Karol Świderski udzielał wywiadu TVP Sport, gdy w jego stronę z trybun poleciała butelka. Trzeba było przerwać rozmowę i ratować się ucieczką do szatni. Nie pierwszy raz tego wieczoru.

Świderski stał się głównym celem albańskich chuliganów, bo to on strzelił gola, który praktycznie zamknął ich drużynie drogę do baraży o mistrzostwa świata w Katarze i historyczną szansę na awans.

Po zdobyciu bramki nad głowami świętujących Polaków fruwały nie tylko butelki wypełnione wodą, ale także telefony, baterie i zapalniczki. Nie pomogły uspokajające gesty Roberta Lewandowskiego, bo chuligani nie uznają autorytetów.

Taki przedmiot rzucony z trybun jest jak pocisk, może zrobić krzywdę. Na szczęście żaden z naszych piłkarzy nie ucierpiał, a przytomna reakcja francuskiego sędziego Clementa Turpina, nakazującego zawodnikom zejść do szatni, pozwoliła ostudzić rozgrzane albańskie głowy i dokończyć mecz.

Czytaj więcej

Albania - Polska. Joker dał zwycięstwo, skandal na trybunach

– Dostaliśmy sygnał, że za pięć–dziesięć minut wracamy na boisko. Nikt nie zakładał walkowera, nikt nie siadał, wszyscy przygotowywali się na dalszą grę – opowiadał przed kamerami TVP Piotr Zieliński, który wcześniej, szykując się do wykonania rzutu rożnego, został obrzucony kubkami po piwie. Nie dał się jednak sprowokować. – Nie grałem na wielu stadionach, gdzie byłoby tak głośno jak tutaj – przyznał pomocnik Napoli.

Bałkańscy kibice potrafią stworzyć spektakl na trybunach. Problem w tym, że zbyt często dopuszczają się nieczystych zagrań. Kiedy nie idzie drużynie, starają się wybić przeciwnika z rytmu festiwalem wyzwisk i gwizdów. Gdy i to nie pomaga, biorą do ręki, co się da, i próbują wymierzyć sprawiedliwość.

Kilka lat temu piłkarz Legii Ondrej Duda został w Albanii trafiony kamieniem w głowę. Skończyło się walkowerem i awansem zespołu z Warszawy do kolejnej rundy eliminacji Ligi Europy.

Teraz bez kar pewnie też się nie obejdzie. Międzynarodowa Federacja Piłkarska (FIFA) zdecydowanie potępiła incydenty i wszczęła już dochodzenie. Albanii grożą grzywny oraz zamknięcie stadionu, na którym w maju ma się odbyć finał Ligi Konferencji – nowych europejskich rozgrywek.

Czytaj więcej

Hartuje się drużyna

Nowoczesne stadiony nie załatwią sprawy, gdy do cywilizowanych zachowań nie dorośli kibice, którzy nie tylko posuwają się do ataków na piłkarzy, ale także obrażają i prowokują, często na tle rasistowskim.

Tak jak zabrany na Wembley przez węgierskich kibiców transparent wyrażający sprzeciw wobec klękania przez angielskich piłkarzy przed meczami w ramach akcji Black Lives Matter. Policja chciała go odebrać, weszła na trybuny, ale jej interwencja skończyła się przepychankami i bójką. Na nagraniach widać, że brali w niej udział również chuligani ubrani w bluzy z herbami polskich klubów.

Węgrzy zremisowali na Wembley 1:1, ale dziś więcej niż o grze ich reprezentacji mówi się o zachowaniu kibiców. Podczas pierwszego meczu w Budapeszcie obrażali czarnoskórych angielskich piłkarzy i spotkanie z Albanią na efektownej Puskas Arenie musieli rozgrywać przy pustych trybunach. Pozbawieni wsparcia publiczności przegrali i stracili szanse na mundial.

Brytyjska prasa pisze, że przynieśli Węgrom wstyd, ale Anglicy też nie radzą sobie z chuligańskimi wybrykami i rasizmem. Wystarczy przypomnieć, że po przegranym finale Euro na głowy czarnoskórych zawodników Garetha Southgate'a, którzy nie wykorzystali rzutów karnych, wylał się internetowy hejt. A przed meczem z Włochami bramy stadionu w Londynie próbowały sforsować tłumy kibiców bez biletów. Jak widać, chamstwo nie ma narodowości.