Nie miała żadnego rywala: w kwietniu swoją kandydaturę wycofała Kolumbia, a Sepp Blatter już wcześniej zapowiedział, że te mistrzostwa należą się Ameryce Południowej.

Jeszcze nie wiadomo, czy wszystkie przeszkody zdążą ominąć organizatorzy mundialu w 2010 w RPA, a już szykują się kolejne mistrzostwa strachu: przed przestępczością, nad którą brazylijski rząd nie potrafi zapanować, przed problemami z transportem.

Komisja, która odwiedziła Brazylię na początku roku, stwierdziła, że ten kraj jest zupełnie nieprzygotowany na organizację wielkiej imprezy. Żaden ze stadionów nie spełnia wymogów, drogi są w fatalnym stanie, brakuje 100 tysięcy miejsc hotelowych, korupcja szaleje.

Sepp Blatter narzekał przed ogłoszeniem decyzji na brak konkurencyjnych ofert, ale to było wszystko, co mógł zrobić. Aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości, FIFA zrezygnowała już z zasady rotacji kontynentów przy przyznawaniu im największych imprez. Danego wcześniej Ameryce Południowej słowa musiała jednak dotrzymać.

Działacze FIFA bronią się, że problem przestępczości jest wyolbrzymiony, a poza tym warto przymknąć oko na problemy, gdy chodzi o kraj, który ma pięć tytułów mistrza świata, Pelego i Maracanę.

– Dla piłkarzy i kibiców wyjazd tam to jak pielgrzymka do Mekki lub do Jerozolimy – mówił Michel Platini.

Brazylia organizowała już jeden mundial, w 1950 roku. Teraz przedstawiła listę aż 18 miast, które gotowe są gościć u siebie mecze. FIFA wybierze od 10 do 12.