Korespondencja z Kataru

Największy sukces polskiego futbolu od 1986 roku zrodził się w okolicznościach osobliwych. Przekonaliśmy się, że istnieją zwycięskie porażki. Polacy świętowali, choć tak złego występu reprezentacji nie widzieliśmy dawno. Argentyńczycy zorganizowali oblężenie bramki Wojciecha Szczęsnego. Nasi piłkarze szli po linie nad przepaścią, ale zdołali przetrwać.

– Rywale zabrali nam sprzęt, trzeba było za nim biegać. Cierpieliśmy, ale cel uświęca środki – mówi Piotr Zieliński. – Styl jest do poprawy. Musimy grać odważniej, podjąć większe ryzyko. Nie mamy nic do stracenia – podkreśla Robert Lewandowski.

Zamiana wina w wodę

Efektem rocznej pracy z Czesławem Michniewiczem jest drużyna, która uwierzyła, że można osiągać sukcesy metodą prymitywną: głęboką obroną, okazjonalnymi kontratakami, długimi podaniami od bramkarza w kierunku skrzydłowych. Plan selekcjonera przyniósł z jednej strony 4 punkty, a z drugiej – cztery celne strzały w trzech meczach.

Czytaj więcej

Historia pojedynków Polska-Francja. Jak orzeł z kogutem

To taktyka doraźna, budząca obawy o przyszłość. Wiedzieliśmy, że drużynę narodową przejął człowiek zdolny do realizacji misji wynikającej z potrzeby chwili. Styl budzi jednak wątpliwości, czy w dłuższej perspektywie Michniewicz to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Możliwe, że klamka już zapadła i zostaniemy z nim na dłużej. Selekcjoner wykonał zadanie, a bliskie Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej (PZPN) media informują, że awans do 1/8 finału oznaczał dla niego automatyczne przedłużenie kontraktu. Eliminacje Euro 2024, które będą od nas wymagały raczej gry aktywnej, opartej na posiadaniu piłki, zaczniemy z człowiekiem, który takiego futbolu nie uczy.

Reprezentacji nie można nazwać dziś drużyną, która się rozwija. Trzy mecze mundialu przyniosły 4 punkty oraz awans, ale jednocześnie dały nam zaledwie kilkanaście minut dobrej gry.

– Powiedziałem piłkarzom po meczu w szatni: „Nie dajcie sobie odebrać tej radości” – podkreśla Michniewicz. – Wiem, jakie mamy bolączki. Nie graliśmy ładnie ani dobrze. Są zespoły, które lepiej operują piłką i stwarzają więcej sytuacji, ale na końcu liczy się wynik. Przyjaciel napisał do mnie: „Najsłodsza porażka”. Coś w tym jest – przekonuje trener.

Czytaj więcej

Czesław Michniewicz: Dajcie nam się pocieszyć

To fakt: mamy zespół, który nie uwodzi, ale osiągnął sukces. Szczęsny jeszcze przed turniejem mówił, że pierwszym meczem Polacy chcą złapać dobry rytm, żeby później niosła ich muzyka. Niestety, melodia nie porywa, a orkiestra fałszuje. Wciąż śnimy mundialowy sen, ale bez przyjemności.

Kibic ma prawo chcieć więcej, skoro wielką piłkę ma dziś na wyciągnięcie pilota. Widzi, jak Lewandowski, Zieliński, Matty Cash czy Nicola Zalewski grają w najlepszych ligach – przyjmują, podają, nie boją się piłki. Są aktorami na deskach dużego futbolowego teatru. Michniewicz tymczasem zamienił wino w wodę, składając ich talenty na ołtarzu wyniku.

Trzeźwym okiem

Świat z Polaków drwi, Francuzi powodów do obaw nie mają. Pytani o ocenę gry naszej drużyny mówią, że przecież z Argentyną w piłkę wcale nie graliśmy. Skupiają się raczej na wewnętrznych problemach swojej drużyny: porażce rezerwowych z Tunezją, słabszej postawie linii obronnej na tle ofensywy i wspomnieniu traumy z Euro 2020, gdzie zatrzymali ich Szwajcarzy.

– Polska to silny zespół – przestrzega francuski piłkarz Randal Kolo Muani i podkreśla, że Lewandowski jest dla niego inspiracją. – Najlepiej, żeby w ogóle nie dostawał piłek – dodaje Kingsley Coman, który przez lata grał z Lewandowskim w Bayernie Monachium.

Zawsze jest ogień

Doświadczony skrzydłowy przestrzega oczywiście przed lekceważeniem naszej drużyny. – Jesteśmy na mundialu, więc musimy podejść do meczu z Polakami na serio. Pozycja faworyta nie daje nam żadnej dodatkowej bramki. Często mierzymy się z rywalami, którzy stawiają na obronę. Musimy przede wszystkim uważać na ich kontrataki – mówi Coman.

– Nikt we Francji nie wyobraża sobie, abyśmy przegrali z Polską. Piłkarze są jednak ostrożni i skoncentrowani, bo wszyscy pamiętają porażkę ze Szwajcarią w rzutach karnych podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy – podkreśla reporter BeIN Sportu Guillaume Truillet.

Polacy na kolejnego rywala patrzą trzeźwym okiem. – Będziemy cierpieć i musimy sprawić, aby oni też cierpieli. To mistrzowie świata, z Australią się bawili. Mają wielki zespół: Kylian Mbappe, Adrien Rabiot, Olivier Giroud i do tego Theo Hernandez, który jest motorem napędowym, który zasuwa jak mały samochodzik. U niego na lewej stronie zawsze jest ogień – przestrzega Zieliński.

Kamil Glik podkreśla, że Francuzi prezentują taki sam poziom jak Argentyńczycy. Michniewicz chwali ich zaś za szybką i dynamiczną grę. – Mają fantastyczne pokolenie, plejadę znakomitych piłkarzy. Mogą zdobyć tytuł. Najpierw muszą jednak pokonać Polskę – zapowiada selekcjoner.

Argumenty na rzecz Polaków są skromne. Michniewicz przede wszystkim ukrywa wady drużyny, programując piłkarzy na ostrożność i minimalizm. Defensywny styl gry sprawia, że pole do popisu mają ludzie od destrukcji – zwłaszcza ten, który jest ostatnią instancją, czyli Wojciech Szczęsny, najlepszy bramkarz mundialu.

Szczęsny to jeden z bohaterów turnieju. Możliwe, że bez jego interwencji nasza reprezentacja nie wygrałaby w Katarze żadnego meczu. Obronił dwa rzuty karne – jednego w pakiecie z dobitką – i tylko dwa razy wyjmował piłkę z bramki. To właśnie Szczęsny kilkanaście dni temu wzburzył opinię publiczną konstatacją, że polski futbolista relację z piłką ma trudną i robi sobie więcej szkody niż pożytku, próbując konstruować akcje z pietyzmem.

Szklany sufit

Teraz także na stan drużyny Szczęsny patrzy bez złudzeń. – To, co pokazaliśmy z Argentyną, na Francuzów nie wystarczy. Wiemy, jakim jesteśmy zespołem i gdzie jest nasz szklany sufit. Plan wykonaliśmy, ale mamy jeszcze marzenia – mówi, dając nadzieję, że może w niedzielę zobaczymy Polskę mniej męczącą, a bardziej romantyczną. Nie mamy przecież nic do stracenia.

Uwolniliśmy się od koszmarów przeszłości, nie było powtórki z Korei, Ekwadoru, Senegalu. Mundial wreszcie nie zakończy się klęską, ale do tych trzech meczów wciąż nie będziemy mieli ochoty wracać. Kiedy selekcjoner mówi: „Nie zabierajcie nam radości”, możemy odpowiedzieć mu tak samo.