Starcie w Tiranie toczyło się w nieustannym klinczu. Rywale nie grali tak błyskotliwie jak w Warszawie, ale sztukę dyscypliny opanowali na wysokim poziomie.

To nie był dobry mecz, dobrego mało kto się spodziewał. Odrzuciliśmy jednak rywali od bramki, pokazaliśmy futbol wyrachowany i dzięki skutecznej obronie oraz błyskotliwej akcji rezerwowych odnieśliśmy najważniejsze zwycięstwo za kadencji Paulo Sousy.

Trudno piać z zachwytu po wygranej nad 66. zespołem rankingu FIFA. Zwycięstwo smakuje lepiej, kiedy przypomnimy sobie, że w tych eliminacjach gola w Tiranie strzelili tylko Anglicy, a Polacy musieli stawić czoła nie tylko rywalom, ale także presji 20 tys. fanatycznych kibiców.

Czytaj więcej

Po strzelonym golu Polacy musieli chować głowy przed lecącymi z trybun butelkami i innymi przedmiota
Trybuny pełne wstydu

Jesień pokazała, że nasz zespół opanowuje sztukę wygrywania spotkań najtrudniejszych – prowadzonych, kiedy gra się nie klei, a na boisku jest niewiele piłki w piłce. Mecze z Hiszpanami (1:1) czy Anglikami (1:1) dodają skrzydeł, ale drużynę hartują zwycięstwa wykute w trudzie i znoju. Dokładnie takie, jak wygrana w Tiranie.

Sousa wiosną przygotowywał kadrę w trybie błyskawicznym. Szukał rozwiązań, popełniał błędy i przegrał Euro 2020, ale jego projekt zyskuje kształt. Trudno powiedzieć, czy jest już dla drużyny wartością dodaną, ale nie ciągnie jej w dół. Trzynaście punktów w pięciu jesiennych meczach to wynik ponad plan.

Czuć stabilizację. Film przygodowy utkany z niezwykłych zwrotów akcji zastąpiło rzetelne kolekcjonowanie punktów, choć Polacy wciąż wyglądają na drużynę nieobliczalną. Miesiąc temu w ciągu kilku dni obejrzeliśmy najlepszy i najsłabszy występ reprezentacji za kadencji Portugalczyka.

Chrzest w boju

Trzeba oddać Sousie, że pogłębił zasoby kadrowe. Paweł Dawidowicz, Tymoteusz Puchacz czy Karol Świderski w reprezentacji to jego autorski plan, podobnie jak ustawienie z trzema stoperami i asymetrycznymi skrzydłowymi.

Nie można zapominać, że przez pół roku pracował w czasach permanentnego kryzysu, problemy zdrowotne dziesiątkowały kadrę. Dopiero teraz los był łaskawszy. Prawdopodobnie jedynym wśród rekonwalescentów, którego powrót mógłby wpłynąć na zestawienie podstawowego składu na Albańczyków, jest Arkadiusz Milik, choć to też nie jest wcale pewne.

Polacy drugie miejsce w grupie mają na wyciągnięcie ręki.

Wyzwanie goniło wyzwanie, więc Sousa poznał i ochrzcił piłkarzy w boju. Wie, komu ufać. Kamil Jóźwiak, Puchacz czy Jakub Moder najważniejsze mecze – przeciwko Hiszpanom (1:1), Anglikom (1:1) oraz Albańczykom (1:0) – zaczynali w pierwszym składzie.

Zakres potencjału naszej drużyny wyznaczają rezerwowi. 12 z 32 goli za kadencji Sousy strzelali piłkarze wchodzący na boisko z ławki, niejednokrotnie odwracając losy meczu. Dziś w piłkę gra się po szesnastu, a nie po jedenastu, a zwiększenie liczby zmian do pięciu podniosło znaczenie umiejętności zarządzania składem w trakcie meczu.

Lista kandydatów na partnera Lewandowskiego po jesiennych meczach urosła do czterech (Świderski, Milik, Adam Buksa, Krzysztof Piątek), Sousa ma też spore pole manewru w środku pola. Coraz solidniej wygląda obrona złożona z Kamila Glika, Dawidowicza i Jana Bednarka.

Jak brat za brata

Zestaw zarzutów wobec Sousy się kurczy, o czym najlepiej świadczy fakt, że dziś do miana najpoważniejszej uwagi zaczyna wyrastać jego nieobecność podczas meczów polskiej ligi. To chyba jednak tylko kwestia kultury – selekcjonerowi na spotkaniach w kraju po prostu wypada bywać – a nie merytoryki, skoro nasi najlepsi piłkarze występują za granicą.

Oglądając kulisy poprzedniego zgrupowania, słyszeliśmy Sousę przekonującego swoich zawodników, że widzi między nimi dobrą energię oraz piłkarzy nawołujących do walki „jak brat za brata". To strzępki scen, które mówią o drużynie dobrze i dużo.

Czytaj więcej

Gol Karola Świderskiego zapewnił polskiej reprezentacji trzy punkty
Stefan Szczepłek: Plan wykonany

Może najcenniejszym obrazkiem z Tirany jest ten stworzony przez Kamila Glika, czyli piłkarza, który jak nikt musiał przekonać do siebie Sousę, skoro pierwszy mecz za jego kadencji zaczął jako rezerwowy. Obrońca po golu podbiegł do kolegów, a kiedy na głowę Świderskiego zaczęły lecieć kubki, osłonił go barkiem i zabrał do szatni niczym opiekun, ojciec, prawdziwy lider.

Polacy wygrali najważniejsze spotkanie eliminacji, choć swój najsłabszy reprezentacyjny dwumecz od wielu lat przeżył Robert Lewandowski. Koledzy nie zapewnili mu odpowiedniej obsługi, ale sam też popełniał błędy. Wiosną drużynie będzie potrzebna lepsza wersja lidera.

Liczy się każdy gol

Polacy drugie miejsce w grupie mają na wyciągnięcie ręki – wystarczy pokonać Andorę i liczyć, że Anglia nie przegra z Albanią – ale piłka do końca eliminacji będzie w grze. Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) zaprosi na mundial tylko 13 drużyn z Europy. Baraże są trudne, bo dwustopniowe, a w walce o rozstawienie liczy się każdy punkt.

Wezmą w nich udział zespoły z drugich miejsc oraz dwóch najwyżej notowanych zwycięzców grup Ligi Narodów, którzy nie wywalczyli awansu lub prawa udziału w barażach podczas eliminacji. Wiele wskazuje na to, że będą nimi Walijczycy oraz Austriacy.

Baraże składają się z półfinałów (24–25 marca) oraz finałów (28–29 marca). To rozgrywka błyskawiczna, rewanżów nie ma. Sześć najlepszych drużyn z drugich miejsc (decydują punkty zdobyte w rywalizacji z zespołami, które zajęły miejsca od pierwszego do piątego) będzie rozstawionych i rozegra półfinał przed własną publicznością. Gospodarzy decydujących starć wyłoni losowanie.

Dziś Polacy mają dorobek gwarantujący rozstawienie, ale tylko dzięki lepszemu bilansowi bramek. Niewykluczone, że w ostatecznym rozrachunku o przywileju gospodarza w półfinale rywalizacji barażowej rozstrzygną nie tyle zdobyte punkty, co strzelone gole.

Wśród potencjalnych przeciwników mamy dziś Czechów, Norwegów, Rumunów, Ukraińców, Walijczyków i Austriaków. Ewentualny finał byłby wyzwaniem trudniejszym, bo wśród rozstawionych mogą być Chorwaci, Hiszpanie, Szwajcarzy, Szkoci, a nawet Portugalczycy. Polacy w Tiranie zrobili w kierunku awansu mały krok. Droga do Kataru wciąż jest daleka.

GRUPA I

Tabela

1. Anglia 8 24:3 20

2. Polska 8 25:8 17

3. Albania 8 11:7 15

4. Węgry 8 13:12 11

5. Andora 8 7:19 6

6. San Marino 8 1:32 0

Mecze rozegrane

Anglia – San Marino 5:0; Węgry – Polska 3:3; Andora – Albania 0:1; Albania – Anglia 0:2; Polska – Andora 3:0; San Marino – Węgry 0:3; Anglia – Polska 2:1; Andora – Węgry 1:4; San Marino – Albania 0:2; Węgry – Anglia 0:4; Polska – Albania 4:1; Andora – San Marino 2:0; Anglia – Andora 4:0; Albania – Węgry 1:0; San Marino – Polska 1:7; Polska – Anglia 1:1; Węgry – Andora 2:1; Albania – San Marino 5:0; Andora – Anglia 0:5, Polska – San Marino 5:0, Węgry – Albania 0:1; Albania – Polska 0:1, Anglia – Węgry 1:1, San Marino – Andora 0:3

Mecze do rozegrania

>12 listopada: Anglia – Albania, Andora – Polska, Węgry – San Marino

>15 listopada: San Marino – Anglia, Polska – Węgry, Albania – Andora

>24/25 marca: półfinały rywalizacji barażowej

>28/29 marca: finały rywalizacji barażowej