Fabiański grał w kadrze przez piętnaście lat. Podczas mistrzostw Europy w roku 2016 we Francji przepuścił dwie bramki w czterech meczach i w znacznym stopniu dzięki temu Polska znalazła się wśród ośmiu najlepszych reprezentacji w Europie. 

Na mundialu wystąpił tyko raz, ale dzięki zwycięstwu w Rosji nad Japonią został jedynym polskim bramkarzem, który nie stracił bramki na mundialu.

Zawodowi kibice o tym wszystkim wiedzą. Mniej zorientowani postrzegają Łukasza Fabiańskiego nie tylko jako świetnego bramkarza, od kilku lat jednego z najlepszych w Premier League, ale jako sportowca, z którym nie kojarzy się nic złego i nagannego. 

Czytaj więcej

Polska - San Marino. Zadanie wykonane, teraz mecz o awans

Nawet jego koledzy z polskiej kadry mają poczucie, że Łukasz czasami był niesprawiedliwie traktowany przez trenerów, a raczej trenera, Adama Nawałkę. Fabiański zagryzał zęby, nigdy się publicznie nie żalił i robił swoje. Przechodził szkołę życia w Anglii, nim stał się ulubieńcem kibiców Swansea, West Hamu i nim docenili go tamtejsi dziennikarze. 

Fabiański nie jest pierwszym piłkarzem reprezentacji, żegnanym uroczyście na Stadionie Narodowym. Wcześniej przeżywali to inni wielcy: Artur Boruc i Łukasz Piszczek. Ale nigdy nie zdarzyło się, aby takie dowody sympatii składano komuś, kto rzadko grał pierwsze skrzypce. 

To sprawił charakter i osobowość Fabiańskiego. Kibice chcą widzieć czystość, uczciwość, szacunek dla pracy i trybun, a stosunkowo często dowiadują się, że ci, dla których przychodzą na stadiony i wieszają nad łóżkami ich portrety, nie są godni ich uczucia. 

Fabiański nie trafia na plotkarskie fora, nie epatuje zarobkami, wraz z żoną i pięcioletnim synkiem unikają ścianek, nie dają okazji parazzim ani policji, spotkanie go w kasynie byłoby trudne. On robi swoje, więc z punktu widzenia części dzisiejszych mediów jest mało atrakcyjny.

Czytaj więcej

Paulo Sousa podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w Warszawie
Radar Paulo Sousy nie widzi zawodników z Polski

Ale pewnie dlatego cieszy się powszechną sympatią i to w znacznym stopniu dla niego na mało atrakcyjny mecz z najsłabszą reprezentacją na świecie przyszło ponad 56 tysięcy ludzi.  Ulicami wokół stadionu jeździły samochody z jego podobizną, wyprodukowano szaliki z hasłem „Fabian - dziękujemy”, a jego twarz znalazła się na okładce programu meczowego. Tak powinno być.

Zapewne tak liczne grono kibiców miało też nadzieję na pobicie rekordu strzeleckiego reprezentacji. Nie doczekali się. Paulo Sousa wystawił skład bez Kamila Glika, Jana Bednarka i Piotra Zielińskiego. Robert Lewandowski zszedł po przerwie bez gola - to rzadkość. 

Ale trener wiedział co robi. Liczą się trzy punkty, wreszcie czyste konto bramkarzy, a wiedza wyniesiona ze spotkania ze słabym przeciwnikiem też może się przydać. Wygraliśmy wyżej z San Marino na jego boisku (7:1) niż w Warszawie, gdzie nie schodziliśmy z połowy gości, a atak pozycyjny nie jest atutem reprezentacji. Ale 5:0 to też coś. Nie narzekajmy. 

Albania pokonała 1:0 Węgrów. Taki wynik dla Polski we wtorek przyjmiemy z pocałowaniem ręki. Nagle mecz w Tiranie staje się najważniejszym dla Polski w całych eliminacjach.