10 stycznia obchodzi pan 50. urodziny. Czy prezes PZPN Cezary Kulesza dzwonił z życzeniami i zapowiedział prezent?

Nie, z jakiej racji? Znam się z prezesem, ale nie ma powodu, żeby pamiętał o moich urodzinach. A tym bardziej dawał mi prezent.

Czytaj więcej

PZPN szuka selekcjonera. Musimy pomóc sobie sami

Sądziłem, że może mógłby zaprosić pana na rozmowę, żeby dowiedzieć się, co ma pan do powiedzenia w sprawie selekcjonera reprezentacji...

Jestem teraz pochłonięty pracą w Lechu i chcę dokończyć ten projekt. To miłe, że moje nazwisko pojawia się w kontekście wyboru selekcjonera...

... To nic dziwnego. 50 lat to dla trenera kwiat wieku. Jakie cechy powinien mieć selekcjoner?

Przede wszystkim powinien dobrze wpisywać się w oczekiwania prezesa związku. Szybko dotrzeć do zawodników i przekonać ich do swoich koncepcji. Nieodzowna będzie też umiejętność pracy pod presją. Osobnym rozdziałem jest współpraca z mediami, a to – szczególnie w naszych realiach – jest coraz większym wyzwaniem. Pewien menedżer powiedział mi: Takie czasy. Albo się przystosujesz, albo zginiesz.

Jerzy Brzęczek zginął. Ale pan nie, choć nie zrezygnował pan ze swoich zasad.

Mam szczęście do ludzi. Na ogół spotykałem na swojej drodze życzliwych i bezinteresownych. Częściej mi pomagali, niż rzucali kłody pod nogi. Swoją przygodę z piłką zakończyłem na poziomie dzisiejszej drugiej ligi, ale jeszcze jako junior Radomiaka wiedziałem, że chcę być trenerem. Zdarzało mi się przyjeżdżać do Warszawy, żeby przez płot przy boisku treningowym na Łazienkowskiej oglądać Kazimierskiego w bramce, Kubickiego i Wdowczyka w obronie, Buncola i Karasia w pomocy, Darka Dziekanowskiego w ataku. Nawet zapisywałem sobie ich zagrania. Opowiadałem o tym trenerowi, który potraktował czternastoletniego chłopaka bardzo serio i pozwalał mi nawet przeprowadzać rozgrzewki z kolegami przed właściwym treningiem. Bardzo mnie wspierał. Tym trenerem był Robert Śledź. Jego brat Marek pracował przez lata w ursynowskim Stowarzyszeniu Edukacji Młodych Piłkarzy, w skrócie SEMP, w szkółce Lecha we Wronkach, a dziś jest w Rakowie.

SEMP wymyślił Rudolf Kapera, a on był pańskim wykładowcą na AWF.

Jednym z kilku, których zapamiętam jak najlepiej. Obok doktora – poety Krzysztofa Zuchory, Dariusza Śledziewskiego i profesora Zenona Ważnego, u którego zamierzałem pisać pracę doktorską na temat systemu komputerowego do analizy meczów. Pamiętajmy, że mówimy o latach 90., kiedy takich rzeczy jeszcze nie było.

To dlaczego się nie udało?

Bo zdecydowałem się wyjechać do Wronek, skąd dostałem pierwszą poważną propozycję pracy.

Nie z Legii?

W Legii, w Forcie Bema, w roku 1993, jeszcze jako student prowadziłem zajęcia z trampkarzami. Do pracy przyjmował mnie Tadeusz Chruściński, klubowa legenda. On zdobył dla Legii pierwszy tytuł mistrza Polski juniorów. Ale trenerowi Pawłowi Janasowi polecił mnie właśnie Rudolf Kapera. Moja praca magisterska poświęcona była okresom przygotowawczym trzech trenerów Legii, w tym Janasa, który przyjął mnie na staż. Kiedy w roku 1995 Legia awansowała do Ligi Mistrzów, każde ręce były potrzebne. Przeciwników Legii: Blackburn, Rosenborg, Spartaka i Panathinaikos, obserwował Mirosław Jabłoński, ja pomagałem, robiąc analizy na podstawie nagrań wideo.

Był pan wtedy bardzo młody...

Miałem 23–24 lata. Paweł Janas uznał, że podołałem, i kiedy został trenerem reprezentacji olimpijskiej, powierzył mi prowadzenie banku informacji. A kiedy potrzebował trenera, który ogarnąłby cały system szkolenia młodzieży w Amice Wronki, poprosił mnie. Mimo że nie miałem przecież dużego doświadczenia. No i tak się jakoś złożyło, że w 2002 roku Amica wywalczyła mistrzostwo Polski juniorów. Dwa lata później, w wieku 32 lat, zostałem trenerem Amiki w ekstraklasie, a wkrótce asystentem Janasa w pierwszej reprezentacji. We Wronkach pracowałem między innymi ze Stefanem Majewskim, któremu też bardzo dużo zawdzięczam. Dalej to już tylko praca na własny rachunek. Ale nie byłoby kolejnych lat z sukcesami, gdyby nie solidne podstawy, uczenie się od innych oraz ich życzliwość.

A na kogo może liczyć trener pierwszej reprezentacji?

Musi liczyć na tych, którym ufa i którzy mogą mu pomóc. Silny i kompetentny sztab jest bardzo istotny. Trener powinien być liderem i mieć komfort pracy, a nie świadomość, że jego los zależy od jednego spotkania.

Czytaj więcej

Puchar Narodów Afryki. Przyjechali i zagrają na własne ryzyko

Powinien być Polakiem, czy może być cudzoziemcem?

Polski trener podejdzie do pracy w poczuciu obowiązku i z sercem, bo to będzie reprezentacja jego kraju. Od cudzoziemca nie oczekujmy natomiast, że będzie na każdym kroku podkreślał swoje przywiązanie do biało-czerwonych barw. Ale jeśli zatrudnimy trenera, którego znamy, wiemy, co zrobił, to dlaczego nie. Ważne, żeby był lojalny i kompetentny. Trener zagraniczny będzie jednak zawsze postrzegany inaczej niż polski, wzbudzi większe emocje. Ale proszę już mnie więcej nie męczyć w tej kwestii. Mam mocne przekonanie, że prezes Kulesza dokona dobrego wyboru.

Ale czy warto się starać o stanowisko, skoro marzenia mogą prysnąć po jednym meczu?

A dlaczego miałyby prysnąć? Pokonanie Rosji w Moskwie jest trudnym wyzwaniem, ale w zasięgu naszej drużyny. Z Rosją można wygrać, co pokazały chociażby jej porażki ze Słowacją i z Chorwacją w obecnych eliminacjach. Będę kibicował reprezentacji i myślał o Lechu w kontekście ekstraklasy. Jesteśmy liderem, poradziliśmy sobie z krótkotrwałymi problemami i walczymy dalej. Zespół wykonał jesienią świetną pracę i z optymizmem przygotowujemy się do rundy wiosennej.