Patrząc na ostatnią dekadę, można odnieść wrażenie, że jakiś szaman rzucił na Puchar Narodów Afryki klątwę. Zmiany gospodarzy i szukanie nowych terminów to już codzienność, a do listy plag dołączył jeszcze Omikron – nowa odmiana wirusa wywołującego chorobę Covid-19, wykryta w RPA.

Wyjazdy piłkarzy na kilka tygodni w samym środku sezonu zawsze budziły duże emocje, zwłaszcza w klubach z Anglii i Francji, gdzie gwiazdorów z Afryki występuje najwięcej. Dziś niechętni zwalnianiu swoich graczy trenerzy otrzymali w tej walce dodatkowy oręż.

Omikron jest już w Europie, ale nietrudno sobie wyobrazić, że międzykontynentalne podróże zawodników mogą przyspieszyć kolejną falę pandemii. Nawet jeśli sami nie zachorują, to po powrocie będą musieli trafić na kwarantannę. Europejskie Stowarzyszenie Klubów (ECA) wyraziło swoje obawy i poprosiło FIFA o pilne spotkanie w tej sprawie.

Czytaj więcej

Ekstraklasa: Wisła rzutem na taśmę ratuje remis w meczu z Wartą

W ostatnich dniach głośno było o wypowiedzi Juergena Kloppa. Trener Liverpoolu musiał się tłumaczyć ze słów, że Puchar Narodów Afryki to mały turniej. – To była ironia. Zostałem źle zrozumiany. Wspomniałem o braku przerwy reprezentacyjnej do marca, po chwili dodałem: „a nie, jest jeszcze mały turniej w styczniu”. Nie chciałem uderzać w Afrykę – odpierał zarzuty Klopp.

Niemiec będzie jednym z najbardziej poszkodowanych trenerów. W kluczowym momencie rywalizacji w Premier League musi znaleźć zastępstwo dla swoich napastników: Egipcjanina Mohameda Salaha i Senegalczyka Sadio Mane. Nie wyklucza transferów, które pozwolą wypełnić mu wyrwę w ataku.

Puchar Narodów Afryki ma wystartować 9 stycznia, finał zaplanowano na 6 lutego. Ale kluby prawdopodobnie będą zobowiązane zwolnić piłkarzy już pod koniec grudnia. Jeśli doliczyć kwarantannę po powrocie, wyjdzie, że najlepsi, którzy będą się bić o medale, spędzą poza klubami około dwa miesiące. Tytułu broni Algieria. Do sukcesu poprowadził ją gwiazdor Manchesteru City Riyad Mahrez.

Czytaj więcej

Złoty wieżowiec z Norwegii

Mistrzostwa Afryki to turniej, w którym nie brak dobrego futbolu. Egzotyczny i nieprzewidywalny. Okno na wciąż nieodkryty kawałek świata. Daleko mu jednak popularnością do Euro czy Copa America, choć w ostatnich latach próbowano zrobić wiele, by podnieść jego prestiż.

Najpierw podjęto decyzję, że będzie rozgrywany w latach nieparzystych, kiedy w kalendarzu nie ma mundialu ani Euro. Później przeprowadzono eksperyment i przeniesiono go ze stycznia na czerwiec.

Afryka zapatrzyła się na Europę, uległa modzie ekspansji i dwa lata temu do Egiptu zjechały po raz pierwszy aż 24 drużyny. Piłkarze słaniali się na nogach w 40-stopniowych upałach i na wniosek gospodarza kolejnego turnieju – Kamerunu – przywrócono termin zimowy. W 2021 roku na przeszkodzie stanęła jednak pandemia.

Mistrzostwa przełożono na styczeń i luty 2022, gospodarza nie zmieniono. Pozostał nim Kamerun, który miał organizować turniej już w 2019 roku, ale ze względu na niestabilną sytuację polityczną i opóźnienia w budowie infrastruktury tego prawa go pozbawiono.

Czytaj więcej

Zmarł ostatni piłkarz drużyny, która wygrała mundial w 1954 roku

Dostał jednak drugą szansę. I jej nie wykorzystał. Stadion w Jaunde, gdzie zaplanowano mecz otwarcia i finał, nadal nie został ukończony. Czasu na szukanie nowego gospodarza nie ma. Żaden afrykański kraj nie jest gotowy na przyjęcie aż 24 uczestników. Słychać nawet głosy, że mistrzostwa mógłby przejąć Katar, dla którego byłaby to próba generalna przed mundialem.

Pandemia postawiła futbolowy kalendarz na głowie. W Afryce (podobnie jak w Azji czy Ameryce Południowej) wciąż trwa wyścig o mundial. W marcu, kilka tygodni po Pucharze Narodów, odbędzie się trzecia, decydująca runda eliminacji. Szykuje się bardzo gorąca zima.