Prawdę mówiąc – nareszcie. Ile można oglądać skoczków narciarskich, którzy tym razem nie latają, i Justynę Kowalczyk, która stała się Markiem Saganowskim narciarstwa. Są tacy sportowcy, którym się kibicuje, życzy jak najlepiej, ale którym nie bardzo można pomóc, bo czas jest dla nich nieubłagany.

Rozpoczyna się szczególny sezon, podczas którego kilku zawodników będzie walczyło o miejsce w kadrze na Euro. Artur Jędrzejczyk z tego powodu wrócił do Polski, zamieniając Krasnodar na Legię. Uznał, że lepiej być bliżej oczu Adama Nawałki, i dobrze zrobił. Ktoś taki może się przydać. A mówimy o obrońcy, który w jednym meczu wbił trzy bramki Arsenalowi.

Do Legii po pięciu latach wrócił też Ariel Borysiuk, co również powinno mu wyjść na dobre. Z dwóch powodów: z Legii zawsze jest bliżej do kadry, a z Lechii lepiej uciekać, bo w klubie działa piąta kolumna, nastawiona nie na zdobywanie punktów, tylko na handel zawodnikami. Oddać w tym samym czasie Borysiuka do Legii i Macieja Makuszewskiego do Vitorii Setubal to znaczy osłabić drużynę.

Oczywiście Lechia stwarza pozory, zatrudniając w roli trenera Piotra Nowaka, ale jego przyjazd do Polski to wielkie ryzyko. Do tej pory Nowak funkcjonował w świadomości kibiców i dziennikarzy jako bardzo dobry reprezentacyjny pomocnik, który na Wembley bawił się z Anglikami, a potem jako amerykański trener. Amerykański, znaczy lepszy. Tyle że ostatnio w USA już go nie chcieli. Coś mi mówi, że to będzie koniec mitu trenera, który kiedyś kandydował na selekcjonera reprezentacji Polski. W Lechii nikt nie ma cierpliwości do trenerów, bo czekają kolejni. Nowak jest czwartym w ciągu roku. Tak się nie buduje drużyny.

Transfery zawodników bywają ratunkiem finansowym dla klubu, ale to, co zrobiono ostatnio w Poznaniu i Krakowie, nie wygląda mi na ratowanie finansów (Lech i Cracovia nie należą do biedaków), tylko na działania destrukcyjne. Kasper Hamalainen odszedł, bo skończył mu się kontrakt. Ale Lech nie zaproponował mu lepszych warunków, mimo że Fin był lokomotywą drużyny, a jest jednym z niewielu cudzoziemców, którzy coś polskiej lidze dają. W dodatku przeszedł do głównego rywala. Lech sprowadził trzech nowych zawodników (oprócz Hamalainena odeszło czterech), ale jeśli miał takie wyczucie jak przy zakupie Denisa Thomalli, to konkurencja może zacierać ręce.

Cracovia nie potrafiła zatrzymać Denissa Rakelsa, a to tak, jakby sobie wsadziła nogę w gips i wyszła w nim na boisko. Łotysz był obok Hamalainena i Nemanji Nikolicia najlepszym cudzoziemcem w lidze. Cracovia miała piłkarza, który strzelał dużo bramek i rządził na boisku. Bartosz Kapustka czegoś się przy nim nauczył. Niestety, drugoligowy angielski Reading jeszcze długo będzie dla zdolnego piłkarza atrakcyjniejszy niż Cracovia z polskiej ekstraklasy.