Niedzielne spotkanie najlepszych drużyn Serie A, transmitowane do blisko 100 krajów, miało być wizytówką mocno słabującego ostatnio włoskiego futbolu. Niestety, zamiast pięknej gry było kopanie po kostkach, siedem żółtych kartek i trzy czerwone, w tym dla trenera Romy Rudiego Garcii. Wszystko z powodu grubych błędów sędziego Gianluki Rocchiego.

Nie bez racji „Gazzetta dello Sport" podsumowała występ arbitra tytułem „Rocchi horror picture show". Rocchi przyznał Juve niesłusznie karnego, a potem bardzo problematycznego drugiego. Na koniec uznał strzeloną zza pola karnego decydującą o zwycięstwie Juve bramkę Leonardo Bonucciego, choć Arturo Vidal na spalonym zasłaniał pole widzenia Łukaszowi Skorupskiemu.

We włoskim futbolu każdy powód jest dobry, by wywołać awanturę

Niestety, dzięki zdobyczom elektroniki błędy Rocchiego, a w przypadku karnych chodziło o centymetry, można było sobie obejrzeć w powtórkach telewizyjnych już kilkanaście sekund później, co wywołało awantury na trybunach i na boisku.

Szef futbolowego związku Carlo Tavecchio zapowiedział, że zwróci się do FIFA i UEFA z prośbą o zezwolenie na korzystanie przez arbitrów w Italii z powtórek tytułem eksperymentu (najpierw w Serie B), a Rocchi został odsunięty na miesiąc od prowadzenia meczów, co na dobrą sprawę powinno zakończyć spory. W futbolocentrycznej Italii to jednak niemożliwe.

Od poniedziałku rozgrzany do czerwoności Twitter co rusz wypluwa głupawe, wulgarne komentarze na temat meczu Juve – Roma ludzi z włoskiego świecznika. O ile jakoś można zrozumieć żal kapitana Romy Francesco Tottiego („Póki jest Juventus, nie zdobędziemy tytułu, oni powinni grać w jakiejś osobnej lidze"), o tyle trudno zrozumieć, dlaczego dokuczają Tottiemu Emma Winter, angielska żona prezesa Juve Andrei Agnellego, oraz działacz, a przedtem znakomity piłkarz Juve Pavel Nedved.

Co gorsza, dwóch parlamentarzystów (kibice Romy) będzie pytać rząd, co ten zamierza zrobić, by mecze futbolowe były sędziowane prawidłowo, bo ich zdaniem Rocchi zaszkodził wizerunkowi Italii na całym świecie i nikt teraz nie będzie chciał inwestować w kraju, w którym nikt nie przestrzega reguł. Poza tym wskazują, że wypaczony przez Rocchiego wynik meczu wpłynął na spadek kursu akcji Romy i wzrost notowań akcji Juve (oba kluby są na mediolańskiej giełdzie), za co ktoś – Rocchi albo futbolowy związek – powinien ponieść zasłużoną karę. Jeden z włoskich europosłów zapowiedział, że w obu sprawach wezwie do Brukseli na przesłuchanie szefa UEFA Michela Platiniego.

Jedynym rozsądnym okazał się trener reprezentacji. W związku z tym, że Bonucci ze zgrupowania kadry przed meczami z Azerbejdżanem i Maltą tweetował, obrażając piłkarzy i kibiców Romy, usłyszał od Antonio Contego: „Jeszcze jeden tweett i możesz się pakować. Na zawsze".

W związku tym, że w Italii kibicuje się nie tyle „za", czyli swojej drużynie, ile „przeciw" jej rywalowi, przed kioskiem z gazetami pod naszym domem od poniedziałku kłócą się i awanturują nasi sąsiedzi. „Lazialiści", haniebnie wykorzystując sytuację, naśmiewają się z wściekłych i rozdrażnionych niesprawiedliwą porażką w Turynie „Romanistów".

Amunicję do toczących się w całej Italii sporów dostarcza fachowa prasa. „Gazzetta dello Sport" i stojący murem za Romą „Corriere dello Sport" jeszcze wczoraj pisały o awanturze na pierwszych ośmiu stronach. Wszyscy wszędzie węszą spisek.

Znów więc okazało się, że w Italii futbol mąci umysł. Przykładem z samej góry jest szef włoskiego związku, którego UEFA zawiesiła właśnie na sześć miesięcy za rasizm. 25 lipca powiedział: „Stosunek do obcokrajowców to jedna sprawa, a futbol to druga. W Anglii dokładnie przyglądają się tym, którzy mają przybyć z zagranicy, by tam grać. U nas jakiś Opti Poba jednego dnia je banany, a drugiego gra w Lazio".

Może dziwić, że UEFA stała się żandarmem poprawności politycznej i ukarała Tavecchio, mimo że ten się pokajał i obiecał poprawę, a wielu kolorowym piłkarzom pomagał, poświęcając czas i pieniądze. Choć wypowiedział słowa głupie i haniebne, rasistą nie jest. Cios przyjął z pokorą: „Wyroków się nie komentuje, tylko akceptuje", i nie będzie się odwoływał.