Korespondencja z Kataru

To był kolejny mecz politycznie podwyższonego ryzyka. Nie tylko ze względu na sympatię łączącą Serbów z Rosjanami, ale także bliskie związki Helwetów z Kosowem,  którego niepodległości Belgrad nie uznaje. Szwajcarzy - wręcz przeciwnie. Uznali Kosowo jako jedni z pierwszych. Trudno się dziwić, skoro co dziesiąty z dwóch milionów Kosowian mieszka w Szwajcarii.

Kosowskie korzenie mają m. in. Granit Xhaka i Xherdan Shaqiri, czyli największe gwiazdy Helwetów. Cztery lata temu, gdy Szwajcaria oraz Serbia mierzyły się ze sobą podczas poprzedniego mundialu, obaj nie wytrzymali obleg z trybun w Kaliningradzie i świętowali gole, krzyżując ręce na kształt orła z albańskiej flagi. FIFA ukarała ich grzywną w wysokości 8,6 tys. euro za „niesportowe zachowanie”.

Czytaj więcej

Rywalizacja Korei i Urugwaju o awans - zdecydował gol w doliczonym czasie gry

- Straciliśmy przez to mnóstwo energii. Tym razem koncentrujemy się na meczu - zapewniali obaj już w Katarze. Inne zdanie mieli chyba rywale, skoro wywiesili w szatni flagę, gdzie Kosowo oznaczono jako terytorium serbskie i opatrzono napisem: „Nie poddajemy się”. Ich kibice byli podczas meczu głośni, niektórzy wywiesili rosyjskie flagi. Rozmawiać o sprawach pozapiłkarskich jednak nie chcieli.

- Skąd jesteście? Z Polski? Nic nie powiem, bo moje zdanie wam się nie spodoba - usłyszeliśmy od fana wystrojonego w serbską flagę. - Jesteśmy tu, aby kibicować, a nie dyskutować o polityce - odpowiadali inni. - Trzymamy się z Rosją. Łączy nas kultura, religia oraz wspólna przeszłość - odparował jedynie starszy kibic w koszulce Romy z nazwiskiem Aleksandara Kolarowa.

Kiedy podczas przedmeczowej konferencji prasowej dziennikarz Dariusz Faron zapytał, czy Serbowie zgadzają się, że to wstyd, gdy ich kibice wspierają na trybunach Rosję, która morduje niewinnych ludzi w Ukrainie, rzecznik prasowy zespołu uciął temat podkreślając, że trener oraz piłkarze nie rozmawiają o polityce, choć wywieszona w szatni flaga mówiła coś innego.

Sam mecz szybko zamienił się w wymianę futbolowych ciosów. Pierwsi prowadzić mogli Serbowie, ale Andrija Żivković uderzył piłką w słupek. Minęło kilka minut i Djibril Sow przytomnie podał w polu karnym do Shaqiriego, który trafił na 1:0. To był dopiero początek. Dusan Tadić precyzyjnie dośrodkował na głowę Aleksandra Mitrovicia i mieliśmy już remis.

Helweci mogli odzyskać prowadzenie, ale Shaqiri przegrał pojedynek z bramkarzem. To się zemściło: Dusan Vlahović dopadł do podania, którego nie zdołali przeciąć Szwajcarzy i strzałem sprytnym - a może także szczęśliwym - zmieścił piłkę przy słupku. Rywale wyrównali jeszcze przed przerwą: Sow zagrał na prawą stronę do Silvana Widmera, a piłkę do siatki po jego podaniu wbił Breel Embolo.

Pierwsza połowa przyniosła cztery gole oraz czternaście celnych strzałów. Najpiękniejszy był jednak ten, który padł tuż po przerwie. Zespołowa akcja Szwajcarów doprowadziła piłkę do Rubena Vargasa. On odegrał ją piętą do Freulera i Szwajcarzy odzyskali prowadzenie. Znów zobaczyliśmy, że atutem Serbów jest atak, bo linia defensywna oparta na trzech środkowych obrońcach przecieka.

Czas uciekał, a oni marnieli. Zaczęli zbierać żółte kartki zamiast udanych akcji. Szwajcarzy długo rozgrywali piłkę. Byli spokojni i wyrachowani, choć jeszcze w doliczonym czasie gry Xhaka poprzepychał się z rywalami. Mundial dla nich dalej trwa, zagrają o ćwierćfinał we wtorek z Portugalią. Serbowie lecą do domu.