– Nasze dowody wyraźnie wskazują, że nie ma żadnych limitów dla piłkarzy o obcym pochodzeniu we francuskiej federacji piłkarskiej. Nie ma też żadnych planów, by je stworzyć – mówiła wczoraj francuska minister sportu Chantal Jouanno.

We Francji wrzało od kilku tygodni, gdy okazało się, że podczas listopadowego spotkania działacze dyskutowali o tym, by wprowadzić ograniczenie (do 30 procent) dla piłkarzy powyżej 12. roku życia mających korzenie w Afryce, powoływanych do młodzieżowych reprezentacji Francji.  W rozmowie brał udział Laurent Blanc.

24 z 60 piłkarzy, którzy od 2009 r. trenowali w ośrodkach francuskiej federacji, zdecydowało się później reprezentować barwy innego kraju – najczęściej swoich przodków. – Nowe przepisy FIFA jeszcze bardziej zdestabilizowały sytuację naszych drużyn młodzieżowych, ich trenerzy muszą się zmierzyć z nowym problemem. Wprowadzanie  limitów jest jednak  nielegalne i absolutnie nie do pomyślenia – mówiła Jouanno.

Według minister rola Laurenta Blanca w aferze jest znikoma. Był na spotkaniu i słuchał rozmowy, która ocierała się o rasizm, ale nie poparł żadnego wniosku. – Nie miał żadnej opinii, po raz pierwszy uczestniczył w takim spotkaniu. Nie znalazłam podstaw, by go za cokolwiek karać. Dobrze wykonuje swoją pracę – tłumaczyła minister.

Niektórzy koledzy Blanca z drużyny złotych medalistów mundialu w 1998 r. żądali jego dymisji. Szczególnie mocno krytykowali go Lilian Thuram i Patrick Vieira. W obronę wzięli Blanca Zinedine Zidane i Didier Deschamps.

Tydzień temu minister sportu zawiesiła Francois Blaquarta – dyrektora technicznego federacji. On podczas spotkania mówił najwięcej i zaproponował wprowadzenie limitów  po cichu, bez informowania o tym opinii publicznej.