Ostatnie miesiące są dla niego jak bajka. Podpisanie kontraktu z Tottenhamem, debiut w Lidze Mistrzów zakończony dwiema bramkami, pierwszy wyjazd na mundial i już trzy gole strzelone w Katarze.

Najbardziej efektowny był ten w grupowym meczu z Serbami – zdobyty uderzeniem nożycami. Choć to, co zrobił w spotkaniu 1/8 finału z Koreą Południową, gdy po krótkim pokazie żonglerki wymienił podania z kolegami, wbiegł w pole karne i trafił na 3:0, też musiało się podobać publiczności tęskniącej za technicznymi popisami, jakie niegdyś dawali jej Ronaldinho, Rivaldo i Ronaldo.

Czytaj więcej

Goncalo Ramos strzelał, Cristiano Ronaldo bił brawo. Portugalia w ćwierćfinale mundialu

Dziś Richarlisonem zachwyca się cały świat, ale mało brakowało, byśmy o nim nigdy nie usłyszeli. Gdy Brazylia szykowała się do organizacji mundialu (2014), on jeździł na testy po klubach i odbijał się od kolejnych drzwi. Kochał piłkę, ale długo była to miłość nieodwzajemniona.

Pracował w myjni

Pod górę miał od dziecka. Wychowywał się w rozbitym domu, rodzice rozwiedli się, kiedy miał siedem lat. Ojciec był robotnikiem budowlanym, matka – sprzątaczką. Mieszkali w drewnianej chacie w małej wiosce w stanie Espirito Santo założonej przez włoskich osadników. Z dwiema siostrami i dwoma braćmi gnieździli się w dwóch pokojach. Z trudem wiązali koniec z końcem.

Richarlison od małego był przyzwyczajony do pomocy matce. By zarobić i dołożyć się do utrzymania, sprzedawał więc lody i cukierki, pracował w samochodowej myjni i zbierał kawę w gospodarstwie dziadka. Szybko zrozumiał jednak, że czyszczenie brudnych szyb i opon nie jest dla niego, praca na roli w 50-stopniowym upale również. Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by zostać sławnym piłkarzem i wyciągnąć rodzinę z biedy.

Foto: Grzegorz Wajda

Ruszył w podróż po kraju w poszukiwaniu szczęścia, ale spotkał wielu nieuczciwych ludzi. Gdyby nie wsparcie ojca i dziadka pewnie by się poddał. Albo zszedł na złą drogę.

– Tam, gdzie dorastałem, działy się różne rzeczy. Widziałem dużo pieniędzy, broni i narkotyków – wspominał w programie „World at Your Feet” nakręconym z okazji mundialu.

Wreszcie pod koniec 2014 r. doczekał się oferty z America Mineiro, który wychował m.in. obrońcę Juventusu Turyn Danilo. Na testy pojechał w pożyczonych butach. Jak wiele dzieciaków w Brazylii uganiał się za piłką boso.

Burgery i cola

Dwa lata później był już w jednym z największych brazylijskich klubów – Fluminense. Wreszcie stać go było, by kupić nie tylko porządne buty, ale też dom dla bliskich.

W 2017 r., w wieku 20 lat, przeprowadził się do Europy. Wybrał Watford, ale aklimatyzacja w Anglii przebiegała ciężko. Nie mówił po angielsku, szokiem była dla niego pogoda (pierwszy raz zobaczył śnieg) i kompletnie inne jedzenie. Przyznaje, że jedyne rzeczy, jakie znał, to burgery i cola. Pomógł fakt, że w klubie był już jego rodak, bramkarz Heurelho Gomes.

Na boisku Richarlison spisywał się jednak na tyle dobrze, że już sezon później zgłosił się po niego Everton (zapłacił prawie 40 mln euro), przyszło też pierwsze powołanie do reprezentacji. Selekcjoner Tite szukał kogoś w miejsce kontuzjowanego Pedro. Richarlison nie mógł uwierzyć, że założy kanarkową koszulkę. A że dostał numer 9, z którym wcześniej grał m.in. Ronaldo, poczuł jeszcze większą dumę i odpowiedzialność. Już w drugim meczu towarzyskim – z Salwadorem – wyszedł w podstawowym składzie obok Neymara, którego zawsze podziwiał i próbował naśladować także poza boiskiem (m.in. fryzurą). Strzelił dwa gole, wywalczył rzut karny, zaimponował trenerowi i na dobre zagościł w kadrze.

Czytaj więcej

Maroko, drużyna wszystkich Arabów

Pomógł Brazylii wygrać Copa America 2019, trafiał w eliminacjach mistrzostw świata, a z kolegami z reprezentacji młodzieżowej sięgnął po złoto igrzysk w Tokio. Już w olimpijskim debiucie z Niemcami zdobył w pół godziny hat tricka (pierwszego w zawodowej karierze) i został królem strzelców turnieju, choć w finale z Hiszpanią nie wykorzystał karnego.

Spotkanie z Ronaldo

Obawiał się, że mundial przejdzie mu koło nosa. Po transferze do Tottenhamu, który wydał na niego 58 mln euro, stracił strzelecki instynkt. Jakby mało było problemów, w październiku doznał urazu łydki. Pechowy dla Richarlisona okazał się mecz przeciw byłej drużynie – Evertonowi. Chodził o kulach, na murawę wrócił dopiero tydzień przed mistrzostwami. Choć jego forma była zagadką (w Premier League nie zdobył ani jednej bramki), a konkurencja w ataku Canarinhos jest ogromna, Tite o nim nie zapomniał.

– Płakałem, wątpiłem, czy przyjadę. Leżałem na noszach, mijali mnie lekarze, a ja nerwowo czekałem na wyniki badań. Ale byłem zdeterminowany. Wysiłek, jaki włożyłem w powrót do zdrowia, się opłacił – opowiadał po mundialowym debiucie.

Efektowny gol nożycami w spotkaniu z Serbią nie był dziełem przypadku. Takie strzały ćwiczył podczas zgrupowania. – Podobną bramkę zdobyłem na jednym z treningów we Włoszech, gdzie szykowaliśmy się do turnieju – podkreśla.

Słychać głosy, że gdyby jego talent objawił się wcześniej, Brazylijczycy nie zakończyliby mundialu w Rosji już w ćwierćfinale, pokonani przez Belgię. Przez mistrzostwa w Katarze idą na razie tanecznym krokiem, a do wspólnej zabawy podczas celebrowania bramek namówili nawet trenera.

Grzegorz Wajda

Po zwycięstwie nad Koreą Richarlison spotkał się z Ronaldo, nauczył go swojej cieszynki (w rytm muzyki rusza głową jak gołąb, bo taki ma przydomek) i padł mu do stóp. Może oglądaliśmy symboliczny obrazek, a Richarlison tak jak jego wielki poprzednik zostanie królem strzelców mundialu.

Walczy z rasizmem

Futbol uratował mu życie, dlatego stara się teraz oddać to, co dostał od losu. Nie wyrzekł się korzeni. Wraca do swoich rodzinnych stron, założył klub, by miejscowe dzieciaki miały gdzie trenować. Udziela się charytatywnie.

Dziennik „El Pais” zwraca uwagę, że w czasie pandemii przekazał pieniądze na szczepionki. Walczy z rasizmem i wspiera środowiska LGBT. Adoptował jaguara z zagrożonego gatunku. Nie boi się zabierać głosu na tematy społeczno-polityczne. W niedawnych wyborach prezydenckich podobno głosował na Lulę, choć sam tego nie potwierdził.

Cieniem na wizerunku kładzie się trochę wypowiedź, jakiej udzielił w jednym z wywiadów. Na pytanie, co będzie robił po zakończeniu kariery, palnął: – Zamierzam kupić wyspę i zamieszkać tam z wieloma kobietami, dokładnie tak jak Ronaldinho.

Czytaj więcej

Olivier Giroud. Przy nim Francuzi nie płaczą po Benzemie

Nawiązał tym samym do zdjęcia, jakie kiedyś wysłał przyjacielowi były gwiazdor Brazylii, pozując w basenie z pięcioma dziewczynami. Było żartem, ale wyciekło do mediów i wzbudziło duże kontrowersje.

Dla dzieciaków, którzy tak jak on marzą o grze na mundialu, ma jedną radę: nigdy się nie poddawajcie. Milionom Brazylijczyków daje nadzieję na to, że Canarinhos w końcu zdobędą medal – najlepiej ten złoty, na który czekają już dwie dekady.