Takiego zakończenia się wszyscy spodziewali: Andre Villas Boas został najmłodszym trenerem z europejskim pucharem, Radamel Falcao golem w finale, już 17. w tym sezonie LE, podbił o kolejne kilka milionów euro swoją cenę wywoławczą, Porto powtórzyło sukces z 2003 roku, gdy szło po Puchar UEFA z Jose Mourinho.

Ale finał rozczarował. Nie było w nim tego rozmachu i twórczej swobody, przed którymi ustępowali w poprzednich rundach rywale Porto. Bramka Falcao tuż przed przerwą była wybawieniem.

Inna sprawa, że w zderzeniu ze Sportingiem Braga większość drużyn traci blask. Jego piłkarze sami akcji dających bramki wymyślać nie potrafili, ale i przeciwnikom nie pozwolili. Ustawili się tak, że wszystkie plany Porto rozpadły się na pojedyncze dobre zagrania i przeważnie nic z nich nie wynikało. Z tej zarzuconej sieci nie był w stanie się wyplątać nawet Hulk, piłkarz do wszystkiego: dryblingu, przepychania się, strzałów, dośrodkowań z rzutów różnych. A jeśli już się wyplątywał, to w pojedynkę i kończyło się niecelnym strzałem albo podaniem do nikogo.

Ale nawet w tym pospolitym finale zdarzyła się chwila piękna: moment pod koniec pierwszej połowy, gdy piłkarze z Bragi uwierzyli, że mają wszystko pod kontrolą. A Porto takich błędów nie wybacza. Zwłaszcza Falcao. Nazywanie go kolumbijskim Leo Messim jest na wyrost, już prędzej jest to artystycznie wzbogacona wersja Filippo Inzaghiego. Ale bramkę Falcao strzelił bliźniaczo podobną do tej Messiego z finału Ligi Mistrzów przed dwoma laty. Podanie Fredy'ego Guarina też urodą dorównało temu, co wówczas zrobił Xavi. Guarin dośrodkował z daleka, spod linii bocznej, niewysoki Falcao wygiął się w locie jak Messi w Rzymie i uderzył piłkę głową pod poprzeczkę.

Tak dwaj Kolumbijczycy rozstrzygnęli finał Ligi Europejskiej, w którym zagrało 18 piłkarzy z Ameryki Południowej. Villas Boas, 33-latek, który na trenera wyrósł jako adiutant Mourinho, ma swój pierwszy wielki trenerski sukces. Mówił przed meczem w Dublinie, że finały nie są tylko po to, by je wygrywać, można też w nich ładnie grać. O nim mówiono, że jeśli chodzi o styl gry, bliżej mu do Pepa Guardioli niż Mourinho. Wyszło, jak wyszło. Z drugiej strony, ten finał Pucharu UEFA, gdy Porto Mourinho pokonało Celtic, był jeszcze większym koszmarem. A rok później po finale Ligi Mistrzów wszyscy się musieli Porto kłaniać w pas.

>FC PORTO – SPORTING BRAGA 1:0 (1:0)

Bramka: R. Falcao (44). Sędziował C. Velasco Carballo (Hiszpania). Widzów 45 391.

Porto: Helton – Sapunaru, Rolando, Otamendi, Pereira – Guarin (73-Belluschi), Fernando, Moutinho – Hulk, Falcao, Varela (79-J. Rodriguez).

Sporting: Moraes – Garcia, Paulao, A. Rodriguez (46-Kaka), Silvio – Custodio, Viana (46-Mossoro), Vandinho – Alan, Lima (66-Meyong), Cesar.