Sprawa budzi emocje, bo mowa o reprezentancie Francji, mistrzu świata i najdroższym piłkarzu Bundesligi. W 2019 roku nieprzywykły do rozrzutności klub z Monachium zapłacił za Hernandeza 80 mln euro.

Piłkarzowi odbijają się czkawką wydarzenia z lutego 2017 roku, gdy grał jeszcze w Atletico Madryt. Wtedy to doszło do awantury między nim a jego partnerką Amelią. Kobieta w przypływie złości miała go zaatakować i porysować mu auto, Hernandez – złapać ją za nadgarstek i uderzyć w twarz. Rozciął jej wargę i uszkodził szczękę.

Żadne z nich nie złożyło skargi, ale wybuchowa para została skazana na miesiąc prac społecznych, dostała też zakaz zbliżania się do siebie. Młodzi szybko się jednak pogodzili, już kilka miesięcy później wzięli ślub w USA i wybrali się w podróż poślubną na Bahamy.

Czytaj więcej

Butelki na murawie, rzucane przez albańskich kibiców
Albańska federacja o obrzuceniu Polaków butelkami: Polscy kibice prowokowali

Kiedy wrócili do Madrytu, na lotnisku czekała już na nich policja. Hernandez spędził noc w areszcie, za złamanie zakazu prokuratorzy domagali się kary roku pozbawienia wolności. Skończyło się na sześciu miesiącach w zawieszeniu.

Wydawało się, że sprawa rozejdzie się po kościach. Para wiodła szczęśliwe, spokojne życie i doczekała się dziecka, ale Francuz nieoczekiwanie otrzymał nakaz stawienia się w hiszpańskim sądzie. W poniedziałek przyleciał do Madrytu i usłyszał, że do 28 października musi się pojawić w wybranym przez siebie więzieniu, by odbyć karę.

„W Monachium są tym procesem zaskoczeni, postrzegają go jako kuriozalny. Nikt nie wierzy, że Hernandez pójdzie do więzienia" – pisze „Bild". Prawnicy piłkarza złożyli już odwołanie, ruszył wyścig z czasem.

Dziesięć dni temu Hernandez świętował z reprezentacją triumf w Lidze Narodów, w niedzielę grał jeszcze w Bundeslidze, a w środę ma zastąpić na lewej obronie Alphonso Daviesa, który doznał kontuzji uda. Do środka przesunięty zostanie Niklas Suele, a na prawą stronę wróci Benjamin Pavard.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Chwasty stadionów

Bayern jeszcze nigdy nie przegrał z Benficą i jeśli odniesie trzecie zwycięstwo w grupie, będzie bardzo blisko awansu do fazy pucharowej. Pomóc w tym może Robert Lewandowski, który w dotychczasowych dwóch spotkaniach Champions League strzelał po dwa gole.

Nad przepaścią stoi grająca w tej samej grupie Barcelona. Nie zdobyła jeszcze punktów ani bramki, więcej – nie oddała nawet celnego strzału. Gorszych statystyk nie ma żaden z 32 uczestników LM.

Starcie z Dynamem Kijów, które w innych okolicznościach byłoby spotkaniem z gatunku „kolejny dzień w biurze", teraz staje się bitwą o przetrwanie w Lidze Mistrzów. A dla trenera Ronalda Koemana grą o zachowanie twarzy i posady.

To może być kluczowy tydzień dla przyszłości Holendra, bo w niedzielę Barca zmierzy się w lidze z Realem.

Nadzieję w serca kibiców wlało zwycięstwo nad Valencią (3:1), powrót do wyjściowego składu Ansu Fatiego, pierwszy od prawie roku gol Philippe Coutinho i długo wyczekiwany debiut Sergio Aguero.

Katalończycy przegrywali, ale potrafili zareagować na straconą bramkę i odwrócić losy rywalizacji.

– Gdy wszyscy wyzdrowieją, będziemy mieli zespół zdolny do walki o trofea – przekonuje Koeman. Tyle że czasu już nie ma, Barcelona musi zacząć odrabiać straty natychmiast, by nie pogrążyć się w jeszcze większym chaosie.

LIGA MISTRZÓW – 3. KOLEJKA

ŚRODA

Grupa E: Barcelona – Dynamo Kijów (18.45, Polsat Sport Premium 1); Benfica Lizbona – Bayern Monachium (21.00, Polsat Sport Premium 1, TVP 1).

Grupa F: Manchester United – Atalanta Bergamo (21.00, Polsat Sport Premium 2); Young Boys Berno – Villarreal (21.00, Polsat Sport Premium 6).

Grupa G: Salzburg – Wolfsburg (18.45, Polsat Sport Premium 2); Lille – Sevilla (21.00, Polsat Sport Premium 5).

Grupa H: Zenit Sankt Petersburg – Juventus Turyn (21.00, Polsat Sport Premium 3); Chelsea – Malmoe (21.00, Polsat Sport Premium 4).