Korespondencja z Kataru

Podopieczni Luisa Enrique w dwóch pierwszych meczach imponowali cierpliwą i bliską perfekcji grą w ataku. Ta futbolowa muzyka klasyczna przyniosła im cztery punkty, bo po zwycięstwie nad Kostaryką (7:0) zremisowali z Niemcami (1:1). Japończycy przeciwko Niemcom zagrali w ataku rock and rolla (2:1), ale później przegrali z Kostaryką (0:1). Sytuacja w grupie była więc bardzo otwarta.

Japończycy mieli trudniej. Potrzebowali do awansu wygranej nad Hiszpanią lub braku zwycięstwa Niemców z Kostaryką. Oddawać losu w ręce rywali jednak nie chcieli i już od pierwszych minut ruszyli na rywali wysokim, agresywnym pressingiem. Kilka razy udało im się ich zaskoczyć, ale te zrywy w pierwszej połowie nie przyniosły nawet celnego strzału.

Czytaj więcej

Wojciech Szczęsny przegrał zakład z Leo Messim, ale nie zapłaci

Trener Hajime Moriyasu przed meczem dokonał w składzie pięciu zmian. Kolejne robił już w przerwie. Wyjściową jedenastkę w porównaniu do poprzedniego spotkania w takim samym stopniu przemeblował Luis Enrique, ale jemu przyświecało raczej wydzielenie odpoczynku liderom. Jednym z tych rezerwowych, którzy zagrali od początku, był Alvaro Morata.

30-latek w dwóch pierwszych meczach spędził na boisku 71 minut, ale za każdym razem po wejściu z ławki trafiał do siatki. Teraz także zadał cios. To on w 12. minucie wpadł między obrońców i uderzył głową piłkę dograną przez Cesara Azpilicuetę. Nadeszła chwila, kiedy Japończycy musieli przypomnieć sobie słowa trenera, który zapewniał: - Stać nas na powtórzenie tego, co zrobiliśmy  z Niemcami.

Japończycy zajęli pierwsze miejsce w grupie i zagrają o ćwierćfinał z Chorwacją

No i to zrobili. Zobaczyliśmy trzy minuty, które wstrząsnęły Hiszpanią. Japończycy znów napadli na nich wysoko i agresywnie, ponownie główne role odegrali ludzie z ławki. Najpierw do przechwyconej piłki dopadł rezerwowy Ritsu Doana i huknął z dystansu. Nie minęło kilka chwil, a inny zmiennik Kaoru Mitoma wygarnął piłkę już niemal zza boiska, a do bramki wepchnął ją Ao Tanaka.

Hiszpanie wyglądali na wstrząśniętych - dokładnie tak, jak tydzień wcześniej Niemcy. Potrzebowali kilku chwil, żeby odzyskać równowagę i wrócić do czułego utrzymywania piłki, ale spacer zamienił się w kalwarię. -  Jesteśmy w świetle reflektorów. Teraz nadszedł nasz moment, żeby zatańczyć - mówił po wygranej z Niemcami Maya Yoshida. No i tańczyli.

Faworyci cierpliwie rozgrywali piłkę, szukając dziur w obronie rywali, a Japończycy po przechwytach błyskawicznie rzucali się do kontrataków. Dwa razy między słupkami ratował ich Schuichi Gonda, a sędzia doliczył do meczu siedem minut. Czas się ślimaczył, ale wreszcie upłynął. Japończycy zajęli pierwsze miejsce w grupie i zagrają o ćwierćfinał z Chorwacją. Niemcy jadą do domu.