Po wyjazdowej porażce 1:4 z Piastem tryskający zwykle energią i rozmowny Michniewicz wyglądał na człowieka, który pogodził się z losem i czeka na wyrok.

Na konferencję przyszedł tylko, by przeprosić kibiców za to, co zobaczyli w Gliwicach. Prosił o niezadawanie pytań i opuścił salę. Ten obrazek mówił wszystko.

W Legii nie dzieje się dobrze, a europejskie puchary przykryły rzeczywistość. Wygrane ze Spartakiem i Leicester pozwoliły zamieść na chwilę problemy pod dywan.

Jeszcze przed meczem z Napoli właściciel klubu Dariusz Mioduski przekonywał, że jest cierpliwy, ale zastrzegł, że ta cierpliwość ma swoje granice. Legia przegrała w Neapolu 0:3, choć do 75. minuty potrafiła odpierać ataki lidera Serie A.

Do Gliwic Michniewicz zabrał tylko 16 piłkarzy. Przed kamerami Canal+ tłumaczył, że tak krótka ławka rezerwowych to efekt kontuzji i jego wyborów. I że tylu zawodników powinno wystarczyć.

Nie wystarczyło. Legia przegrała siódmy z dziesięciu ligowych meczów. To jej czwarta porażka z rzędu. Tak fatalnej serii nie miała od lat 20. Efekt? Tylko punkt przewagi nad strefą spadkową i trzy nad zamykającym tabelę Górnikiem Łęczna.

– Wewnątrz drużyny nie ma problemów – zapewniał w programie „Liga+ Extra" Mateusz Wieteska, pełniący pod nieobecność pauzującego za kartki Artura Jędrzejczyka funkcję kapitana.

To wersja oficjalna. W kuluarach słychać o coraz głębszych podziałach w szatni. Do Gliwic nie pojechali Lirim Kastrati, strzelec zwycięskiego gola w Moskwie, oraz Mattias Johansson, Lindsay Rose i Jurgen Celhaka. Cała czwórka została odsunięta od zespołu. Ze względów pozasportowych.

Czytaj więcej

Czesław Michniewicz
Czesław Michniewicz zwolniony z funkcji trenera Legii Warszawa

Wszyscy trafili na Łazienkowską w letnim oknie transferowym. Tak jak sześciu innych zawodników, większość z zagranicznym paszportem. Polska jest dziś w Legii tylko bramka i obrona.

Zapanowanie nad tą wieżą Babel okazało się ponad siły Michniewicza. Wszyscy chcą grać, ale nie każdy chce umierać za drużynę.

Niektórzy nie ukrywają, że Warszawa jest dla nich tylko stacją przesiadkową. Trudno oprzeć się wrażeniu, że starają się bardziej w pucharach, bo to dla nich okno wystawowe i szansa na transfer do silniejszej ligi. Stolica huczy, że część z nich nie podchodzi profesjonalnie do obowiązków, a stres próbuje odreagować na mieście.

Legia traci już 18 punktów do prowadzącego w tabeli Lecha. Nawet gdyby wygrała dwa zaległe mecze (z Zagłębiem Lubin i Bruk-Bet Termalicą Nieciecza), co w obecnej formie nie jest wcale tak oczywiste, marzenie o obronie tytułu staje się coraz mniej realne. Wyzwaniem może być nawet awans do pucharów. Strata do podium wynosi już 14 punktów.

Dziś najkrótsza droga do Europy wiedzie przez Puchar Polski. W czwartek Legia zagra w Szczecinie z trzecioligowym Świtem Skolwin o jedną ósmą finału, trzy dni później podejmie w Ekstraklasie Pogoń Szczecin. Już z Markiem Gołębiewskim na ławce.

Wydawało się, że tymczasowym trenerem zostanie Przemysław Małecki, zaufany człowiek Mioduskiego i jeden z asystentów Michniewicza. Zastępował go już w kwietniu, gdy trener Legii został zawieszony przez Komisję Ligi. I wygrał dwa wyjazdowe mecze – z Piastem Gliwice oraz Lechią Gdańsk. Ale później popadł u Michniewicza w niełaskę.

Małecki będzie pomagał Gołębiewskiemu, który w Legii jest dopiero od kilku miesięcy. Od lipca prowadził trzecioligowy zespół rezerw. Wcześniej przez siedem lat pracował z młodzieżą w Escoli Varsovia, był też trenerem Ząbkovii i Skry Częstochowy, z którą awansował na zaplecze Ekstraklasy. Stawia na ofensywny futbol. Jest rówieśnikiem Artura Boruca (rocznik 1980), urodził się w Piasecznie.

Nie jest tajemnicą, że Legia chciałaby zatrudnić innego trenera związanego z Warszawą, twórcę sukcesów Rakowa Częstochowa Marka Papszuna.

Mogłaby to zrobić jednak dopiero zimą, bo na przeszkodzie stoją przepisy mówiące, że w trakcie jednej rundy nie można pracować w dwóch klubach. A i sam Raków niechętnie pozbyłby się człowieka, który awansował z drużyną do europejskich pucharów i dał kibicom tyle radości.

W tle wciąż przewija się także nazwisko Stanisława Czerczesowa. Po Euro stracił posadę selekcjonera reprezentacji Rosji, od lipca jest bezrobotny, ale by namówić go na powrót do Warszawy, trzeba by sięgnąć głęboko do kieszeni.