Ostatni dzień treningów w krajowym składzie zaczął się nietypowo. Beenhakker zabrał piłkarzy na plażę i zarządził mecz w rugby.

Po pięciu minutach i kilku odważnych szarżach przez fale zimnego oceanu kąpiel w dresach zaliczyli wszyscy piłkarze.

– To nie był trening, to było budowanie drużyny. Zachowanie zawodników świadczy, że dobrze się czują w swoim towarzystwie – tłumaczył trener.

Pięć dni zgrupowania najlepiej wykorzystał Szymon Pawłowski. Piłkarz pierwszoligowego Zagłębia Lubin powołany z listy rezerwowych zostanie w Albufeirze także po meczu z Litwą, by trenować już z pierwszym składem reprezentacji.

Kontuzja zatrzymała w Dortmundzie Jakuba Błaszczykowskiego, Pawłowski będzie rywalizował o miejsce na prawej stronie pomocy z Wojciechem Łobodzińskim i Ebim Smolarkiem.

Litwini, którzy świetnie rozpoczęli eliminacje mistrzostw świata, na poważnie zagrają 11 lutego z Andorą. Przeciwko Polsce wystąpią przede wszystkim piłkarze z tamtejszej ligi, a czterech zawodników nie ma podpisanego kontraktu z żadnym klubem.

Portugalski trener drużyny litewskiej Jose Couceiro prowadzi jednocześnie FBK Kowno i na Litwie jest prawdziwą gwiazdą.

– Ten klub wyeliminował Glasgow Rangers i był bliski awansu do Ligi Mistrzów. W tym samym czasie reprezentacja pokonała Rumunię 3:0 i Austrię 2:0. Przeciwko naszej drużynie nie wystąpią jednak największe litewskie gwiazdy. Couceiro powołał za to Andriusa Skerlę z Jagiellonii Białystok, Nerijusa Radziusa z ŁKS i Mindaugasa Pankę z Widzewa Łódź. Najlepsi grają na Zachodzie i nie zostali zwolnieni na początek zgrupowania – mówi Rafal Ulatowski, asystent Beenhakkera.

Litwini grali z Polakami sześć razy. Trzy razy przegrali, dwa razy zremisowali, a wygrali ostatnie spotkanie – w Bełchatowie w maju 2006 roku, kiedy kadra Pawła Janasa przygotowywała się do wyjazdu na mistrzostwa świata. Dzisiejszym meczem Litwini rozpoczynają przygotowania do marcowego meczu z Francją.

Spotkanie Polska – Litwa odbędzie się na Estadio Algarve. Budowa tego stadionu to była jedna z najdziwniejszych decyzji komitetu organizacyjnego mistrzostw Europy w 2004 roku. Region Algarve dla portugalskiego rządu był tak ważny, że wielki turniej nie mógł go ominąć. Turyści mieli przyjechać na południe, zakochać się w krajobrazie i spędzać tu wszystkie wakacje.

Potrzebny był jednak stadion – tylko na mistrzostwa, bo wiadomo było, że żaden z miejscowych klubów nie jest na tyle popularny, by trybuny zapełniały się choćby w połowie. Dziennik „O Jogo” budowę Estadio Algarve nazwał najbardziej absurdalną inwestycją ostatniej dekady. Bez referendum zdecydowano się podnieść ludziom podatki, 35 mln dolarów kredytu spłacać będą jeszcze przez 20 lat.

Stadion stoi w szczerym polu, przez większą część roku jest pusty i tylko straszy. Dach nad trybunami przypomina żagle, statek płynie jednak po pustyni. Nie jest łatwo tu dojechać ani z pobliskiego Faro, ani z Loule. W pobliżu przetrwała tylko jedna restauracja.

[wyimek]Do Portugalii z powodu odnowionej kontuzji nie przyjedzie Jakub Błaszczykowski[/wyimek]

Władze regionu opracowały specjalny plan, który ma dać stadionowi trochę życia. – Ale żeby organizować koncerty, niezbędna jest linia kolejowa do Faro, gdzie znajduje się międzynarodowe lotnisko. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Estadio Algarve przyniesie pierwszy zysk w 2018 roku. W dobie kryzysu finansowego w sens jego istnienia zaczęli wątpić już nawet pomysłodawcy budowy – mówi Monica Santos z „O Jogo”.

Na co dzień ze stadionu korzystają dwie drużyny – trzecioligowe SC Farense i grające w czwartej lidze Louletano DC. Na mecze przychodzi najwyżej kilkuset widzów, a zmieściłoby się ich ponad 30 tys.

W zeszłym roku rozegrano tu spotkanie o Superpuchar Portugalii między Benficą i Porto oraz odcinek specjalny Rajdu Portugalii. Zysk przynosi również zapraszanie na letnie turnieje drużyn z Walii czy niższych lig angielskich.

Pożytek z Euro dla regionu Algarve to właśnie miłość angielskich turystów. Pięć samolotów dziennie z Londynu to jednak za mało, by przetrwać trudne czasy. W prezencie od portugalskiej federacji Faro dostało organizację meczu towarzyskiego z Finlandią, który odbędzie się tutaj 11 lutego.

W piątek na stadionie rozwijano nową trawę, łatano dziury. Selekcjoner reprezentacji Portugalii Carlos Queiroz zdążył już skrytykować w telewizji tę decyzję. Nie rozumie, dlaczego nawierzchnię naprawia się przed meczem Polski z Litwą, a nie dopiero po nim.

Estadio Algarve wystąpi kolejny raz w swojej ulubionej roli. Mimo darmowego wejścia najprawdopodobniej będzie straszył pustymi trybunami. – Atmosfera na takich meczach przypomina sparing albo spotkanie polskiej ligi na zamkniętym stadionie – mówi Ulatowski.

Po meczu 17 z 24 zawodników wróci do swoich klubów. Ich miejsce zajmą ci, którzy mają szansę znaleźć się w kadrze na mecze eliminacji MŚ. W niedzielę rano do Albufeiry przyjedzie trzech piłkarzy Lecha Poznań i ci, którzy grają za granicą. Jacek Krzynówek i Mariusz Lewandowski dołączą do drużyny dopiero w poniedziałek.

>[b] Przypuszczalny skład Polaków w meczu z Litwą[/b]

Cierzniak – Celeban, Jodłowiec, Polczak, Komorowski – Pawłowski, Garguła, Trałka, Małkowski – Boguski – Brożek (Zahorski)

masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=m.kolodziejczyk@rp.pl]m.kolodziejczyk@rp.pl[/mail]