Nie tylko Grzegorz Bronowicki czuł się na boisku Crvenej Zvezdy jak u siebie. Na początku spotkania echo hulające po pustych trybunach powtórzyło podziękowania polskich kibiców dla Leo Beenhakkera. Kibice pozdrowili również Polski Związek Piłki Nożnej, ale chyba bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby.

Beenhakker odesłał do klubów najbardziej zasłużonych zawodników, dając szansę dublerom. W bramce stanął Łukasz Fabiański, na lewym skrzydle grał Kamil Kosowski, w środku pomocy Jakub Wawrzyniak, a Rafał Murawski został ustawiony za wysuniętym Grzegorzem Rasiakiem. Dzięki temu reprezentacja Polski w pierwszej połowie zagrała z zaangażowaniem i nie było mowy o powtórce z Mińska, sprzed sześciu lat (Polacy przegrali 1:4).

Fatalne boisko nie ułatwiało gry obu drużynom. Ciężko poruszali się wysocy napastnicy Rasiak i, u Serbów, Nikola Żigić. Trudno było liczyć na dokładne podania. W 18. min. na linii pola karnego piłkę dostał niepilnowany Żigić, ale zanim zdołał z nią ruszyć dopadł do niego Jacek Bąk. Chwilę później zszedł kontuzjowany Kosowski, a w jego miejsce Beenhakker wpuścił Tomasza Zahorskiego.

Niepewnie bronił debiutujący w drużynie serbskiej Vlada Abramov. W 23. min. odbił przed siebie strzał Marcina Wasilewskiego, ale żaden z Polaków nie zdołał dobić. Pięć minut później Avramov nie dał rady zrobić nawet tyle. Po świetnym podaniu Mariusza Lewandowskiego przed Avramovem znalazł się Murawski i przerzucił nad nim piłkę.

Do końca pierwszej połowy Polacy kontrolowali sytuację, a u Serbów nie było widać ochoty na odrabianie strat.

Wydawało się, że druga połowa potwierdzi scenariusz napisany przed przerwą. Polacy wyprowadzili błyskawiczny kontratak. Zahorski podał z lewej strony do nie pilnowanego Radosława Matusiaka (zmienił w przerwie Rasiaka), ten ograł bramkarza i obrońcę, i strzelił dla polskiej reprezentacji drugą bramkę. Dla napastnika SC Heerenveen to pierwszy gol w kadrze od meczu z Belgią w Brukseli.

W tym momencie wydawało się, że Serbowie się poddali. Polacy spokojnie rozgrywali piłkę, świetnie grał Zahorski, a Fabiański nudził się w bramce. Być może jednak ktoś podpowiedział Serbom, że Finowie mają szanse pokonać Portugalczyków, bo od tego momentu ruszyli do ataku. W 53. minucie Fabiański do spółki z Bronowickim obronili strzał Marko Jovanovicia. Wprowadzony w przerwie Danko Lazović strzelał dwukrotnie. W 69. min. napastnik PSV Eindhoven ograł w naszym polu karnym Jopa, dośrodkował na głowę Żigicia, a ten z dwóch metrów wepchnął piłkę do siatki.

Polacy nie zdążyli się nawet otrząsnąć po stracie pierwszego gola, a już był remis. Znowu Lazović uderzył z narożnika pola karnego, piłka przeleciała przez gąszcz nóg, odbiła się przed Fabiańskim i wpadła do bramki. Serbowie przeważali. Jacek Bąk dostał żółtą kartkę i chwilę później został zmieniony. Polacy atakowali rzadko. W 76. minucie z rzutu wolnego mocno strzelił Lewandowski, ale Avramov nie dał się zaskoczyć. Tuż przed końcem szansę na zadanie decydującego ciosu miał Żigić, ale z pięciu metrów uderzył wprost w Fabiańskiego.

Polakom udało się utrzymać remis do końca i skończyli eliminacje na czele grupy A.