W Dortmundzie losowanie fazy pucharowej przyjęto z radością, ale nikt się chyba nie spodziewał, że osłabionej kontuzjami Borussii (Jakub Błaszczykowski, Sven Bender, Mats Hummels, Ilkay Guendogan, Neven Subotić) pójdzie z Zenitem tak łatwo. Już po pięciu minutach prowadziła 2:0, a rosyjskie media mogły zacząć mówić o blitzkriegu.

Przy pierwszym golu duży udział miał Robert Lewandowski, popisał się podaniem piętą do Marco Reusa. Niemiec wpadł w pole karne, a jeden z obrońców próbując wybić mu piłkę, przewrócił go i skierował piłkę wprost pod nogi Henricha Mchitarjana, który nie miał problemów z trafieniem do bramki. Minęło kilkadziesiąt sekund i było 2:0. Tym razem asystował Kevin Grosskreutz, strzelał Reus.

Niemiecka prasa przed spotkaniem w Sankt Petersburgu podkreślała, że atak Borussii bez Lewandowskiego nie istnieje. Polak walczył ostatnio z przeziębieniem, w sobotnim meczu Bundesligi w Hamburgu, przegranym 0:3, widać było, że nie jest w pełni sił. Z boiska zszedł po 67 minutach, w niedzielę opuścił trening. Ale dziś zagrał od początku do końca i znów błyszczał.

Trafiał w ważnych momentach – po bramkach gospodarzy na 1:2 i 2:3 gasił ich nadzieje na wyrównanie. Pierwszego gola zdobył po rozegraniu piłki z Łukaszem Piszczkiem, drugiego po podaniu Reusa i precyzyjnym uderzeniu po ziemi. To jego piąta i szósta bramka w tym sezonie LM (więcej mają tylko Zlatan Ibrahimović, Cristiano Ronaldo i Leo Messi), łącznie w europejskich pucharach strzelił ich dla Borussii już 18. To klubowy rekord.

Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy przed transferem do Bayernu Lewandowski będzie się poświęcał dla zespołu tak samo jak wcześniej, chyba otrzymał ostateczną odpowiedź. "Ruhr Nachrichten" przyznał mu notę 2, bliską ideału. Identycznie ocenił Piszczka i Reusa. - Wiedziałem, że chłopaki odpowiednio zareagują po wpadce w Hamburgu, ale nie spodziewałem się aż tak świetnej postawy - przyznał Klopp. - Za tak śmieszne błędy trzeba zapłacić wysoką cenę - nie ukrywał trener Zenita Luciano Spalletti.

Wicemistrz Niemiec powinien wygrać wyżej, ale dziwne decyzje podejmował sędzia. Nie odgwizdał spalonego przy golu gospodarzy na 1:2, a jedenastkę podyktował po tym, jak Wiktor Fajzulin wpadł na stojącego w polu karnym Piszczka. Ale Borussia i tak może już myśleć, z kim chciałaby się spotkać w ćwierćfinale.

Możliwe, że zabraknie w nim Manchesteru United. Mistrz Anglii przegrał z Olympiakosem 0:2. Angielska prasa zapowiadała ten mecz jako grecką odyseję, skończyło się na greckiej tragedii. - To był bardzo słaby występ. Nie zasłużyliśmy dziś na dobry wynik - skomentował wyczyn swoich zawodników rozczarowany David Moyes.

Z taką grą jak w Pireusie Czerwone Diabły nie mają co marzyć o awansie. Oddali tylko dwa celne strzały, razili nieporadnością. Pierwszego gola stracili przypadkiem: piłka kopnięta przez Ioannisa Maniatisa odbiła się od Alejandro Domingueza i zaskoczyła Davida De Geę. Drugiego - po uderzeniu z 30 metrów Joela Campbella, reprezentanta Kostaryki wypożyczonego z Arsenalu.

- Zrobiono nam pranie mózgu, wmawiając, że Premiership to najlepsza liga na świecie. Nonsens. Jest po prostu najlepiej wypromowana - stwierdził legendarny pomocnik United Roy Keane, nawiązując również do ubiegłotygodniowych porażek Manchesteru City z Barceloną i Arsenalu z Bayernem. W środę honoru angielskiej piłki bronić będzie Chelsea. Zmierzy się w Stambule z Galatasaray.

1/8 finału - pierwsze mecze

Zenit Sankt Petersburg - Borussia Dortmund 2:4 (O. Szatow 57, Hulk 69-karny - H. Mchitarjan 4, M. Reus 5, R. Lewandowski 61, 71)

Olympiakos Pireus - Manchester United 2:0 (A. Dominguez 38, J. Campbell 55)

Rewanże 19 marca.