Korespondencja z Kataru

Wielu Holendrów do gry Louisa van Gaala podchodziło sceptycznie, oskarżając go o futbol zachowawczy, na co ten odpowiadał, że właśnie tak osiem lat temu zdobył brąz miejsce mundialu. Teraz jego piłkarze także mecz rozpoczęli spokojnie, aż nadeszła 10. minuta. Zobaczyliśmy jedną z najpiękniejszych akcji turnieju, Pragmatyczna Pomarańcza wreszcie potoczyła się szybciej.

Zawodnicy van Gaala ruszyli z szybką akcją: wymienili kilka podań z pierwszej piłki, aż ta trafiła na skrzydło do Denzela Dumfriesa, który zagrał ją w pole karne prosto pod nogi Memphisa Depaya. 28-latek, który po zakończeniu epoki Robina van Persiego i Arjena Robbena wyrósł na najważniejszą strzelbę Holendrów, ale przed mundialem leczył kontuzję, pewnym strzałem pokonał bramkarz.

Amerykanie podobno do meczu z Pomarańczowymi przygotowywali się od wielu miesięcy - gdy tylko stało się jasne, że obie drużyny mogą na siebie trafić w 1/8 finału mundialu. - Mocno zagłębiliśmy się w ich grę - zapewniał Gregg Berhalter i faktycznie do momentu gola Depaya to jego zawodnicy prowadzili grę. Mogli nawet strzelić gola, ale sytuacji sam na sam nie wykorzystał Chrisitian Pulisic.

Mecz Anglia - USA obejrzało 20 mln Amerykanów, według sondażu Gallupa i NBC liczba osób interesujących się piłką nożną wzrosła tam w ciągu dekady z 50 do 85 mln. Teraz zawodnicy robili wszystko, aby fanów przed telewizorami utrzymać. Grali ofensywnie: szukali akcji kombinacyjnych i nacierali skrzydłami. Rozpierała ich energia, jak przystało na najmłodszą drużynę mundialu.

Holendrzy byli uważni, czekali na błąd rywali. Nie było ich na Euro 2016 i poprzednim mundialu, a ubiegłoroczne mistrzostwa Europy zakończyli na 1/8 finału. Depay, Daley Blind oraz Virgil van Dijk - choć dwaj pierwsi osiem lat temu stali na podium mundialu - stawali się powoli przegranym pokoleniem, choć na boisku zaczęli ich wspierać 23-letni Cody Gakpo czy 25-letni Frenkie de Jong.

Tym razem podopieczni Van Gaala angażowali minimum środków do maksymalizacji wyniku. Wymienili w pierwszej połowie 179 podań - blisko dwukrotnie mniej niż rywal - ale już w doliczonym czasie gry, gdy Amerykanie szykowali się chyba do przerwy, Dumfries podał w pole karne do Blinda, który trafił do siatki. To był drugi celny strzał Holendrów i drugi gol. Triumfowało wyrachowanie.

Rywale jeszcze próbowali, udało się w 76. minucie. Pulisic zagrał w pole karne, a Haji Wright - trochę wirtuozersko, trochę przypadkowo - przelobował bramkarza zewnętrzną częścią stopy. Holendrzy nie dali się jednak przydusić do pola karnego, oni także atakowali. Minęło kilka minut i Blind przerzucił piłkę do Dumfriesa, który uderzył w długi róg, dwie asysty uzupełniając golem.

Niespodzianki nie było, awansowali faworyci. Holendrzy 9 grudnia o 20:00 na 89-tysięcznym Lusail zmierzą się w ćwierćfinale ze zwycięzcą meczu Argentyna - Australia. Amerykanie wracają do domu, ale dla młodej drużyny Berhaltera to dopiero początek podróży. Kolejny mundial już za trzy i pół roku zorganizują oni - wspólnie z Kanadą oraz Meksykiem.