Marokańczycy wcisnęli się z fotelem do stołu piłkarskich arystokratów. Gdyby nie pokonali w rzutach karnych Hiszpanów, zestaw ćwierćfinalistów mielibyśmy tyle szlagierowy, co wręcz sztampowy. Wielkie futbolowe nacje walkę toczą regularnie, intensywność gier na szczycie spotęgowała jeszcze Liga Narodów.Istniało zagrożenie, że wśród ośmiu najlepszych znów znajdą się wyłącznie przedstawiciele dwóch kontynentów.

– Przyjacielu, nie jesteśmy Marokańczykami, ale wspieramy ich tak jak cała Afryka – przekonywali nas przeżywający mecz 1/8 finału jak własny dziennikarze z Kamerunu.

Radość reszty świata

Wspólny język i religia sprawiły, że ku Marokańczykom zwrócił się cały świat arabski. Trybuny stadionu Education City były czerwone od emocji i koloru koszulek. Energia do piłkarzy popłynęła z kilku kontynentów, sami Marokańczycy także stawili się w Dausze tłumnie.

Czytaj więcej

Maroko w ćwierćfinale! Wygrali dla Afryki

Byli mile widziani, skoro ich kraj w 2017 roku – gdy inspirowani przez Saudyjczyków sąsiedzi zorganizowali gospodarczą blokadę Kataru – wysyłał nad Zatokę Perską samoloty z pomocą humanitarną i oferował pomoc w mediacjach, może w nadziei na wsparcie roszczeń wobec Sahary Zachodniej.

Marokańczycy czekali od dawna na swój mundial. Niektórzy uważają, że to nie Katar, a napędzane pasją do piłki Maroko powinno zaprosić mistrzostwa do świata arabskiego.

Rywalizację o organizację imprezy podejmowali już pięć razy, próbowali nawet łapówek – czasem zbyt małych. Wciąż się nie udało, więc katarski mundial po prostu anektowali. Opanowali Dauhę: rozśpiewani kibice zaludnili deptak na Msheireb, Souq Waqif założył szaty Marrakeszu.

Rzeczpospolita

– Arabscy kibice dopingują wszystkie reprezentacje regionu – potwierdza na łamach „Le Monde” dyrektor badań politologicznych Centrum Arabskiego w Dausze Mohamed Al-Masri. – Nasze badania pokazują, że 75–80 proc. tych ludzi łączy wspólna tożsamość. Używają tego samego języka, mają podobne wartości, a religia wszystko cementuje.

Marokańczycy oglądali w szatni nagrania z kibicami świętującymi ich zwycięstwa. – Dziękuję za wsparcie Marokańczykom z całego świata, wszystkim Arabom i wszystkim muzułmanom. To zwycięstwo należy do was – mówi piłkarz Sofiane Boufal.

Maroko gra na mundialu po raz szósty, ale do najlepszej szesnastki reprezentacja awansowała tylko raz, w 1986 roku. Teraz jako czwarta drużyna z Afryki – po Kamerunie (1990), Senegalu (2002) oraz Ghanie (2010) – Marokańczycy awansowali do ćwierćfinału.

Trener Hoalid Regragui, który w 1986 roku był 11-latkiem, pokazywał podopiecznym tamte mecze.

Właśnie na przykładzie przegranego spotkania 1/8 finału z Niemcami Marokańczycy mieli zobaczyć, jak w fazie pucharowej marzenia może zabić drobny błąd. Chodziło o świadomość, a nie o strach.

Czytaj więcej

Richarlison - nowa gwiazda brazylijskiego futbolu. Miłość wreszcie odwzajemniona

– Wszystko jest możliwe, moja ambicja nie ma granic. Zespół z Afryki nigdy nie wygrał mundialu, więc dlaczego nie my? Dlaczego moi piłkarze nie mogą marzyć? – pytał Regragui dziennikarzy dzień przed meczem z Hiszpanami. Miał prawo, skoro jego podopieczni w fazie grupowej zostawili za plecami srebrnych (Chorwacja) i brązowych (Belgia) medalistów poprzedniego mundialu.

Niektórzy w ojczyźnie nazywają trenera „marokańskim Guardiolą”. Ten absolwent ekonomii i nauk społecznych, ale także 45-krotny reprezentant Maroka, został selekcjonerem pod koniec sierpnia, zastępując Vahida Halilhodzicia skonfliktowanego z gwiazdorem Hakimem Ziyechem.

To był wybór logiczny, zwłaszcza że za nowym trenerem przemawiał sukces: niedawno wygrał z Wydad AC afrykańską Ligę Mistrzów.

Piłkarze po meczu z Hiszpanami podrzucali Hoalida Regragui na rękach. Sam łapał się za głowę, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się wydarzyło. Podobnie zachowywał się, kiedy dostał brawa podczas konferencji prasowej.

– Nie mam żadnego pytania, chciałbym po prostu panu podziękować za ten sukces i radość dla 40 mln Marokańczyków – oznajmił jeden z dziennikarzy łamiącym się ze wzruszenia głosem.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Dyskretny brak CR7

Inny mówił, że ma właśnie urodziny i prosi, aby piłkarze pozwolili mu dalej śnić ten piękny sen. Trener zdradził, że po meczu zadzwonił do niego nawet król Maroka Muhammad VI, aby osobiście podkreślić, jak dumny jest z drużyny.

Twarz złodzieja

Regragui urodził się we Francji, ale piłkarskie nauki odbierał także w Hiszpanii, którą od Maroka dzieli przez Morze Śródziemne 13 kilometrów. Wziął zza morza dwóch specjalistów od przygotowania fizycznego, jego trener bramkarzy ma podwójne obywatelstwo. Zamach na hiszpańską piłkę przeprowadzili więc ludzie, których ta piłka stworzyła.

Trudno się dziwić. 900 tys. Marokańczyków to największa w Hiszpanii mniejszość narodowa. Hiszpania ma w Maroku dwie zamorskie enklawy, Ceutę i Mellilę, które są ziemią obiecaną dla ludzi marzących o ucieczce z Afryki do Europy. Właśnie na terenie Mellili urodził się bramkarz Munir Mohamedi, który podczas poprzedniego mundialu wyznał wręcz, że czuje się Hiszpanem.

Grający dziś w Paris Saint-Germain Achraf Hakimi to wychowanek Realu Madryt. Urodził się w Hiszpanii, gdzie wyemigrowali rodzice. Mama była sprzątaczką – wskoczył na trybunę, wycałował ją po meczu – ojciec handlował na ulicy, a syn smakował losu emigranta. Opowiadał, że choć odniósł sukces i wyjeżdżał ze stadionu Santiago Bernabeu w nowym aucie, to policjanci wciąż go zatrzymywali, widząc w jego marokańskiej twarzy złodzieja.

Decydującego karnego w meczu z Hiszpanami Hakimi strzelił w takim stylu, jakby chciał odpłacić za lata upokorzeń – lekko, w środek bramki, podcinając piłkę. Marokańczycy wcześniej przez 120 minut cierpliwie przyjmowali Hiszpanów na własnej połowie, obserwując, jak rywale jałowo wymieniają podania. Sami szukali przechwytów i zrywali się do kontr. Kiedy tylko mieli piłkę, wydarzenia na boisku przyspieszały.

To był ich siódmy mecz za kadencji Regragui – tylko w jednym stracili gola. Bramka samobójcza Nayefa Ageurda podczas meczu z Kanadą przerwała serię 662 bezbłędnych minut.

Nikt nie chce z nimi grać, bo nikt nie umie ich złamać. Rywale podczas meczów fazy grupowej wchodzili na marokańską tercję boiska niespełna 400 razy, a Polaków blisko 700. To pokazuje, jak można bronić.

– Kiedy masz serce, energię i miłość, możesz wygrywać mecze – przekonuje Regragui, ale marokańska recepta na sukces jest bogatsza. Bronią skutecznie, a kiedy przychodzą do ataku, korzystają z szybkości oraz techniki doskonale wyszkolonych pomocników. Są drużyną świata nie tylko dlatego, że ponad połowa kadrowiczów uczyła się piłki poza Marokiem.

Najlepsi od lat grają w elicie. Ziyech, Noussair Mazraoui i Sofyan Amrabat urodzili się w Holandii, kapitan Romain Saiss oraz Boufal – we Francji, Walid Cheddira przyszedł na świat we Włoszech. Kilku innych dorastało w Belgii. Ci urodzeni w Maroku to mniejszość.

Poliglota w bramce

Bramkarz Bounou – albo po prostu Bono, jak ma napisane na koszulce – zdobył w poprzednim sezonie nagrodę dla najlepszego bramkarza hiszpańskiej LaLigi. On z kolei urodził się w Montrealu, ale kiedy był mały, rodzice wrócili do Casablanki. – Jest niezwykle inteligentny – chwalił go trener Herve Renard, który prowadził kilka lat temu reprezentację Maroka.

Bono mówi po angielsku, arabsku, francusku i hiszpańsku. Jest obywatelem świata, ale nie miał wątpliwości, jaki kraj reprezentować.

Wątpliwości nie miał też Regragui. – Zobaczyliśmy, że każdy piłkarz z marokańskim paszportem, wychodząc na boisko, chce walczyć i oddać wszystko dla tego narodu, choć niektórzy w to wątpili – podkreślał po zwycięstwie nad Hiszpanami.

Snuł też po francusku opowieść o pisaniu historii oraz spełnianiu marzeń, ale starannie przeplatał ją arabskim: „Inszallah” – „Jeśli Bóg pozwoli”.