Szefostwo spółki Ekstraklasa SA – czyli PZPN plus 16 klubów najwyższej klasy rozgrywkowej – podczas konferencji prasowej przekonywało, że zmiana frontu w kwestii podziału punktów po rundzie zasadniczej (jeszcze w styczniu Ekstraklasa SA twierdziła, że nie widzi potrzeby zmian) jest efektem nacisku ze strony piłkarskiego środowska.

– Naszym obowiązkiem jest wsłuchiwanie się w głos klubów, piłkarzy, kibiców i ekspertów. A większość z nich krytykowała podział punktów jako niesportowy. Słyszeliśmy głosy mówiące, że w pierwszej części sezonu mecze są tylko o połowę punktów – mówił Marcin Stefański, dyrektor logistyki rozgrywek.

On, a także dyrektor spółki Dariusz Marzec bronili jednak reformy. Mówili, że swoją rolę spełniła, bo piłkarze grają więcej, i to spotkań z silnymi rywalami, co oznacza lepsze przygotowanie do meczów w Europie. Pokazali też liczby świadczące o zwiększeniu frekwencji oraz mówili o „podwójnej kumulacji", tzn. że pierwszy raz emocje rosną na koniec rundy zasadniczej, a drugi na koniec sezonu.

Trochę racji Ekstraklasa SA ma, chociaż opowiadanie o wzroście frekwencji jest bałamutne, przecież w obecnym systemie mamy o siedem kolejek więcej, więc siłą rzeczy liczby rosną. W tym czasie oddano też do użytku kolejne nowoczesne stadiony, np. ten w Białymstoku. Kumulacja emocji jest większa, ale jednak przeciwko dzieleniu punktów była większość środowiska, łącznie z kibicami.

Rezygnacja z podziału była już niemal pewna kilkanaście tygodni temu, gdy prezes PZPN – głównego udziałowca spółki Ekstraklasa SA – Zbigniew Boniek nie zostawił suchej nitki na reformie.

O tyle to ciekawe, że jeszcze w 2013 roku – gdy wprowadzano ten kończący żywot system – to właśnie Boniek i PZPN byli zagorzałymi zwolennikami zabierania klubom połowy dorobku, choć już wtedy były głosy, by tego nie robić. Boniek jednak powiedział, że reforma ma sens tylko z podziałem i postawił na swoim. Teraz już mu się to nie podoba.

Od nowego sezonu zmieni się także przepis o liczbie piłkarzy spoza Unii Europejskiej, którzy mogą przebywać w tym samym czasie na boisku w barwach jednego klubu. Zostanie ona zwiększona do trzech. Zespoły, które biorą udział w Lidze Europejskiej – rozgrywanej w czwartkowe wieczory – będą z urzędu w lidze grały w poniedziałki.

I tylko po raz kolejny można odnieść wrażenie, że działacze mieszają łyżką z całych sił herbatę bez cukru. Jak nie było wymogów licencyjnych każących każdemu klubowi prowadzić akademię młodzieżową, tak dalej ich nie ma. To już siódma zmiana regulaminu rozgrywek w ciągu 20 lat. A polskie zespoły wciąż odpadają w rundach wstępnych europejskich pucharów.