Zaskoczenia nie było. Wewnętrzne śledztwo FIFA wykazało, że o żadnej korupcji przy wyborze organizatorów mundialu 2018 (Rosja) i 2022 (Katar) mowy być nie może. Wbrew doniesieniom dziennikarskim i pojawiającym się dowodom oraz poszlakom.

– Śledztwo zostało zamknięte, ważne jest, by teraz wszyscy skupili się na tym, jak wspaniałe możliwości dają mistrzostwa świata milionom ludzi, którzy kochają piłkę nożną – powiedział wiceprezydent światowej federacji Jim Boyce.

Oznacza to, że mistrzostwa odbędą się w 2018 roku w Rosji, a cztery lata później w Katarze. Tylko wewnętrzne śledztwo FIFA mogło spowodować, że procedura wyboru gospodarzy mundialu zostałaby zakwestionowana i powtórzona.

Ponad 2 miliony dolarów łapówek, które – jak udowodniło śledztwo „Sunday Timesa" – wręczył Katarczyk Mohammed bin Hammam przedstawicielom afrykańskich federacji piłkarskich, zostało przez raport FIFA zbagatelizowane. Możemy przeczytać, że za te pieniądze bin Hammam, owszem, kupował głosy poparcia, ale dla samego siebie, nie dla katarskiej kandydatury. Szejk był bowiem kontrkandydatem Blattera w ostatnich wyborach prezydenckich FIFA.

O 3 milionach funtów łapówek, o których pisze w innej publikacji „Sunday Times", a które miały zapewnić Katarowi poparcie azjatyckich federacji, nie wspomniano.

FIFA – a konkretnie Komisja Etyki pod przewodnictwem byłego amerykańskiego prokuratora Michaela Garcii – rozpoczęła swoje dochodzenie dwa lata temu, po serii skandali korupcyjnych i ukaraniu usunięciem z Komitetu Wykonawczego (24 dżentelmenów, którzy podejmują najważniejsze decyzje, w tym wybierają gospodarza mistrzostw świata) kilku działaczy, którym udowodniono przyjmowanie korzyści majątkowych. Osobą, którą przedstawiono jako najczarniejszą z owiec, był Jack Warner – były już szef federacji Trynidadu i Tobago, CONCACAF (Piłkarskiej Konfederacji Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów), a także wiceprezydent FIFA. Warnerowi udowodniono nie tylko przyjmowanie łapówek, ale także to, że masowo sprzedawał poza oficjalnym obiegiem bilety na MŚ, na czym zarabiał miliony dolarów.

Dziwnym zbiegiem okoliczności Warner popierał w wyborach prezydenckich bin Hammama – a gwoździem do jego trumny okazał się fakt, że zorganizował spotkanie przedstawicieli federacji karaibskich z Katarczykiem, podczas którego każdy z przybyłych dostał 40 tysięcy dolarów w papierowej torbie z upominkami jako „zwrot kosztów podróży".

Warner także pojawia się w opublikowanym wczoraj raporcie. Otóż według sędziego Hansa Joachima Eckerta – który opracował rzeczony dokument na podstawie dwuletniej pracy Garcii – to Anglicy (którzy ubiegali się o organizację mundialu w 2018 roku) „wielokrotnie próbowali podejść Warnera i zapewnić sobie jego przychylność".

Takie wnioski też specjalnie zaskakujące nie są, gdyż to właśnie Anglicy – a w szczególności brytyjskie media – w dużym stopniu są odpowiedzialni za nagłośnienie korupcji w FIFA. To angielska federacja niedawno postulowała, by procedura wyboru organizatora mundialu była bardziej transparentna. Zatem teraz to oni zostali przedstawieni jako ci źli. Pojawiły się także zastrzeżenia do kandydatury Australii – której przedstawiciele próbowali wręczyć łapówki. Na szczęście dla FIFA Rosja i Katar okazały się czyste.

Wprawdzie – według raportu – były także pewne próby korupcyjne ze strony Katarczyków, ale zbyt mało znaczące, by kwestionować wybór gospodarza. Z kolei Rosjanie nie dostarczyli wszystkich dokumentów (m.in. e-maili), tłumacząc, że komputery wypożyczyli, a następnie oddali właścicielowi.

Według FIFA sprawa jest zakończona, chociaż pojawił się jeszcze jeden nieoczekiwany zwrot akcji. Otóż apelację ma zamiar złożyć Garcia. Według niego opublikowany przez FIFA dokument nie zawiera wielu istotnych punktów i wniosków z jego dwuletniego śledztwa i tajnego, ponad 300-stronicowego raportu, który złożył w FIFA. Prawdopodobnie jednak Garcia nic nie wskóra. Znacznie ciekawsze mogą być wnioski FBI, które też zajęło się sprawą korupcji przy wyborze organizatora mundialu. Pytanie, ile trzeba będzie czekać na zakończenie tego śledztwa.