List miał tytuł „Chcemy pensji, nie łapówek” i adresowany był do prezesa Ekstraklasy SA Andrzeja Ruski oraz jej dyrektora Bohdana Basałaja. Jednak nigdy do nich nie dotarł.

Pod listem podpisali się początkowo z imienia i nazwiska sędziowie warszawscy podkreślający, że mają poparcie kolegów z całej Polski, którzy jednak udzielają go anonimowo.

List miał dotrzeć do Ekstraklasy SA, PZPN i dziennikarzy. Stał się głośny w środowisku, sędziowie chyba przestraszyli się skutków ubocznych i list ostatecznie wycofali.

– Nie chcemy żadnej wojny, nie jest naszą intencją wywoływanie skandali czy zwracanie się przeciw komukolwiek – powiedział nam Rafał Rostkowski, jeden z sygnatariuszy pisma.

– Od kiedy organizację sędziowską w PZPN przejęli panowie Andrzej Strejlau, a po nim Sławomir Stempniewski, można wreszcie mówić o normalności. Ale nie chcemy, aby o sędziach piłkarskich mówiło się tylko w kontekście naszych błędów na boisku lub wezwań do prokuratury. Dla wielu z nas sędziowanie jest celem życia i chcielibyśmy robić to najlepiej, jak możemy. Niestety, zmiany zachodzą zbyt wolno.

Zjazd antykorupcyjny PZPN przyjął uchwałę o wprowadzeniu zawodowstwa wśród sędziów, ale nie poszły za tym żadne decyzje. W Polsce nadal jest tylko jedna trójka mająca status zawodowców: Grzegorz Gilewski jako główny (był sędzią technicznym na Euro) oraz jego asystenci Maciej Wierzbowski i Rafał Rostkowski. Ale ich kontrakt profesjonalny wygasł wraz z zakończeniem sezonu, a nowego jeszcze nie podpisali, mimo że następne rozgrywki rozpoczynają się za dwa tygodnie.

– Jestem spokojny – powiedział „Rz” Grzegorz Gilewski – wiem, że rozmowy na ten temat trwają. Mamy mieć nawet wyższe stawki niż do tej pory, a podpis naszej trójki będzie formalnością.

Trójka Gilewski, Wierzbowski, Rostkowski jest jednak wyjątkowa. Wielu innych pragnęłoby pójść w ich ślady, ale chęć wprowadzenia zawodowstwa nie jest wcale powszechna.

Wielu sędziów pracujących w swoich zawodach woli w weekend dorobić, prowadząc mecz, niż podpisywać związane z zawodowstwem deklaracje antykorupcyjne. W razie udowodnienia im czynów karalnych mogliby bowiem wiele stracić, a usankcjonowany profesjonalizm zmusiłby ich do pracy, do jakiej nie są przyzwyczajeni.

Michał Listkiewicz, prezes PZPN

Sędziowie powinni być od sędziowania, a nie pisania listów. W atmosferze, jaka wytworzyła się wokół nich w związku z działaniami korupcyjnymi, takie listy i żądania poprawy ich sytuacji to jest ostatnia rzecz, jaką powinni robić. Jeżeli zawodowstwo ma polegać tylko na podwyższeniu pensji, to zdecydowanie za mało. Nikt mi nie powie, że im wyższą stawkę ma sędzia, tym jest bardziej odporny na korupcję. Zawodowstwo wśród sędziów widzę raczej jako możliwość kształcenia się poprzez wyjazdy na obozy przygotowawcze, sędziowanie meczów towarzyskich zimą w cieplejszych krajach, do których przyjeżdżają drużyny z całej Europy, korzystanie z pomocy psychologa itp. A podwyższenie ryczałtów, nawet o 50 procent, i tak planujemy, ale decyzja należy do Ekstraklasy SA.

Sławomir Stempniewski, szef sędziów PZPN

Nie znam treści listu i nie chcę jej znać. To jest inicjatywa, o której nie wiedziałem. Nie wiem, z czyjej inicjatywy powstał, ale chyba dobrze, że ostatecznie nie ujrzał światła dziennego, ponieważ mógłby zaszkodzić sprawie. Jestem w trakcie negocjacji z Ekstraklasą SA nowych stawek ryczałtów oraz wprowadzenia zawodowstwa na większą skalę. Lada moment będą efekty tych rozmów. Presję środowiska sędziowskiego w sytuacji, kiedy jesteśmy na dobrej drodze do osiągnięcia porozumienia, uważam za niepotrzebną. Ale problemy rozumiem.

2400 zł brutto – sędzia główny za mecz w ekstraklasie

1200 zł – sędzia asystent za mecz w ekstraklasie

1200 zł – sędzia główny za mecz w II lidze (od nowego sezonu dotychczasowa II liga będzie ligą pierwszą)

800 zł – sędzia asystent za mecz w tej samej klasie.

Trzej sędziowie zawodowi – zarobki miesięczne:

Grzegorz Gilewski – 12 tys. zł.

Maciej Wierzbowski i Rafał Rostkowski – po 8 tys.