, ale chętnie i biorę udział w akcjach pod bramką naszych rywali - zaznacza w rozmowie z portalem legia.com.

Przed rokiem Legia zapłaciła za niego Zagłębiu Lubin 1,85 mln euro. To największy transfer wewnątrz Ekstraklasy. W Warszawie nikt nie ma wątpliwości, że ta inwestycja szybko się zwróci.

Dzień po meczu z Andorą Slisz będzie obchodził 22. urodziny.

Kamil Piątkowski

Jeśli Red Bull Salzburg płaci za kogoś 5 mln euro, to nie może być przypadek. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu 20-letni obrońca występował w trzecioligowych rezerwach Zagłębia Lubin, a w lipcu trafi do klubu słynącego z doskonałej pracy z młodzieżą, który wypuścił w świat gwiazdę Borussii Dortmund Erlinga Haalanda, a ostatnio Dominika Szoboszlaia, kontuzjowanego lidera reprezentacji Węgier.

Zanim jednak Piątkowski przeprowadzi się do Austrii, może osiągnąć historyczny sukces z Rakowem Częstochowa, awansując z obchodzącym setną rocznicę powstania klubem do europejskich pucharów. Już jako reprezentant Polski.
System gry z trzema obrońcami w linii, testowany w kadrze przez Paulo Sousę, nie jest mu obcy. Takie ustawienie w Rakowie preferuje Marek Papszun. Piątkowski pełni w nim rolę półprawego stopera, ale może też grać jako prawy wahadłowy. W młodzieżówce u Czesława Michniewicza radził sobie również w systemie z czterema obrońcami. Ta elastyczność to jego duży atut.

Michał Helik

Pierwsze powołanie do reprezentacji i od razu wyjściowa jedenastka. 25-letni obrońca Barnsley zastąpił doświadczonego Kamila Glika, ale debiutu z Węgrami nie może zaliczyć do udanych.

Wyglądał na zagubionego, popełniał błędy, dostał żółtą kartkę, widać było brak zrozumienia z Janem Bednarkiem i w drugiej połowie ustąpił miejsca Glikowi.

Początki bywają trudne. Helik przekonał się już o tym, stawiając pierwsze kroki w Championship (zaplecze Premier League). Tam na starcie ukarano go czerwoną kartką, ale to nie przeszkodziło mu stać się jednym z filarów drużyny. Rozegrał dotąd 35 meczów, strzelił pięć goli, zbierał nagrody dla piłkarza miesiąca. To także dzięki niemu Barnsley zajmuje w tabeli piątą pozycję i włączyło się do walki o awans do elity.

Helik regularnie wychodzi na boisko w podstawowym składzie i przez ostatni rok zrobił ogromny postęp. Równie szybko rośnie jego wartość rynkowa. Cracovia dostała za niego 800 tys. euro, portal Transfermarkt wycenia go dziś na 2,5 mln. Warto mu się dalej przyglądać i nie skreślać po jednym słabszym występie.

Rafał Augustyniak

Dowód na to, że z dalekiego Uralu też można trafić do reprezentacji. Pomijany przez Jerzego Brzęczka 27-letni pomocnik nie ukrywał, że powołanie od Paulo Sousy przyjął ze sporym zaskoczeniem.

Do klubu z Jekaterynburga przeniósł się w 2019 roku, za pół miliona euro. Zrobił skok na głęboką wodę. Odchodził ze spadkowicza Ekstraklasy (Miedź Legnica) do silnej ligi rosyjskiej i nie utonął. Wręcz przeciwnie - jest wyróżniającą postacią zespołu.

Poważne kontuzje Jacka Góralskiego i Krystiana Bielika (obaj zerwali więzadła w kolanie i czeka ich długa przerwa) spowodowały w reprezentacji lukę na pozycji defensywnego pomocnika i otworzyły przed nim szansę. Jeśli ją wykorzysta, może znaleźć się nawet w kadrze na Euro.

Dodatkowym atutem jest jego uniwersalność - w klubie zdarza mu się grać także na środku obrony.

Karol Świderski

Jeszcze niedawno mógł marzyć o występie na Wembley. Ze względu na restrykcyjne przepisy w podróżowaniu wyjazd Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka i Arkadiusza Milika do Anglii stanął pod znakiem zapytania.

Cała trójka ostatecznie poleci na Wyspy bez konieczności przechodzenia kwarantanny po powrocie, co oznacza, że Świderskiemu przypadnie rola widza. Może zostanie sprawdzony w meczu z Andorą?

24-letni napastnik od 2019 roku gra w PAOK Saloniki, przeszedł tam za 2 mln euro z Jagiellonii Białystok, dziś wyceniany jest dwa razy wyżej, a kilka klubów z mocniejszych lig (niemiecka, włoska) oferowało za niego zimą jeszcze większe pieniądze. Został jednak w Grecji.

Na jego korzyść przemawiają liczby. W tym sezonie Świderski jest drugim najskuteczniejszym napastnikiem z Polski na europejskich boiskach. Jego dorobek to dziewięć bramek i siedem asyst. Lepszy jest tylko Lewandowski.