Mecz Belgia – Chorwacja decydował o awansie, ale miał też inny wymiar. Spotykał się wicemistrz świata z trzecią drużyną ostatniego mundialu. Mimo że Belgowie mieli nóż na gardle, a do awansu potrzebne im było zwycięstwo, grali, jakby im na nim nie zależało.

Chorwaci byli wyżej w tabeli, więc im remis odpowiadał. I długo grali tak, żeby go utrzymać. Mimo to właśnie Chorwacja, dyrygowana przez Lukę Modricia, miała więcej okazji do zdobycia bramki. Jak zawsze dobrze bronił Thibaut Courtois, ale Kevin de Bruyne, odpowiednik Modricia w zespole Belgii, nie był tak kreatywny.

Czytaj więcej

Maroko wygrywa grupę F dzięki pokonaniu Kanady

Sytuacja zmieniła się nieco w drugiej połowie, kiedy na boisko wszedł Romelu Lukaku. Wprawdzie też musiał czekać na dobre okazje, ale doczekał się trzech i wszystkie zmarnował. Raz, po akcji Yannicka Carrasco, trafił w słupek, w dwóch innych z bliska nie zdołał wepchnąć piłki do siatki.

Widać było, że po porażce z Marokiem i wewnętrznych kłótniach Belgia przestała być monolitem. Trener Roberto Martinez dopiero na ostatnie minuty wpuścił na boisko Edena Hazarda, co spotkało się nawet z gwizdami belgijskich kibiców.

Remis 0:0 jest równy porażce, na pewno kończy się sześcioletnia praca Martineza, a być może także era takich piłkarzy, jak Jan Vertonghen, Toby Alderweireld, Dries Mertens czy Axel Witsel. Odpadła reprezentacja, która w czerwcu rozbiła Polskę w Brukseli 6:1.

Sensacyjnym zwycięzcą grupy F zostało Maroko. W środę pokonało Kanadę 2:1 i zakończyło fazę grupową bez porażki. Prawie wszyscy marokańscy zawodnicy grają na co dzień w dobrych europejskich klubach ligowych, z Chelsea (Hakim Ziyech), Bayernem (Noussair Mazraoui) i PSG (Achraf Hakimi) włącznie.

Kanadyjczycy zdobyli sympatię kibiców od pierwszego meczu. Wprawdzie wszystkie trzy przegrali, ale strzelili tyle samo bramek co Polska, a grali ładniej.