– Chcemy byście mogli napisać, że zdarzył się cud – mówił do dziennikarzy na przedmeczowej konferencji Thomas Mueller, a Mehdi Benatia przekonywał, że Bayern stać na zwycięstwo 4:0: – Jeśli ktoś w to nie wierzy, niech lepiej zostanie w domu.

To on, urodzony we Francji reprezentant Maroka, już w siódmej minucie wlał nadzieję w serca ponad 70 tys. kibiców na Allianz Arenie. Po dośrodkowaniu Xabiego Alonso z rzutu rożnego wcisnął piłkę między ręką Marca-Andre ter Stegena a słupkiem.

Barcelona pożar szybko jednak ugasiła. Nie minął kwadrans i wyrównała, po następnych 15 minutach prowadziła już 2:1. Nieudane pułapki ofsajdowe gospodarzy, inteligentne zagrania Leo Messiego, asysty Luisa Suareza i bramki Neymara – plan Luisa Enrique został wykonany perfekcyjnie. Trener Katalończyków zapowiadał, że nie pozwoli na szalony mecz i choć jego zawodnicy od początku do końca nad sytuacją panowali, nie można powiedzieć, że było nudno.

Bayern, ku radości kibiców, głów nie zwiesił, atakował i mały sukces osiągnął: wbić trzy gole Barcelonie, zachowującej czyste konto w siedmiu poprzednich spotkaniach, potrafią tylko najwięksi. Ter Stegen długo bronił jak natchniony. Strzał Muellera pod poprzeczkę wybił na rzut rożny, uderzenie Lewandowskiego z bliska zatrzymał na linii bramkowej. Ale nawet on w końcu, po kolejnych próbach Niemca i Polaka, musiał we wtorek skapitulować.

– Chcieliśmy dzisiaj po prostu wygrać, trener podziękował nam za walkę. Pokazaliśmy, że jesteśmy świetnym zespołem, ale Barcelona była w tej rywalizacji lepsza – opowiadał przed kamerami Canal+ Lewandowski, uznany na najlepszego piłkarza meczu.

Bayern inaczej niż rok temu (0:5 z Realem) żegna się z Ligą Mistrzów honorowo. Katalończycy wrócą do Niemiec 6 czerwca. W finale w Berlinie zagrają z Realem lub Juventusem.