Nie zawsze to się udawało, tym razem tak. Niech jednak wynik nie wzbudzi euforii, bo nie ma powodu. Polacy wcale nie grali olśniewająco. To Albańczycy, osłabieni brakiem chorych na COVID-19 najlepszych zawodników, nie potrafili skutecznie zaatakować i ani razu celnie strzelić.

My mieliśmy przewagę, ale chaosu w akcjach, niecelnych podań i strat piłki było jak zwykle bardzo dużo. Paulo Sousa kolejny raz wystawił inny skład. Trener pracuje od stycznia, a jeszcze nie zorientował się jakie jest najlepsze zestawienie reprezentacji. Oczywiście na niektórych pozycjach ma równorzędnych piłkarzy, może sobie pozwolić na zmiany.

Paulo Sousa uratował posadę, co akurat dla tej reprezentacji nie ma większego znaczenia.

Jak mu się uda, to zbiera pochwały za dobre decyzje, niezależnie od tego, czy jest w tym trochę przypadku, czy nie. Akurat bramka padła po akcji dwóch piłkarzy, którzy zaczynali mecz na ławce rezerwowych. Mateusz Klich podawał, Karol Świderski celnie strzelił.

Czytaj więcej

Albania - Polska. Joker dał zwycięstwo, skandal na trybunach

Bardzo ładna akcja, za którą należą się brawa. Ale dlaczego znowu w spotkaniu z niezbyt wymagającym przeciwnikiem Polacy, zwłaszcza pomocnicy, nie potrafili ani razu tak dobrze podać do Roberta Lewandowskiego, aby to wykorzystał. Nawet z San Marino nie strzelił gola, teraz znowu mu się nie udało. A mówimy o najlepszym piłkarzu świata, który jednak w pojedynkę meczu nie wygra.

Reprezentacja Polski nadal nie jest drużyną przewidywalną. Ciągłe roszady nie sprzyjają zgraniu i wyćwiczonym na pamięć zagraniom. Jeśli talentem błyśnie Lewandowski, Adam Buksa czy Świderski - wygrywamy. Jeśli nie - trzeba ciężko pracować, a nie wszyscy potrafią. Nie wszystko więc było tak, jak być powinno.W dodatku żółte kartki łapane przez Adama Buksę, Jana Bednarka, a zwłaszcza Tymoteusza Puchacza źle o nich świadczą.

Szczęśliwie Polska wygrała, dzięki czemu jesteśmy już na drugim miejscu w grupie. Mamy przed sobą spotkania z Andorą i Węgrami w Warszawie. Albańczyków czeka wyjazd na Wembley. Powinniśmy więc zakończyć rozgrywki na drugim miejscu, dającym prawo walki w barażach. Paulo Sousa uratował posadę, co akurat dla tej reprezentacji nie ma większego znaczenia.