– Dzień dobry, panie trenerze. Zatrudniłem się tutaj jako sprzątacz – przywitał Leo Beenhakkera siedzący za biurkiem recepcjonisty hotelu we Wronkach Artur Boruc. Trener nawet nie mrugnął okiem i podjął grę. Zaczął przekonywać dziennikarzy, że bramkarz Celticu Glasgow z powodu kontuzji nie zagra przeciwko Belgii, dlatego musiał znaleźć sobie nowe zajęcie. Na zgrupowaniu nastroje są doskonałe, a Boruc miał wczoraj szczególne powody do radości. Z poznańskiego szpitala wrócił z wiadomością, że problem z kolanem nie jest poważny i może zagrać w sobotę. Podobnie jak Radosław Sobolewski, który też już wrócił do zdrowia.

Wtorkowy trening był tak ciężki, że piłkarze ledwo schodzili z boiska. Tak jakby Beenhakker chciał im pokazać, że wprawdzie owacja na stojąco, jaką drużyna przyjęła wiadomość o przedłużeniu kontraktu, była dla niego miła, ale nie zapomniał, za co mu w Polsce płacą. Wczoraj natomiast Holender nieoczekiwanie odwołał zajęcia i zarządził spacer po lesie. – Oni są zbyt niecierpliwi i głodni gry. Wszyscy chcieliby, żeby spotkanie z Belgią odbyło się już dzisiaj wieczorem. Musiałem ich trochę uspokoić. Odpoczynek, spacer czy wyścigi kartingowe to też trening, tak samo potrzebny jak zajęcia na boisku – tłumaczył selekcjoner.Wszyscy piłkarze są uśmiechnięci, ale i skoncentrowani. Każdy chce pokazać, że zasłużył na grę w meczu, który może dać Polsce pierwszy awans do finałów mistrzostw Europy.

Zgodnie z zapowiedzią ośrodek we Wronkach został ogrodzony i na jego teren nie może wejść nikt, kto nie jest związany z drużyną. Beenhakker w spokoju opracowuje plan gry. Jest przekonany, że jeśli tylko jego piłkarze będą w stanie przenieść na boisko to, co pokazują na treningach, rywali czeka w sobotę w Chorzowie bardzo ciężki wieczór.

– Żadnego z zawodników nie jestem w stanie prosić o więcej. Wszyscy dają z siebie tyle, ile mogą. Całe to gadanie o kiepskiej mentalności waszych zawodników, którym straszyliście mnie na początku mojej pracy z reprezentacją, okazało się bzdurą. Kiedy w poniedziałek kazałem kilku piłkarzom odpocząć, prawie się na mnie pogniewali. Bali się, że coś przegapią. Zmusiłem ich, żeby zamknęli się w pokojach i odpoczywali. Są jak brygada strażaków, wszyscy naraz rzucają się do gaszenia pożaru. Oni są tacy sami jak ja. Kochają wygrywać – opowiada Holender.

Beenhakker przyznaje, że jedyny problem, przed jakim stoi, to wybranie najlepszej jedenastki. Będzie musiał odesłać siedmiu zawodników na trybuny, a jak mówi, wszyscy zasługują na grę i potwierdzają to na treningach. – Jednak koncepcja zestawienia składu niewiele się zmieniła w porównaniu z tą, jaką miałem, zanim tu przyjechali – tłumaczy. Nie zagra na pewno kontuzjowany Dariusz Dudka, który jednak odwiedził wczoraj kolegów na zgrupowaniu. W tym samym czasie z obozu Belgów odjechało sześciu zawodników. – Nie wiem, czy się boją – zastanawia się Beenhakker. – Może mają ważniejsze rzeczy do załatwienia w klubach?

Im bliżej meczu z Polską, tym mniej w belgijskiej kadrze piłkarzy, którzy grali w ostatnich meczach eliminacyjnych. Ze zgrupowania w Tubize wyjechali wczoraj Timmy Simons i Nicolas Lombaerts. Obrońcy PSV Eindhoven i Zenitu Sankt Petersburg leczą kontuzje. Wcześniej z tego samego powodu z gry z Polską w Chorzowie i z Azerbejdżanem w Baku zrezygnowali Wesley Sonck i Francois Sterchele oraz Geert de Vlieger i Gaby Mudingayi. Trener Rene Vandereycken najpierw uzupełnił kadrę bramkarzem Loganem Baillym, ale po rezygnacji Simonsa i Lombaertsa wysłał kolejne powołania. Do Tubize przyjechali Jelle van Damme z Anderlechtu Bruksela, Gill Swerts z Vitesse Arnhem i najbardziej doświadczony z nich Philippe Clement z Club Brugge. W reprezentacji zostało już tylko siedmiu piłkarzy, którzy zagrali przeciw Polsce w Brukseli.